Na progu psychoanalizy

"Prezydentki" - reż: Krystian Lupa - Teatr Polski we Wrocławiu

Trzy kobiety, trzy historie i niekończące się interpretacje - tak można podsumować "Prezydentki" w reżyserii Krystiana Lupy. Spektakl, oparty na tekście Wernera Schwaba, od trzynastu lat grany we wrocławskim Teatrze Polskim, nie daje się podsumować żadną uogólniającą formułą znaczenia. I pewnie właśnie dlatego nadal inspiruje, zachwyca, każe myśleć, oglądać i rozważać

Ernę (Małgorzata Baranowska), Gretę (Halina Rasiakówna) i Mariedl (Ewa Skibińska) obserwujemy z (na pozór) bezpiecznej pozycji widza. Na scenie, w zaaranżowanej przestrzeni ubogiego mieszkania, rozgrywają się trzy monodramy, czyli przecinające się ze sobą narracje bohaterek, a całość (aktorstwo, tekst, dekoracje) najlepiej opisać słowem „sugestywny”. Przyjrzyjmy się szczegółom.

Zacznijmy od scenografii. Staroświeckie meble, proste ozdoby (w tym – znakomite przykłady religijnego kiczu) i zniszczone mury nie pozwalają wątpić, że znaleźliśmy się w tym, co bywa nazywane rzeczywistością niższej rangi. Wpisują się w nią także dialogi, w których skatologia (wątek nie do uniknięcia, zważywszy, że Mariedl zajmuje się przetykaniem ustępów) i fizjologia (motywowana erotomanią Grety) stapiają się w jedno z pobożnymi uniesieniami i naiwnym fantazjowaniem.  

Jednak oś spektaklu stanowi aktorstwo. Kreacja każdej z aktorek to nieszablonowy efekt psychologicznego rozpracowania i zinternalizowania emocjonalności bohaterek. Ich działania stają się tak boleśnie prawdziwe, że niemal tracą walor mimetyczności na rzecz bardzo wysublimowanej estetyzacji. Estetyzacji tej podlega wszystko, co widzimy scenie. Lupa doskonale rozkłada napięcia i proporcjonalnie dawkuje bodźce, tworząc tym samym spójną, a jednocześnie nadal interpretacyjnie otwartą konstrukcję. 

Paradoks ten, wynikający ze zderzenia naturalistycznej sprawozdawczości z artystyczną subtelnością, buduje zasadniczy sens poznawczy spektaklu. Twórcy ukazują nam to, co znajduje się na granicy – „pomiędzy”, „już po, jeszcze przed”, w zawieszeniu i w stagnacji, ale też w oczekiwaniu. Choć Lupa nie daje nam żadnych sygnałów nadziei, to, sięgając do najciemniejszych obszarów ludzkiej egzystencji, pozwala wierzyć w oczyszczenie. Jednak, aby przyjąć ten punkt widzenia, trzeba zrezygnować z niezaangażowanej perspektywy obserwatora i odważnie zagłębić się w świat „Prezydentek”.

Będzie to możliwe, jeśli potraktujemy przedstawienie jako teatralny seans psychoanalityczny. Mieszkanie, które oglądamy to miejsce ścierania się namiętności bohaterek. Lupa zaprasza widzów do przekroczenia bariery między sceną a widownią. Mistrzostwo twórców polega jednak na delikatności artystycznych posunięć, dlatego odmowa współudziału nie pozbawi nas odbiorczej satysfakcji. A niekończące się interpretacje zostaną wprawione w ruch.

Katarzyna Lisowska
Dziennik Teatralny Wrocław
5 marca 2012

Książka tygodnia

Sześć opowieści o tym, jak godnie przeżyć życie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Tomasz Kaczorowski

Trailer tygodnia