Namiętoność "Namiętności"

48. Rzeszowskie Spotkania Teatralne

Z okazji 48. Rzeszowskich Spotkań Teatralnych zawitał w Teatrze im. Siemaszkowej warszawski Teatr Ateneum. W ubiegły piątek 13 listopada widzowie mieli okazję obejrzeć spektakl pt.: "Namiętności".

Zygmunt Freud powiedział kiedyś, że „nasze namiętności często stają się naszym nieszczęściem”. Ja zastanawiam się, czy Izabella Cywińska, która reżyserowała spektakl warszawskiego teatru ma świadomość tego, jak beznamiętne stworzyła widowisko. Ten spektakl był od dłuższego czasu zapowiadany, w końcu przyjęty bardzo entuzjastycznie. Euforia jednak szybko minęła, a emocje opadły.

Cywińska stworzyła spektakl na podstawie trzech opowiadań Isaaca Bashevisa Singera, a mianowicie "Brody", "Wielbicielki" i "Przygody". Niewątpliwie coraz więcej osób dostrzega słabość sceniczną tych utworów. Widocznie jednak pani reżyse była nimi tak zachwycona, że zapragnęła wręcz na siłę uczynić je widowiskiem teatralnym. Tak się stało, stworzyła widowisko. Wprawdzie kiepskie, ale zawsze.

O czym są „Namiętności”? W zasadzie o niczym. Są równie beznamiętne jak dwa poprzednie zdania. Przedstawiają historię nowojorskiego pisarza, w którego rolę wcielił się Grzegorz Damięcki. Ten to niezwykły, przynajmniej z założenia, Autor, odwiedzany jest przez trzy ekscentryczne, spragnione seksu kobiety (Jadwiga Jankowska-Cieślak, Magdalena Zawadzka, Barbara Prokopowicz). Ich monologi to nudne, zbyt długie opowiastki o fantazjach, seksualności i życiu. Mają bowiem nadzieję, że pisarz pomoże im rozwiązać problemy. Losy tych jakże zdesperowanych w swej przyziemności kobiet, komentuje chór, niczym ze starożytnego teatru. Tym razem ukryty jest on w szafie. Oryginalne, trzeba przyznać. Niegdyś w szafie siedziały duchy, których panicznie bały się maluchy, a dziś? Miejsce duchów zajmuje chór w spektaklu Izabelli Cywińskiej.

To opowiadanie o niczym. Trudno odnaleźć głębszy sens w tym, co podaje nam warszawski teatr tym razem. Nudny słowotok przerywają nam inni aktorzy, chociażby Krystyna Tkacz czy Bartłomiej Nowosielski. Nie należy jednak łudzić się, że Autor nie odzywa się słowem. Od czasu do czasu wypowiada proste zdania, aby obudzić przysypiającego widza.

Pochwalić należy muzykę autorstwa Andrzeja Poniedzielskiego i Jerzego Satanowskiego. Przykry jest jednak fakt, iż beznadziejny spektakl w reżyserii Cywińskiej przyćmiewa potencjał tych utworów. Trudno zrozumieć dlaczego dobry reżyser tworzy coś takiego. To przedstawienie namiętność i jakąkolwiek energię ma jedynie w tytule. To, co dzieje się na scenie po jego rozpoczęciu, woła o pomstę do nieba. Bez wątpienia „Namiętności” nie są spektaklem na miarę Ateneum.

Należy wierzyć w talent Izabelli Cywińskiej. Pomimo że tym razem stworzyła z aktorami warszawskiego teatru spektakl zbyt patetyczny, nudny i wbrew temu, co sama głosi, pozbawiony emocji oraz wszystkiego tego, po co widz przychodzi do teatru, miejmy nadzieję, że wkrótce pokaże nam coś godnego uwagi i pochwały. Tyle beznamiętnego opowiadania o równie beznamiętnych „Namiętnościach”. A Teatr Siemaszkowej zaprasza na kolejne spektakle festiwalowe i to, co działo się na rzeszowskiej scenie w piątek, niechaj odjedzie bez namiętności w niepamięć.

Maciej Doryk
Dziennik Teatralny Rzeszów
16 listopada 2009

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia

Napój miłosny
Jitka Stokalska
Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza ...