Nasz czwarty wieszcz znów w modzie

44 twarze Wyspiańskiego

Oficjalnie mamy Rok Josepha Conrada Korzeniowskiego, ale trudno nie zauważyć, że to twórczość zmarłego 110 lat temu Stanisława Wyspiańskiego wzbudza dziś największe emocje. Nikomu pewnie nie trzeba przedstawiać "Klątwy" w reż. Olivera Frljicia z warszawskiego Teatru Powszechnego. Tematy podjęte przez Stanisława Wyspiańskiego w 1899 r. - hipokryzja księży, okrucieństwo wiernych, mizoginizm i problem ofiary - stały się punktem wyjścia do mocnej politycznej wypowiedzi o współczesnym polskim Kościele, jego ambicjach i ofiarach. Przedstawienie wzbudziło kontrowersje i medialne spory, Kościół odpowiedział mszami i modłami za rzekomych bluźnierców, prawicowi politycy - doniesieniami do prokuratury. W lubelskim Teatrze im. Osterwy ta sama "Klątwa" posłużyła za kanwę opowieści o Polsce klerykalnej, patriarchalnej, nacjonalistycznej i zbrojącej się, przypomniano też o paleniu czarownic w Lublinie.

 

Kolejny dramat Wyspiańskiego "Wyzwolenie" doczekał się w tym roku już trzech inscenizacji (edukacyjnej w Krakowie, ironicznej w Warszawie i poważnej w Olsztynie), w lutym swoje 90-lecie uczciło nim Radio Kraków. Krakowska PWST na 70. urodziny zmieniła patrona - z Ludwika Solskiego na Wyspiańskiego właśnie. Na finał obchodów absolwenci uczelni odegrali "Wesele".

W maju ten sam dramat wystawi w Starym Teatrze w Krakowie Jan Klata. I chóralnie odczytają go Polacy, którzy właśnie "Wesele" wybrali spośród kilku propozycji do Narodowego Czytania. "Naprawdę warto, po raz kolejny mam nadzieję, bo jestem przekonany, że każdy już czytał w swoim życiu Wesele, tę piękną pozycję naszej literatury przeczytać, przeczytać ją razem. Przypomnieć sobie te niezwykle ważne dla naszej historii, dla naszej kultury, dla właśnie fundamentów tego, co nazywamy polskością, te niezwykle ciekawe strofy tego dramatu, arcydramatu" - zachęcał patronujący akcji prezydent Andrzej Duda.

Wygląda na to, że podzieleni w każdej kwestii Polacy są zgodni co do jednego: Wyspiański wielkim dramatopisarzem jest. Tyle że kiedy przychodzi do uzasadnienia tej prawdy, każda strona sięga po inny zestaw argumentów.

Twórczość Czwartego Wieszcza sprzyja rozmaitym interpretacjom, dostarcza argumentów prawicy i lewicy. Jest po młodopolsku przegadana, wypełniona po brzegi odwołaniami, cytatami i symbolami, często tyleż wizyjna, co niejasna i niezrozumiała. Z jednej strony operuje ironią i celnie nazywa polskie wady narodowe, z drugiej - niewolna jest od ojczyźnianego patosu z mitem walki o niepodległość, przywołuje Polskę Piastów i Jagiellonów, chrześcijańskie tradycje i liturgię katolicką, ale także mitologię grecką, czym wpisuje kraj w europejski kod kulturowy.

"Pragnął pogodzić przekonanie o konieczności niepodległej nikomu Polski z niewiarą w możliwość zbrojnego powstania, które zawsze prowadziło do katastrof. Pragnął uzgodnić potrzebę krytyki własnego społeczeństwa, żyjącego pod wielu względami poza kulturą Zachodu, z obawą o odbieranie mu wiary w siebie i rozpędu. Pragnął dojść, jak można wyznawać kult przeszłości równocześnie z dążeniem do zerwania z nią i wyswobodzenia się spod jej przytłaczającego wpływu, tak zgubnego w oczach Wyspiańskiego" - pisał o przyjacielu ze szkolnej ławy Stanisław Estreicher. Walka tych sprzecznych sił i myśli nadaje najlepszym dramatom Wyspiańskiego tragiczny wymiar, sprawia, że mają porywającą dynamikę, dają odbiorcy poczucie ruchu i skłaniają do myślenia - a dla autora największym wrogiem Polski nie byli okupanci, ale bezwolność, bezmyślność i marazm. Sceny rozmów-sporów - z Widmami w "Weselu" i z Maskami w "Wyzwoleniu", mocowania się współczesnych bohaterów z symbolami, postawami i pozami z przeszłości, należą do najsilniejszych obrazów, jakie wydała polska sztuka.

