Na Zachodzie bez zmian. A na Wschodzie... też bez zmian

„Podróże Guliwera" - reż. Paweł Miśkiewicz - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

„Podróże Guliwera" Jonathana Swifta to nie jest powieść dla dzieci. I choć kinematografia zaprezentowała nam coś zupełnie innego, to książkę wydaną w 1726 roku należy określić jako parodię powieści podróżniczej oraz satyrę na ludzką naturę. Paweł Miśkiewicz i Joanna Bednarczyk doskonale zdawali sobie z tego sprawę, dlatego połączyli utwór Swifta z innymi (współczesnymi) utworami, wyciągając z tego wszystkiego najbrutalniejsze wątki i najostrzejsze komentarze.

„Przesiedliśmy się z dłubanek na żaglowce, z żaglowców na parostatki, z parostatków na promy kosmiczne, lecz nikt nie wie, dokąd zmierzamy. Dysponujemy niespotykaną dotąd potęgą, ale nie mamy pojęcia, co z nią zrobić" – Yuaval Noah Harari, „Sapiens. Od zwierząt do bogów".

Na scenie kameralnej krakowskiego Starego Teatru znalazło się dziesięć kobiet w różnym wieku. Wszystkie w męskich strojach „z epoki", czyli w tym wypadku z wieku XVIII. Do tego w charakterystycznych, białych perukach. Każda z postaci ma coś ważnego do powiedzenia, a przy tym posiłkuje się słowami Nialla Fergusona z „Cywilizacji. Zachód i reszta świata" czy Yuvala Noaha Harari'ego z „Sapiens. Od zwierząt do bogów". Sięgają także do tekstów Tony'ego Judta, Jędrzeja Malko, Javiera Mariasa, Iana Morrisa. Cytując powyższych, przekonują widownię, że cywilizacja z Europy Zachodniej zdobyła dominację na świecie. Choć kiedyś walczyła o przetrwanie, dziś opanowała świat i stała się dla niego zagrożeniem. Mówi się o nieuniknionej katastrofie ekologicznej, o środowisku naturalnym, które niszczeje w szybszym tempie niż się odtwarza. Niektórzy widzowie kiwają potwierdzająco głowami, inni słuchają w zamyśleniu. Wszyscy to wiemy, ale co z tym zrobimy?

Po tej pierwszej moralizatorsko-filozoficznej części następuje druga, bezpośrednio odnosząca się do powieści Swifta i podróży Guliwera. Ale także z tych zostaje wyciągnięte wszystko co najgorsze, złe i najbardziej pesymistyczne. Bohater najpierw znajduje się wśród dwóch zwaśnionych, sąsiadujących ze sobą krain – Liliputów i Blefuscu. Ale nie jest tam mile widziany – za dużo je, może stać się zagrożeniem dla państwa, a martwy mógłby rozsiewać zarazki. Sytuacja odwraca się w krainie gigantów. Tam one stają się obrzydliwe dla Guliwera.

Ciekawie układają się zdarzenia w krainie rządzonej przez mądre konie – Houyhnhnmy. Tam ludzie – Yahoosowie, zdegradowani zostali do roli dzikich i nierozumnych. Mężczyźni są głupi, kobiety – pożądliwe i niezaspokojone. Guliwerowi bliżej do koni i właśnie dlatego musi zostać wyrzucony z ich świata. Jest za mądry, by przebywać z Yahoosami (na których mógłby wpływać), a zbyt „inny", by przebywać z końmi.

Po powrocie do Anglii Guliwer brzydzi się rodzajem ludzkim, nawet swoją rodziną. Nie potrafi patrzeć na swoją żonę, a tym bardziej spożywać z nią posiłków. Dobrze spędza czas jedynie z parą zakupionych koni. Ale czy to prawdziwe życie?

Warto zauważyć, że aktorki w spektaklu zamieniają się rolami, nie padają też konkretne imiona postaci. Ma to charakter uniwersalny. Wiemy, że mamy przed sobą Guliwera i przedstawicieli poszczególnych krain, ale kto jest kim? To chyba nie jest istotne. Najważniejsze są wypowiadane przez kobiety słowa i niesiona przez nie treść. Należy jednak wyróżnić występującą gościnnie Iwonę Bielską, która zagrała swoją rolę fenomenalnie. Dramaturgia oraz realizm wypowiadanych, a raczej wykrzyczanych, z pełnym przekonaniem słów, zmusza do dogłębnej refleksji nad sobą, swoim życiem i własnym miejscem tu – na Ziemi. To ona stawia najważniejsze pytania w tym spektaklu.

Doskonałym dopełnieniem tych gorzkich rozważań jest scenografia. Minimalistyczna, biegnąca w głąb, przypominająca ciemną jaskinię. Blisko nas, w rogu, ustawiono drabiny i rusztowania, stary fotel. Właśnie tu widzimy bohaterki spektaklu, przemieszczające się od czasu do czasu po pustej scenie. Całość dopełnia muzyka grana na żywo – flet (Renata Guzik), wiolonczela (Maria Czaplińska) i harfa (Adrian Nowak) oraz wideo i animacje inspirowane afrykańską sztuka ludową, ornamentyką i roślinnością (Wojciech Puś, Jerzy Tabor).

Żyjemy dłużej i mamy większe możliwości. Spełniany swoje pragnienia i potrzeby. Niebywale rozwinęliśmy cywilizację. Możemy się poszczycić osiągnięciami w zakresie nauki i kultury. Ale czy jesteśmy szczęśliwi?

Paulina Zięciak
Dziennik Teatralny Kraków
14 czerwca 2019

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki