My się Pani nie boimy!

"Pod-Grzybek" - reż. Krzysztof Rau - Białostocki Teatr Lalek

W tym roku po raz pierwszy przy okazji ogólnopolskiego festiwalu teatralnego - Warszawskich Spotkań Teatralnych - zorganizowano cykl spektakli (i warsztatów) specjalnie z myślą o dzieciach (małe WST). To spektakle najnowsze, z poprzedniego sezonu, oraz - nie bójmy się tego powiedzieć - najlepsze w kraju. Wybrane spośród wielu propozycji specjalnie dla najmłodszych warszawskich widzów. Czyli współczesny teatr dla dzieci w pigułce

W Teatrze Powszechnym grano „Pod-Grzybka". To ważny spektakl - opowiada o śmierci. Niewiele jest współczesnych utworów dla dzieci na ten temat. Twórcy spektaklu widocznie zmęczeni baśniami Andersena i braci Grimm, postanowili wyjść naprzeciw potrzebie optymizmu i radykalnie porzucili powagę i ponury klimat odchodzenia. Bez wzruszenia i patosu. Najprościej mówiąc: na każdego kiedyś przyjdzie pora. Śmierć jest nieodłączną częścią każdego życia. Spektakl jednak nie straszy, nie demonizuje. Ale też nie oszukuje, że będzie inaczej. Opowiada o śmierci jak o wszystkim innym, jak o przygodzie. Tylko takiej już ostatecznej, krańcowej.

W spektaklu pod postaciami leśnych zwierząt zakamuflowane są ludzkie typy i przywary. Dostrzegamy w nich cechy przypisywane przez nas, nie wiedzieć czemu, zwierzętom. Poznajemy więc - jak to się nieraz o nim mówi - chytrego i przebiegłego Starego Lisa (Paweł S. Szymański). Spotykamy także na scenie Młodego Lisa (Michał Jarmoszuk) i od razu zaczynamy go lubić. Jest jeszcze zupełnie naiwny i zaczyna się uczyć lisiej przebiegłości od swego dziadka. Kolejne zwierzęce postacie są zbudowane na podstawie naszych o nich wyobrażeń. Pies Myśliwego (Jacek Dojlidko) jest wierny i oddany, ale nie Myśliwemu bynajmniej. Ucieka od swego okrutnego pana i zaprzyjaźnia się z leśnymi zwierzętami. Kury chodzą czwórkami (zawsze jednak którejś zdarza się zgubić), gdaczą dość bezmyślnie i dużo. Jest też szalony Jeż (to rola Grażyny Kozłowskiej, uwielbiana przez dzieci), który dla rozrywki przebiega ulicę, bo lubi adrenalinę. Niestety... któregoś razu nie udaje mu się dobiec do krawędzi jezdni... Jeż także trafia do Nieba.

A do Nieba zabiera bohaterów Śmierć (Alicja Bach). Nie ta straszna kostucha bez litości. Śmierć to bardzo miła pani, która gra na skrzypcach, uśmiecha się i jest wyjątkowo gościnna. I nie ma w tym żadnego podstępu! Jednak, by znaleźć się w Niebie, trzeba mieć na swoim koncie dobre uczynki. W przypadku Starego Lisa nie jest to tak oczywiste... Nikomu nie jest go żal, ba! kury to się nawet cieszą, że Lis umiera i że już ich nie pożre. Tutaj przewija się cały orszak postaci, które trochę na umieraniu Lisa żerują. Łoś, usłyszawszy, że Lis już długo raczej nie pociągnie, przychodzi na stypę. Jeż, który nie widział nigdy umarłego, przybiega podekscytowany takim wydarzeniem. Tylko Młody Lis zdaje się być naprawdę przejęty losem dziadka. Przejęty jest do tego stopnia, że wyrusza go odprowadzić do Nieba. Podoba mu się tam bardzo i pragnie tam zostać...

Plastyczna i symboliczna scenografia z łatwością przenosi nas z niebiańskiego planu na ziemski. Wspaniali, żywiołowi aktorzy i animowane przez nich kukły, małe, co prawda, ale zgrabnie skrojone powodują, że nie traktujemy opowiadanej historii jeden do jednego. Lalki zwiększają dystans, trudno się z lalką - jak z bohaterem-aktorem - utożsamiać. Ale nie przeszkadza to w oglądaniu losów zwierzaków na serio, a nade wszystko nie przeszkadza to w dobrej zabawie. Może nawet jej sprzyja. Wszystko technicznie wypracowane jest doskonale, idzie płynnie. Może z wyjątkiem piosenek śpiewanych przez aktorów ze sceny, podczas gdy muzyka dobiega z offu. Niestety, w dalszych rzędach nie było słychać słów (to pewnie kwestia niedostosowania możliwości akustycznych nowej dla aktorów przestrzeni).
Iluzję sceniczną współtworzą światło i efekty dźwiękowe. Spektakl jest jasny i dynamiczny. Dużo się dzieje, jest kolorowo, i nawet dla najmłodszych widzów spektakl będzie interesujący.

W Niebie jest fajnie. Można wszystko - jak mówi Lis Staruszek (Ryszard Doliński). Zwierzęta zmieniają tu kolor na niebieski, mogą jeść, co sobie wymarzą, dostają, o co tylko poproszą. A w lisim Niebie to nawet oszustwa i przebiegłość nie uchodzą za złe, lisy przecież nigdy się nie zmienią. Dobrze, że Niebo nie reprezentuje tylko katolickich wartości, bo z pewnością nie wszyscy na widowni byli tego wyznania. Nie ma boga/bogów. Pojawia się Charon, który za obola chętnie przeprawi przez rzekę umarłych. To zabawne odwołanie do greckiej mitologii także uniwersalizuje świat pozagrobowy. Wizja Nieba jest dla wszystkich czytelna, ale przez to relatywna moralnie. Czy w Niebie rzeczywiście będzie można mieć, czego się zapragnie? Czy panuje anarchia i wszystko wolno? To jeden z tych trudnych tematów, o których nie wiadomo, jak opowiedzieć dziecku, by nie sprzedawać mu przy tym jakiejś zakłamanej ideologii. Jednak w przypadku „Pod-Grzybka" nie ma obawy, że to za wcześnie, by dziecko dowiedziało się o śmierci. Myślę, że nawet czterolatki poradzą sobie z tym tematem, bo w ujęciu Pana Raua Śmierć nie straszy, nie wydziera nam z rąk naszych bliskich. Jest w niej ukryta niesamowita nadzieja. Nadzieja, że ten, kto nas opuścił, będzie teraz bezpieczny i szczęśliwy.

Klaudia Lewczuk
Qlturka
9 kwietnia 2011

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...