Mysia wojna o ser

"Myszki i wojna, czyli o dzielnym Albercie i żółtym serze" - reż. Robert Drobniuch - Teatr Muzyczny w Poznaniu

Teatr Muzyczny na kolejną premierę wybrał współczesną operę dla dzieci "Myszki i wojna, czyli o dzielnym Albercie i żółtym serze", a dodatkowo wzbogacił to spotkanie najmłodszej widowni z teatrem o istotny walor edukacyjny.

Już przed spektaklem we foyer Teatru Muzycznego można było zorientować się, że małych widzów czekają zarówno atrakcje teatralne, jak i pozateatralne. Przedpremierowe napięcie budowały: okolicznościowy mysi makijaż i opaski na głowę z uroczymi mysimi uszkami. Przedstawienie zaczęło się od minilekcji poświęconej muzyce. Czym jest muzyka, jak powstaje, jak działa ludzki głos i jakie są jego barwy oraz jakie mamy instrumenty i jak one brzmią? Oto pytania, na które dzieci otrzymały lekko i dowcipnie podane odpowiedzi. Przez blisko dwadzieścia minut Marta Saciuk-Sędzielarz, znana z występów w kabarecie Kwartet Okazjonalny, z dużym wdziękiem przekazywała dzieciom wiedzę, demonstrując przy tym zaskakujące umiejętności wokalne. Dzieci, a także dorośli, chętnie angażowali się w proponowane przez nią zabawy, choć tu i ówdzie dawał słyszeć się szept "mamo, kiedy się zacznie?". I trudno się dziwić - wszyscy czekali na atrakcję główną, czyli przedstawienie o myszkach.

Generał Puszka i niebieski ser

Opowieść o wojnie myszy zaczyna się... w szkole. Nauczyciel (Jarosław Patycki) wygłasza na temat sera referat, który staje się początkiem historii o mysim konflikcie. Zaczyna się ona na dalekiej północy, zamieszkiwanej przez niebieskie myszy, które żywią się niebieskim serem. Stworzenia te są wojownicze i nie mogą zaakceptować, że na południu mieszkają pokojowo nastawione czerwone myszy, które preferują ser żółty. Szczególnie wojowniczy przywódca niebieskich, generał Puszka (w tej roli Sylwester Wieczorek) dąży do wojny, nie oglądając się na nic. Postać przypomina zresztą wielkich dyktatorów w wersji karykaturalnej, la Charlie Chaplin.

Do armii zostają powołane wszystkie młode myszy, a wśród nich nieśmiały Albert (Anna Lasota), który nie może zaakceptować wojny i próbuje negocjować z królem czerwonych, Mędrkiem (ponownie Jarosław Patycki). Niestety wszelkie wątpliwości Alberta są przez generała Puszkę odrzucane i wojna wybucha. Na szczęście kończy się szybko, gdyż czerwonym przychodzą w sukurs... koty. Generał Puszka zostaje zmuszony do skosztowania żółtego sera, który przypada mu do gustu. I odtąd, jak się dowiadujemy, wszyscy jedzą żółty ser.

Muzyka, słowo, śpiew, aktorstwo

Niewątpliwą zaletą spektaklu jest muzyka Davida Chesky'ego. Przyznam, że trochę się obawiałam reakcji młodej widowni (w tym i moich dzieci). Jednak obawy okazały się niepotrzebne. W warstwie muzycznej nie jest to najłatwiejszy spektakl, ale dla dzieci okazał się atrakcyjny. Zamiast słodkich, melodyjnych arii wysłuchaliśmy muzyki dynamicznej, pełnej energii, chwilami marszowej, ale i refleksyjnej, kiedy trzeba. Trudnej, ale - zaryzykuję to stwierdzenie -przystępnej, nie hermetycznej i nie wymagającej przygotowania do odbioru.

Trafionym pomysłem było wyprowadzenie ośmioosobowej orkiestry na scenę i włączenie jej w akcję. Niewątpliwie ogromna była tu rola muzycznego szefa przedsięwzięcia, Adama Banaszaka, który doskonale porozumiewał się w zespołem, prowadząc go z dużą swobodą. Śpiewacy wykonali swe role z dużym oddaniem. Najwyżej oceniam Jarosława Patyckiego, który wcielił się w kilka ról, chwilami dźwigając na swych barkach ciężar całego przedstawienia. Nie zawiodła Anna Lasota, której kunszt wokalny bardzo cenię.

Pewien niedosyt pozostawił sam sposób prowadzenia akcji. Zdarzały się momenty, w których więcej publiczności opowiadano (narratorem stawał się wtedy Jarosław Patycki), niż działo się na scenie. Dynamikę mogłoby poprawić wprowadzenie elementów animowanych. Może to sprawa libretta (także autorstwa Chesky'ego), niełatwego do zilustrowania grą trzech zaledwie artystów. Mam również wątpliwość, czy sensowne było, by po klęsce generał Puszka wykonał pieśń pokonanego w technice rap (a raczej markując tę technikę). Nie było to udane wykonanie. Muzyka Chesky'ego doskonale broni się sama bez tego typu ukłonów w stronę młodzieży.

Młodzi zadowoleni

Na finał wszyscy bohaterowie zaśpiewali i zatańczyli razem. Do tańca poderwał się nawet maestro Adam Banaszak, a publiczność radośnie włączyła się w tę fiestę. Pomimo moich niewielkich zastrzeżeń cieszę się z tej premiery z dwóch powodów. Po pierwsze jest ona jedną z rzadkich okazji do spotkania dzieci ze współczesną muzyką poważną, a po drugie towarzyszy jej ambitny projekt edukacyjny. Przesłanie spektaklu niesie także ważne treści. A co najistotniejsze - młodzi widzowie byli ukontentowani, a niektórzy wręcz zachwyceni!

Katarzyna Kamińska
http://Kultura.poznan.pl
3 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...