Mykwa wcale nie oczyszcza...

"Mykwa" - reżyseria: Monika Dobrowlańska - Teatr Polski w Poznaniu

Jeszcze długo będziemy rozdrapywać polsko-żydowską ranę, czego najlepszym dowodem jest dramat Piotra Rowickiego, którego premiera odbyła się w Teatrze Polskim podczas inauguracji festiwalu "Bliscy nieznajomi". Tak niewiele o sobie wiemy, chciałoby się powiedzieć. A co gorsza, nie potrafimy wyciągać wniosków z historii.

Rowicki nie opowiada po raz kolejny wydarzeń, jakie rozegrały się w Jedwabnem. Ta historia interesuje go o tyle, o ile pokazuje dramat jednostki. Na scenie zbiorowy mord dokonany przez Polaków na Żydach wraca w reminiscencjach, podczas spowiedzi, jakiej dokonuje Jan Sapieżka wobec najbliższej rodziny, księdza, ducha Mendla Trawiony śmiertelną chorobą, próbuje uporządkować swoje kończące się życie. Dla otaczającego go świata jest bohaterem: żołnierzem AK, więźniem obozu koncentracyjnego, ale, o czym niewielu wie, również tym, który zgwałcił młodą Żydówkę, a potem aktywnie uczestniczył w mordowaniu Żydów. Przejmujący i odrażający, budzący litość i podziw w tej roli jest Wojciech Kalwat. Rozedrgany i skupiony zdziera kolejne zasłony ze swojej twarzy. Jego Sapieżka nie jest bezmyślnym prostakiem, którym powodowały w życiu niskie pobudki. 

W każdej sytuacji za jego wyborami stała ideologia i głębokie przekonanie o słuszności wybranej drogi. O tym, że nie zawsze były te wybory słuszne, przekonuje się, kiedy ukochany wnuk Krzyś (Łukasz Chrzuszcz), rzuca się na jego pieniądze. Zobaczył w nim siebie, młodego małomiasteczkowego chłopaka urzeczonego ideałami nacjonalistycznymi, endeckimi Dla współczesnego odbiorcy przerażające może być to, że przez 60 lat nic się w nas, Polakach, nie zmieniło. Współcześni młodzi narodowcy niczym nie różnią się od młodego Sapieżki z okresu poprzedzającego wybuch II wojny światowej. 

"Mykwa" to w gruncie rzeczy dramat rodzinny. W wielu domach pochowane są po kątach, w szafach i szufladach tajemnicze historie. Natykamy się na nie przypadkiem, najczęściej kiedy jest już za późno. W tym wypadku Jan Sapieżka zdążył wyjawić swoją ciemną tajemnicę. O tym, jak bardzo był zaangażowany w palenie Żydów, wiedział jego starszy brat i Mendel, ale nie wiedziała jego żona. Małgorzata Peczyńska, która ją gra, usłyszawszy tę historię, zamarła niczym żona Lotha. Trudno się dziwić. W nieświadomości żyła 60 lat z mordercą pod jednym dachem. Młodszy brat przyjmuje smutną prawdę, ale mało go to obchodzi. Nie radzi sobie z nią również młody ksiądz, bo nie mieści się ona w jego wyobrażeniach. 

Przedstawienie Moniki Dobrowlańskiej robi wrażenie, burzy spokój widza, który zasiadł w wygodnym fotelu. Reżyserka wraz z Petrą Korink (scenografia i kostiumy) zbudowały świat przedstawiony na grząskim gruncie. Pod bohaterami ziemia się cały czas ugina, zapadają się w niej i podnoszą. Ten świat jest tak samo niestabilny i niepewny, jak przestrzeń relacji polsko-żydowskich. Trudno się w nim odnaleźć bohaterom. Odnaleźli się aktorzy. Oprócz kreacji Wojciecha Kalwata piękną rolę jego żony stworzyła Małgorzata Peczyńska, minimalizując ekspresję. Swój dramat rozgrywa się w skupieniu. Jakub Papuga wcielił się w dwie postaci: Mendla i Księdza. Dawno nie widziałem tak stereotypowych ludzi na scenie, tak niestereotypowo zagranych. 

Kiedy opadła kurtyna, zapadła dojmująca cisza. Dopiero po jakimś czasie rozległy się oklaski. Pomyślałem wtedy: może niepotrzebnie, może powinniśmy wyjść z sali w ciszy. Kolejny raz okazało się, że mykwa wcale nie oczyszcza. Nadal pozostał osad.

Stefan Drajewski
Polska Głos Wielkopolski
31 marca 2009

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia