Nasze piekiełko

23. Międzynarodowy Festiwal Konfrontacje Teatralne

Tegorocznym Konfrontacjom Teatralnym przyświecało hasło „Co jest do myślenia". Cytat zaczerpnięty z rozprawy Wyspiańskiego o „Hamlecie" nie tylko zdeterminował program festiwalu, ale także w pewien sposób wpłynął na odbiór spektakli, pośrednio zachęcając do uważniejszego oglądania i głębszego namysłu.

Człowieka portret jednokrotny

Festiwal rozpoczął ponadczasowy Czechow. „Wujaszek Wania" w reżyserii Iwana Wyrypajewa odwołuje się do klasycznego teatru dramatycznego opartego przede wszystkim na słowie. Bohaterowie mówią dużo i szybko. Przekład autorstwa Jarosława Iwaszkiewicza jest bezwzględnym sprawdzianem umiejętności wokalnych. Aktorzy Teatru Polskiego w Warszawie dają prawdziwy popis świetnej dykcji i emisji głosu – każde słowo wypowiedziane ze sceny słychać głośno i wyraźnie w wielkiej Sali Operowej Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. Reżyser wiernie podąża za tekstem dramatu – nie tylko niczego nie zmienia i prawie w ogóle nie skreśla, ale także ubiera bohaterów w kostiumy z epoki (według projektu Katarzyny Lewińskiej) oraz ustawia ich w scenografii do złudzenia przypominającej wnętrze XIX-wiecznego dworku ziemiańskiego (autorstwa Anny Met). Pomimo takiego, zdawałoby się, trącącego myszką entourage'u, spektakl okazuje się nad wyraz współczesny. W przedstawieniu Wyrypajewa, który całkowicie oddaje głos Czechowowi, doskonale widać, jak bardzo ludzie się nie zmienili przez ostatnie sto dwadzieścia lat. Więcej mówimy niż słuchamy, notorycznie wydajemy sądy, nie mając ku temu podstaw, nad wyraz chętnie wtrącamy się w cudze życie, a ponad wszystko jesteśmy po prostu samotni, niespełnieni i rozczarowani – i to z brutalną szczerością pokazuje „Wujaszek Wania". Ta przygnębiająca diagnoza ludzkiej kondycji szczególnie dosadnie wybrzmiewa w ostatniej scenie, kiedy to Wania (Dariusz Chojnacki) i Sonia (Marta Kurzak) próbują na nowo odnaleźć się w szarej codzienności, powrócić do pracy, zapomnieć o swoich nieodwzajemnionych miłościach, niespełnionych marzeniach i niewyjaśnionych metafizycznych niepokojach.

Reżyser, jak sam mówi, idzie drogą tradycji. Jego przedstawienie daje rzadko spotykaną możliwość doświadczenia dzieła w całej jego oryginalności i uniwersalności. Nie sposób nie zachwycić się piękną Iwaszkiewiczowską frazą, dynamicznym rytmem wypowiedzi i płynnością dialogów. Trudno nie docenić efektownej scenografii (zwłaszcza ogromnych świerków wypełniających połowę sceny) oraz współczesnej, ale idealnie dopełniającej całości, muzyki Jacka Jędrasika i Marka Kępy. Wyrypajew stworzył spektakl tradycyjny w najlepszym znaczeniu tego słowa – ograniczył wizualne bodźce, by do widza w pełni dotarło to, co drga pod ludzką skórą.

Lalka w trybikach

Podobnie jak „Wujaszek Wania" do myślenia daje przedstawienie Mai Kleczewskiej. „Pod presją" to historia kobiety, która próbuje dopasować się do ram i oczekiwań społecznych. Mabel Longhetti (Sandra Korzeniak) jest szczęśliwą żoną i matką trójki uroczych dzieci. Poznajemy ją w chwili, gdy wyprawia swoje pociechy na noc do babci (Ewa Leśniak). Wygląda na to, że kobieta zyskała chwilę dla siebie – zostaje sama w domu, będzie mogła poleżeć na kanapie, potańczyć, pobiegać po mieszkaniu, rozsiąść się z nogami na stole i lampką wina w dłoni. Zwyczajny wolny wieczór wiecznie zajętej matki i żony. Coś jednak jest nie tak. W tańcu Mabel nie ma radości, ale jakaś mechaniczna sztuczność. Kiedy wychodzi wieczorem do baru, ewidentnie zmusza się do flirtu z przypadkowym mężczyzną. Gdy nazajutrz mąż (Piotr Bułka) wraca z pracy i zaprasza kolegów na śniadanie, Mabel z przesadą odgrywa rolę perfekcyjnej gospodyni. I już czujemy, że bohaterka na siłę wciska się w wykrojone przez społeczeństwo formy przeznaczone dla kobiety – żony, matki, córki, synowej.

Spektakl ma bardzo nowoczesną strukturę. Akcja rozgrywa się na dwóch planach: na scenie, która z detalami przedstawia wnętrze mieszkania, oraz na zawieszonym powyżej ekranie, na którym w czasie rzeczywistym jest wyświetlane to, co dzieje się w głębi sceny, za ścianami oddzielającymi poszczególne pomieszczenia, i fragmenty nagrane w innych miejscach (w barze, na ulicy, na plaży). Taki zabieg nieco pozbawia przedstawienie teatralności, jednak w kluczowych momentach zbliżenia kamery wywołują poczucie osaczenia i zacieśniania się niewidzialnych ścian, co wzbudza mimowolny dreszcz niepokoju.