Najważniejszym punktem odniesienia dla Wyspiańskiego jest Wawel. Ojciec Stanisława, Franciszek, był rzeźbiarzem. "U stóp Wawelu miał ojciec pracownię,/Wielką izbę białą, wysklepioną,/żyjącą figur zmarłych wielkim tłumem;/tam chłopiec mały chodziłem, co czułem,/to później w kształty mej sztuki zakułem..." - napisał po latach syn. Wzgórze wawelskie stało się dla poety polskim Akropolem, depozytariuszem sił duchowych narodu. Gdy rezydowali tam Austriacy, Wyspiański uzyskiwał zgody na rysowanie poszczególnych elementów architektury zamku, a szczególnie katedry. Gdy Austriacy zaczęli opuszczać wzgórze, zaproponował wyburzenie niektórych budynków, odtworzenie gotyckich budowli i wzniesienie budynków inspirowanych antykiem; nazwał projekt "Akropolis", tak jak sztukę, której akcję umieścił "na Wawelu w Noc Wielką Zmartwychwstania", a bohaterami są ożywające postaci z wawelskich arrasów, biblijne i mitologiczne.

O odbiorze pomysłów Wyspiańskiego w Krakowie pisze prof. Maria Prussak: "Symbolicznym niemal wyrazem braku uznania, który nieustannie mu w tej pracy towarzyszył, jest opowieść o tym, jak potajemnie zdobywał wymiary okien katedry wawelskiej, kiedy projektował swoje ekspresyjne witraże, które przetwarzając i komentując wydarzenia polskiej historii, miałyby ożywić, udramatyzować przestrzeń katedry. Chciał włączyć ją w dyskusję o sytuacji społeczeństwa polskiego na progu dwudziestego wieku, o tożsamości tego społeczeństwa, w którym zbyt często mówiono językiem zbiorowości, zbyt rzadko pytano, jak chronić indywidualność poszczególnych osób".

Coraz bardziej rozczarowany brakiem zrozumienia, zaczął postrzegać współczesny mu Kraków - zwłaszcza po powrocie z kilkuletnich podróży po Europie - jako odwrotność zaklętej na królewskim wzgórzu wielkiej przeszłości. Zatęchły zaścianek, małość, proza życia, chocholi taniec, co najwyżej - pawie pióra. Po jego śmierci Stanisław Przybyszewski, przyjaciel z krakowskiej bohemy i współpracownik z "Życia", napisze w swoim stylu: "Ile razy myślę o Wyspiańskim, zawsze mi się wydaje, jakby on nie był z tego świata, jakby miał duszę współczesną Bolesławom, Jagiellonom, zabłąkaną w nasze marne czasy, by rozerwać pieczęcie grobów i przed zdumione, przerażone oczy skarlałych potomków wywlec przepotężne olbrzymy praojców".

Wyspiański chciał Polski żywej, a nie popełniającej bohaterskie samobójstwo. Największy problem miał z tą częścią skostniałego mitu romantycznego, która żywiła się krwią, budowała apoteozę klęski, śmierci i cierpienia. Z polskim mesjanizmem dyskutuje Konrad w "Wyzwoleniu", ale wątek pojawia się w wielu dramatach. W "Warszawiance" pisze: "Otóż to, otóż to: zgon! Wtedy gdy potrzeba, żeby Mars w pełnej zbroi gnał przez pola. Tu jest ukryty miazm rozstroju i rozkładu, w malowniczości zgonu". Generał Chłopicki drwiąco cytuje "Cyda": "Los mój mnie woła - otom gotów - zginę, zaczem w nieśmiertelności po wieki zasłynę... Cesarz bił brawo Talmie i ja biłem brawo".

Dla niego samego śmierć nie była literacką figurą czy wzniosłą abstrakcją. Żył w jej cieniu od wczesnych lat. Miał siedem lat, gdy zmarła mu matka, wcześniej pochowali jego młodszego brata. Załamany ojciec nie był w stanie opiekować się synem, Stasia na wychowanie wzięła siostra matki.

