My się wilka nie boimy

"Trzy świnki" - reż. Lech Walicki - Teatr Groteska w Krakowie

Czy baśń tak prosta i tradycyjna jak „Trzy świnki" jest jeszcze stanie zachwycić dziecięcą publiczność? – myślałem udając się na najnowszą premierę krakowskiego Teatru Groteska. Jakże miłe było moje zaskoczenie, gdy przekonałem się, że takie najpoczciwsze historie wciąż dają wielkie pole do popisu współczesnym adaptatorom.

Dziecko to widz wymagający. Nie da się nabrać na byle jakie sztuczki. Zawsze zauważy źle przyklejone wąsy czy niedbale podany tekst. Wiedzą o tym artyści najstarszego teatru lalki, maski i aktora w Krakowie, który zeszłej soboty zaprezentował przednią opowieść o dorastaniu do przyjaźni oraz braniu odpowiedzialności za siebie i najbliższe osoby.

Autorska wariacja na temat znanej i wielokrotnie animowanej (również przez legendarną wytwórnię W. Disneya) baśni Braci Grimm skutecznie przemówiła do młodej widowni. W wersji Adolfa Weltschka świnki początkowo nie myślą nawet o budowie własnych domków, lecz wyruszają do „wielkiego świata" by poznać prawdziwe życie. Przeciwności losu szybko jednak pokrzyżują im plany by pod koniec sztuki zwierzęta mogły zrozumieć, że zamiast błądzić po świecie lepiej jest słuchać starych dobrych rad.

Trzy świnki w przedstawieniu Groteski to nie strachliwe sierotki, ale całkiem odważna dziatwa. Zanim pobiorą kilka życiowych lekcji muszą na własnej skórze przekonać się jakie niebezpieczeństwa czyhają na nie w dorosłym życiu poza bezpiecznymi murami rodzinnego domku. Tytułowe zwierzątka szybko orientują się, że najlepsze jedzenie w nadmiarze staje się szkodliwe a nawet najpiękniejsze ubrania nie są w stanie zapewnić nam szczęścia i samozadowolenia ani tym bardziej nigdy nie zaskarbią nam serdeczności innych ludzi.

Bardzo mocnym elementem spektakl jest scenografia Małgorzaty Zwolińskiej, której udało się oddać świat zachcianek małego dziecka i dylematy dorastania w kulturze zdominowanej przez dobra konsumpcyjne.

Postaci są ciekawie zindywidualizowane, posiadające wyraźną osobowość. Mamy tu trzy zupełnie inne typy charakterów i trzy zupełnie inne sposoby stawiania czoła przeciwnościom losu. Bardzo zwinnie w podwójnej roli Mamy Świnki i Elegancji Lux radzi sobie Monika Filipowicz. Kostiumy w stylu lat 50-tych raz dodają jej postaciom cukierkowej słodyczy a innym razem podkreślają pychę i powierzchowność. Widać tu wprawną rękę krawcowej, która pozwala na tak sprawne i niedostrzegalne dla dzieci metamorfozy.

Reżyser i autor tekstu nie zapomnieli również, że dobrze jest okazać trochę współczucia czarnym charakterom i skroili postać Wilka jako życiowego fajtłapy, który poluje na świnki nie powodu swego złego usposobienia i żądzy krwi, lecz ze zwykłego głodu. W pewnym momencie z desperacji zaczyna on żebrać o jedzenie, czym zyskuje współczucie młodej widowni, która od tej pory widzi w nim pożałowania godnego nieboraka.

Spektakl mimo dość oczywistej intrygi ma dobre tempo i skrzy się humorem. Dzieci chętnie śledzą perypetie świnek – wędrowniczek i sekundują im w walce z czarnymi bohaterami. Dzięki nowoczesnej pobudzającej wyobraźnię oprawie plastycznej spektakl jest równie przyjemny do oglądania dla dorosłych jak i dzieci. „Trzy świnki" Teatru Groteska są pięknym dowodem na to, że w życiu można i dużo naświnić i sporo nachrumkać, ale najważniejsze jest jednak, by umieć się wzajemnie kochać i wspierać.

Jakub Wydrzyński
Dziennik Teatralny Kraków
9 grudnia 2015
Portrety
Lech Walicki

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...