Można „Pod presją" odczytać jako przedstawienie o zaburzeniach psychicznych. Warto jednak sięgnąć głębiej i zadać sobie pytanie, co doprowadziło bohaterkę do załamania. Czy to nie sztywne normy i wysokie wymagania społeczeństwa, dążenie do nieosiągalnego ideału? Mabel jest rozdarta między tym, co wypada i co należy, a tym, co podpowiada jej intuicja i potrzeba serca. Dobrze to widać w scenie przyjęcia dla dzieci: kobieta pragnie bawić się z nimi na ich zasadach. Wzbudza to oburzenie innych dorosłych. Ta chęć dołączenia do dziecięcego świata jest dla innych rodziców jednoznacznym dowodem na „problemy" Mabel. Jeszcze na początku można mieć nadzieję, że bohaterce wspieranej przez kochającego męża i pomocną matkę uda się zachować wewnętrzną równowagę. Jednak im dalej posuwa się akcja, im bardziej atmosfera gęstnieje, tym szybciej ta nadzieja gaśnie. Zakończenie nie pozostawia już żadnych złudzeń – prawdziwe „ja" musi się skurczyć i dopasować do „ty" wykrojonego z szablonu oczekiwań społeczeństwa.

Miłości nam trzeba

Rozwiązanie zmagań z rzeczywistością, jakie podsuwa nam Kleczewska, choć pesymistyczne, daje jakiś punkt oparcia. Jan Mikulášek w spektaklu „Obsesja" nie pozwala swoim bohaterom nawet na tyle. Postacie miotają się między między potrzebami, emocjami i innymi ludźmi. Zdają się dążyć do czegoś, co wydaje się niezbędne, a czego nie są w stanie rozpoznać i nazwać. Uwięzieni w ograniczonej, przytłaczającej przestrzeni, zderzają się ze sobą nawzajem, jednocześnie jakby siebie nie dostrzegając. Nawet kiedy próbują wydostać się z tej klatki, metafory życia, ciągle wracają – nie w tym miejscu, to w innym, ale wcale nie lepszym. I nie ma dla nich ani szczęśliwego, ani żadnego innego zakończenia, bo będą tak trwać, szarpać się z życiem w nieskończoność.

Przedstawienie formą przypomina stary sictom kręcony w atrapie domu zbudowanej w wielkiej hali. Widz podgląda codzienne życie modelowej rodziny, świetnie zdając sobie sprawę, że twórcy puszczają do niego oko, celowo przerysowują filmową rzeczywistość, by uwypuklić ludzkie przywary. Mikulášek idzie zbliżonym tropem – w przeciętej na pół, odsłoniętej kamienicy, której wystrój nieodparcie kojarzy się z PRL-em (autorstwa Marka Cpina), pokazuje fragmenty codzienności zwykłych ludzi. Widzimy pisarza, który odciął się emocjonalnie od swojego życia: nie angażuje się w rodzinne wydarzenia, nie idzie na pogrzeb matki, nie asystuje żonie przy porodzie, nie wybiera się nawet na własny ślub. Mężczyznę, który płaci prostytutce za wysłuchanie i przytulenie. Kobietę, która kompulsywnie zdradza męża. Młode małżeństwo planujące wspólne życie. Dziewczynę, która na wszelkie sposoby usiłuje utrzymać przy sobie ukochanego. Zakochaną kobietę szykującą się na spotkanie z mężczyzną jej życia. Męża robiącego kawały znudzonej żonie... I tak dalej. Aktorzy grają głównie ciałem, mówią niewiele. Trochę jak w pantomimie, trochę jak w kabarecie. Przy tym ich przesadne ruchy i zamaszyste gesty kontrastują z ograniczoną przestrzenią, potęgując efekt krzywego zwierciadła.

Reżyser z przymrużeniem oka i satyrycznym zacięciem, a przy tym niezwykle prawdziwie pokazuje, jak bardzo potrzebujemy miłości i w jaki sposób jej szukamy. „Obsesja" jest zbiorem wyrwanych i urwanych opowieści, kolażem wycinków z codzienności, którą przecież tak dobrze znamy. Wszystko widzieliśmy na własne oczy, doświadczyliśmy na własnej skórze. Wiemy, jak to jest przekomarzać się ze współmałżonkiem podczas wieczornego oglądania telewizji, podejrzewać o zdradę, kochać bez wzajemności sąsiadkę lub terapeutę, opiekować się niedomagającym rodzicem. Kiedy ktoś pozbawia te sytuacje kontekstu, opowiada je jako anegdoty, pozostaje nam tylko śmiech. A im bardziej uświadamiamy sobie, że te zabawne postacie tam na scenie to nikt inny, tylko my sami, śmiejemy się tym głośniej.

Bo „najweselej jest na szczytach rozpaczy".

___

"Obsesja" - reż. Jan Mikulášek - Divadlo Na zábradlí
"Pod presją" - reż. Maja Kleczewska - Teatr Śląski w Katowicach
"Wujaszek Wania" - reż. Iwan Wyrypajew - Teatr Polski w Warszawie

Ewa Jemioł
Dziennik Teatralny Lublin
20 października 2018

Książka tygodnia

Starożytny teatr i dramat w świetle pism scholiastów. Leksykon
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Katarzyna Chiżyńska, Jadwiga Czerwińska, Małgorzata Budzowska

Trailer tygodnia