Na początku było słowo

"Nad" - reż. Waldemar Zawodziński - Teatr im. S. Jaracza w Łodzi

W tytule nowego przedstawienia Teatru im. S. Jaracza w Łodzi zawiera się wszystko, co można na jego temat powiedzieć

„Nad” w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego jest bowiem przykładem teatru nadzwyczaj udanego. To kolaż świetnego tekstu, genialnej scenografii oraz mistrzowskiego aktorstwa ze szczyptą reżyserskiej wirtuozerii. Wszystko zaś w powściągliwej formie i skromnym anturażu.

„Nad” to przedstawienie zrealizowane na podstawie dramatu Mariusza Bielińskiego, laureata tegorocznej Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. Wyjątkowości spektaklu należy poszukiwać właśnie u podstaw samego tekstu - wyrazistego, precyzyjnego, z kapitalnie wyważonymi punktami ciężkości. Tekstu, który stawia pytania dotyczące kwestii najważniejszych - istnienia Boga, zbrodni oraz ciążącej na człowieku kary. A przy tym, co zdaje się być najważniejsze, nie banalizuje kwestii, które często zostają sprowadzane do oczywistego frazesu. To dogłębna analiza - bez trywializacji, kliszy i truizmu. To seria pytań docierających do zakamarków myśli intymnych, pozbawiająca jakichkolwiek złudzeń.

Nasuwa się nawiązanie do mistrza dramatów psychologicznych - Ingmara Bergmana, z wciąż powracającym motywem zwątpienia oraz utraconego Boga. W inscenizacji Waldemara Zawodzińskiego widz zmaga się z własną wizją wiary, wyobrażeniem irracjonalnej siły.  Zadaje sobie również pytanie, kto ma moralną prerogatywę do tego, by kierować, rządzić i osądzać. Kto ma moc, by stanąć ponad.

Na scenie zostaje zaprezentowana historia Jakuba (Mariusz Jakus), który to jako dziewiętnastoletni chłopak został skazany na karę dożywotniego więzienia za morderstwo, którego nie popełnił. Po dwunastu latach, już jako wolny człowiek oczyszczony z zarzutów, opuszcza więzienne mury w poszukiwaniu sensu życia. Jednak podarowana mu wolność nie daje ukojenia, świat na zewnątrz nie maluje się w tych samych barwach, nie przystaje do jego wyobrażeń. Wyzwolenie zaś nie daje upragnionej swobody, lecz zniewala.

To spektakl niepopełnionego czynu i niezawinionego grzechu oraz dotkliwej pokuty. Całość zostaje osadzona gdzieś pomiędzy wypowiadanymi słowami oraz losem każdego z bohaterów. To mozaika faktów i zdarzeń oraz luźno powiązanych ze sobą scen, które składają się na obraz ludzkiej egzystencji. „Nad” to wiwisekcja dokonywana na człowieku,  powolnymi krokami doprowadzająca do jego dehumanizacji. To ludzki upadek we wszystkich wymiarach oraz rejestrach. Obraz człowieka odartego z więzów rodzinnych oraz społecznych, mierzącego się z sądem uprzedzeń i niesprawiedliwych wyroków.

W spektaklu zauważalna zdaje się być wiara w tekst. Punkt ciężkości z dziania się zostaje przeniesiony na słowo, które stanowi istotę tego przedstawienia To ono posiada moc napędzania akcji, doprowadzania do kolejnych wydarzeń. I choć ze sceny pada mnóstwo słów, każde z nich posiada siłę rażenia, a przy tym pozostawia miejsce na tajemnicę oraz wieloznaczność. Niechaj jednak nic nas nie zwiedzie - na postawione pytania precyzyjnych odpowiedzi uzyskać nie sposób.

„Nad” -  mimo, iż nadawane na falach współczesności - wyzbywa się nachalności hic et nunc, jednocześnie uzyskując uniwersalny wymiar. Nie ma tu miejsca na inscenizacyjny obłęd, scenograficzne szaleństwo, czy estetyczną przesadę. Cechującej scenografię skromności nie można postrzegać w kategoriach pejoratywu. Jej prostota oraz umiar wprowadzają ją na poziom doskonale skrojonej wymowności, przywołującej na myśl świat wprost z Kafki.

Mariusz Jakus w roli Jakuba jest niesamowicie sugestywny. Wyrwany z błogiej krainy młodości trafia wprost do świata pozbawionego wiary, Boga, życiowych ideałów. Staje w obliczu nieskończoności swoich losów w murach Hebronu, bez szansy na przedterminowe zwolnienie. Aktor przed oczami widzów roztacza wielowymiarowy obraz człowieka osaczonego, pełnego zwątpienia, wyzutego z wiary - i to zarówno w samego siebie, innych ludzi, a tym bardziej w to, co nad.

Spektakl w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego udowadnia, że można zrobić teatr na wysokim poziomie, opierając się na klasycznym teatralnym warsztacie. To teatr, który szanuje słowo i jednocześnie udowadnia, że to ono znajduje się u podstaw sztuki. To wreszcie teatr, w który nie sposób nie uwierzyć.

Monika Macur
Dziennik Teatralny Łódź
14 listopada 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...