Nawet spokój nie zawsze nas uratuje

"Godzinka spokoju" - reż. Marcin Sławiński - Teatr Kwadrat w Warszawie

Niestety wielu z nas myśli, że lepiej jest skłamać w dobrej wierze, niż wyjawić najgorszą prawdę od razu. Tym bardziej, jeśli w pełnym burzliwych wydarzeń, zabieganym życiu, szybko zmieniające się sytuacje pozwalają zatrzeć zdarzenia z przeszłości. Ale kto z nas w pewnym momencie życia nie marzy o chwili spokoju, niekoniecznie potrzebnej do rachunku sumienia?

Wystarczy, że znajdziemy na tyle dużo czasu, by móc dać sobie odpocząć przy ulubionym zajęciu, pasji lub w kompletnej ciszy. Zwyczajnie przymknąć oczy, oderwać się od rzeczywistości i cieszyć się tą niezwykłą godziną, czy choćby minutą. Nie zawsze jednak los bywa na tyle łaskawy, a co więcej, potrafi płatać nam szalone figle. Czyżby nie pozostawało wtedy nic innego, jak po prostu ze wszystkiego się śmiać?

Wydawałoby się, że w ułożonym życiu Philipa, męża i ojca dorosłego syna, jest wszystko. Miłość, szczęście, dostatek i harmonia. Brakuje jedynie godzinki na to, żeby posłuchać szukanej przez lata płyty z nagraniami ulubionego artysty. Kiedy jednak przychodzi oczekiwany moment, w którym mężczyzna będzie mógł zasiąść wygodnie w fotelu i odtworzyć muzykę kojącą jego duszę, do głosu dochodzi zrozpaczona małżonka, która akurat teraz musi wyznać mu bardzo ważną tajemnicę przeszłości. Jakby tego było mało, niespodziewanie dochodzą jeszcze kłopoty osobowościowe syna, problemy z niekończącym się remontem gabinetu i nazbyt skomplikowane układy towarzyskie. W jednej chwili życie Philipa staje się ciągiem kostek domina, z których nieostrożne poruszenie jednej, wywołuje lawinę rodzinnych tragedii.

W głównej roli zobaczyć możemy znanego z najróżniejszych postaci komediowych, rewelacyjnego Pawła Wawrzeckiego, który jest wręcz motorem napędowym spektaklu. Wyrazisty, dobitny, komiczny, ale i charakterystyczny, co jest niestety zarówno atutem, jak i przekleństwem aktora. Znający bowiem jego poprzednie wcielenia widz, ma nieodparte wrażenie, że gdzieś kiedyś widział już tego samego bohatera, różniącego się jedynie danymi osobowymi i sytuacjami, w których zaistniał. Pozostała obsada w świetny sposób oddaje charakter i zabawność sztuki, doskonale towarzysząc Pawłowi Wawrzeckiemu. Może poza Antonim Królikowskim, przed którym jeszcze sporo pracy nad warsztatem, techniką sceniczną i emocjami. Miejmy nadzieję, że doświadczenie i włożony wysiłek, będą najlepszymi nauczycielami sukcesu.

"Godzinkę spokoju" francuskiego dramaturga Floriana Zellera, w reżyserii Marcina Sławińskiego, cechują świetne dialogi, wartka akcja i doskonałe odniesienie do rzeczywistych zdarzeń w życiu codziennym każdego z nas. Niezwykle prawdziwa historia skomplikowanych stosunków rodzinnych oraz katastrofalne następstwa wydarzeń z przeszłości, teoretycznie powinny wywoływać w nas uczucie przygnębienia. Na szczęście świetne zestawienie szalenie zabawnych niuansów w pozornie beznadziejnych sytuacjach oraz umiejętne przeniesienie ich na deski teatru, wzbudzają u widzów salwy szczerego śmiechu. Podsumowując - całość ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a lekkość gwarantuje doskonałą rozrywkę z morałem.

Robert Stawski
Teatr dla Was
18 stycznia 2016

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Dzień Dziecka w Baju P...
Zbigniew Lisowski
Wycieczka po Teatrze Baj Pomorski w T...