Syfilisem zaraził się w Paryżu, najprawdopodobniej od którejś z modelek pozujących malarzom, gdy studiował w Akademii Colarossiego. Wrócił do Krakowa w 1894 r. z wyrokiem śmierci. Gdy choroba robiła postępy, pisał i malował, trzymając pióro w rękach ujętych w deszczułki owinięte bandażami. Zmarł w 1907 r., mając zaledwie 38 lat.

Tworzył w porażającym tempie, wiedząc, że w przypadku jego życia zamiast maratonu będzie sprint. "Klątwa", "Lelewel", "Legion", "Wesele", "Wyzwolenie", "Achilleis", "Bolesław Śmiały", "Noc listopadowa", "Akropolis" i "Legenda II" - wszystkie te dzieła powstały w pięć lat, od 1899 do 1904 r. "Dziesięć dramatów o gigantycznych założeniach, nie licząc rapsodów i intensywnej pracy malarskiej - cóż się dziwić, że większość była pogmatwana i niedopracowana" - stwierdzał chłodno wybitny krytyk teatru Konstanty Puzyna w pisanym w 1956 r. eseju o "Nocy listopadowej". Trzeba jednak uczciwie dodać, że Wyspiański stale poprawiał swoje teksty, kolejne wydania sztuk bardzo się od siebie różnią, a jeśli z jakiejś nie był zadowolony, to mimo że nigdy nie cierpiał na nadmiar gotówki, zakazywał teatrowi jej wystawiania.

Puzyna zwraca uwagę na ciekawy paradoks twórczości Wyspiańskiego. Ambicją artysty było - zgodnie z duchem czasu - tworzenie sztuki absolutnej, stojącej niejako ponad życiem, pisanie z perspektywy Wawelu, a nie krakowskiego rynku, jednak jego najlepszymi dziełami są właśnie te, u podstaw których leżą rzeczywiste zdarzenia - z niego wyrosły i nim się żywią. Z arcydziełem "Weselem" na czele, które premierę miało 16 marca 1901 r., niespełna trzy miesiące po weselu Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny w Bronowicach, a autorowi z trudem wyperswadowano pomysł nazwania postaci nazwiskami ich realnych pierwowzorów.

Temat "Klątwy" wziął się z kolei z gazetowej notki o samospaleniu kobiety w podtarnowskiej wsi. "Wyzwolenie" było zaś reakcją na wieniec z napisem "44", wręczony Wyspiańskiemu przez widzów po jednym z pokazów "Wesela". "Wyspiański nie był pozbawiony nerwu realności, lecz że życie faktów było mu jakby przedmiotem odrazy" - pisał w 1909 r. krytyk i dramatopisarz Adam Grzymała-Siedlecki.

Najlepiej Wyspiańskiemu wyszły te sztuki, w których krytykował, wyzłośliwiał się i walczył: "Wesele" i "Wyzwolenie". Boy-Żeleński, może nie do końca sprawiedliwie, sugerował następującą genezę "Wesela": "Można by podejrzewać, iż Wyspiański biorąc pióro do ręki zamierzał tu napisać złośliwy

pamflecik na swoich znajomych; w trakcie pisania geniusz poezji porwał go za włosy i ściany bronowickiego dworku rozszerzyły się - niby nowe Soplicowo - w symbol współczesnej Polski". Wspominał, że Wyspiański, zwykle w towarzystwie milczący, gdy już się odzywał, trafiał w punkt i zabijał ironią. Zapytany kiedyś o Asnyka, odparł: "Asnyk to taki wypchany orzeł, ma wszystko - dziób, skrzydła, tyle tylko, że nie poleci".

Wyspiański był zresztą, co tylko częściowo stoi w sprzeczności z jego wizyjną, natchnioną naturą, bardzo energiczny i praktyczny. Nie tylko dlatego, że przez większość życia musiał się nieźle nagimnastykować, żeby utrzymać żonę Teofilę Teodorę Pytko, dawną służącą w domu ciotki poety, którą poślubił po cichu, przy bocznym ołtarzu w kościele Mariackim dwa dni przed weselem Lucjana Rydla - i ich czwórkę dzieci. Ale także dlatego, że ruch i działanie to przeciwieństwo znienawidzonego - krakowskiego i polskiego - marazmu.

Sam angażował się w życie społeczne, mimo posuniętej choroby został radnym miejskim, starał się o dyrekcję Teatru Miejskiego i bardzo przeżył przegraną, był współzałożycielem Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. To on zaprojektował strój... lajkonika.

Żądza reformatorska - wspomina Adam Grzymała-Siedlecki - nie opuszczała Wyspiańskiego nie tylko w sprawach sztuki, ale i życia. Będąc na kuracji w Rymanowie, obejrzał przestrzeń przed domem zdrojowym i orzekł: "Ścieżki źle są rozplanowane. To trzeba by zmienić". I po południu przyniósł rysunki nowego rozplanowania. Złośliwi mawiali, że już w pierwszym dniu stworzenia byłby przerwał Stwórcy: "Nie tak, Panie Boże!".

Jako autor Wyspiański często spotykał się z reakcjami takimi jak w znanej anegdocie, w której dyrektor Teatru Miejskiego w Krakowie Pawlikowski zwracał mu rękopis "Legionu" ze słowami: "Dramatu nie wystawię, bo u nas istnieją tylko cztery osoby, które mogłyby go zrozumieć - ja jako dyrektor teatru, pan jako autor, Krechowiecki i Sienkiewicz...".

"Jego kartony, obrazy, pastele i rysunki uważane były nawet przez zawodowych krytyków za dzieła dziwacznego, ekscentrycznego talentu. Witraż do katedry lwowskiej odrzucono, wystawianych jego prac nie kupowano, wystawa urządzona w Warszawie zrobiła zupełne fiasko - wyliczał Stanisław Estreicher. - Jego utwory sceniczne przechodziły wśród chłodnej obojętności". "Wesele" zmieniło wszystko - z dnia na dzień jego autor został wieszczem.

Po sukcesie "Wesela" Teatr Miejski powierzył mu inscenizację "Dziadów" - ten spektakl rozpoczął tradycję, w której kolejne realizacje dzieła Mickiewicza pokazują stan nie tylko polskiego teatru, ale polskiej myśli i debaty publicznej. Wyciszył motywy mesjanistyczne, podkreślił wątki uniwersalne - dramatyzm ludzkiego losu, pytał o wewnętrzne źródła zniewolenia. W jego układzie "Dziady" grano przez kolejne dwie dekady. Za życia poety na scenę trafiły jeszcze "Wyzwolenie", "Protesilas i Laodamia" (na życzenie Heleny Modrzejewskiej) i "Bolesław Śmiały", potem na skutek kłótni z kolejnym dyrektorem Wyspiański zabronił grać w Krakowie swoje sztuki.

Wrócono do nich po jego śmierci i kolejne wystawienia, choć krytykowane za spłaszczenie albo patriotyczne wypaczanie krytycznych myśli autora, stawały się okazjami do manifestacji narodowych. Tak jak pogrzeb Czwartego Wieszcza - na Skałce, z biciem dzwonu Zygmunta i tłumami.

Ludzie teatru, zrzędząc często na zwietrzałą, młodopolską stylistykę sztuk Wyspiańskiego i dziwaczny, wymyślony język, nie przestają się zachwycać nim jako inscenizatorem: z niebywałym zmysłem widowiska, poczuciem konstrukcji i dynamiki dramatu, z niesłychaną teatralną wyobraźnią. Leon Schiller widział w Wyspiańskim prekursora Wielkiej Reformy Teatralnej i patrona teatru monumentalnego. Tym samym jego spuściźnie teatralnej powiodło się więc dużo lepiej niż rodzinie. Wdowa wyszła ponownie za mąż, za parobka z Węgrze. Rada miasta i przyjaciele poety uznali, że prosta, niepiśmienna kobieta nie może wychowywać dzieci geniusza. Helenkę (zmarła w 1971 r.) wyekspediowano do Szwajcarii, do szkoły klasztornej, dwóch synów trafiło do szpitali psychiatrycznych, gdzie najmłodszy Staszek spędził 30 lat (zmarł w 1967 r.), a starszy Teodor umarł tam w 1914 r. Miecio zginął w niewoli podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r.

Pięć lat temu sąd oddalił sprawę założoną przez wnuczkę Wyspiańskiego, córkę Stanisława, Dorotę Wyspiańską o spadek po dziadku. Próbowała podważyć prawo do dziedziczenia pozostałych dzieci Wyspiańskiego, bo urodziły się przed ślubem rodziców.

Trzy portrety rodziny Sternbachów namalowane przez Wyspiańskiego w 1904 r. zostały sprzedane za 1,85 mln zł, za "Portret Lizy Pareńskiej wśród pelargonii" nabywca zapłacił 1 mln 150 tys. zł. Najwyraźniej twórczość Wyspiańskiego łatwiej wycenić, niż zinterpretować.

Aneta Kyzioł
Polityka
3 kwietnia 2017

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...