Nawrócenie na Bergmana

„Rytuał" - reż. Iwona Kempa - Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Adaptacja dzieł Ingmara Bergmana jest dużym wyzwaniem dla śmiałka, który się jej podejmie. Skondensowanie ludzkich emocji do małego pomieszczenia jakim jest teatr, ograniczenie ich do czterech wykonawców – takie zadanie postawiła przed sobą Iwona Kempa w spektaklu „Rytuał" wg Bergmana na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego.

Akcja rozłożona jest na wzór oryginału: na sceny, których tytuły – informujące o miejscu akcji –wyświetlane są na ekranie w tle postaci. Scenografia jest niezwykle ascetyczna: w „pokoju przesłuchań" znajduje się ławka, stolik, krzesło, ściana, za którą wyobrażamy sobie korytarz jakim przemieszczają się bohaterowie; w „hotelu" – materac. Naszą uwagą kieruje odtwarzana w antraktach muzyka: elektroniczne dźwięki rezonują w głowie, progresywna linia dźwięku niczym mantra skupia energię. Towarzyszy ona głównie projekcjom, na których postaci ze spektaklu ukazywane są w różnych sytuacjach, jakby były obserwowane: podczas imprezowych szaleństw czy pełnego niepokoju spaceru. Reżyseria światła pełni tu rolę towarzyszącą akcji – która rozkłada się przede wszystkim na grze emocji.

Na przesłuchanie do Sędziego (Sławomir Maciejewski) zostaje wezwana trupa teatralna, której spektakl wzbudza niezdrowe kontrowersje. Hans (Marcin Kuźmiński), jego żona Thea (Katarzyna Zawiślak-Dolny) oraz ich Sebastian (Grzegorz Mielczarek) promują właśnie nowy produkt. Początkowo wydaje się, iż śledztwo będzie dotyczyło samej sztuki, wzbudzającej niepokojące zainteresowanie cenzury. Jednak dobór pytań dotyczących osobistych przeżyć bohaterów zaczyna zdradzać wręcz maniakalną ciekawość Sędziego. Ciekawość, a nawet fascynację. Urzędnik jest człowiekiem pracującym już wiele lat, przestrzega przepisów, mieszkańcy poważają go z racji doświadczenia i funkcji, ale jednocześnie ma świadomość swojego ograniczenia. Zderzenie ze światem od dekad kojarzonym z bohemą, rozluźnieniem obyczajów, nęci go i elektryzuje; nie może się mu oprzeć. Wobec przesłuchiwanych aktorów stosuje przemoc psychiczną, osacza, uciekając się do ich zdarzeń z przeszłości. Sebastian może mieć rację – podczas przesłuchania zarzuca mu kompleks niższości, skrępowanie przepisami które sam reprezentuje, fascynację ich sposobem życia i odmiennym systemem wartości. W końcu Sędzia, co prawda sprowokowany przez Theę, zaabsorbowany jej pełną przeciwieństw kobiecością, rzuca się na nią ogarnięty żądzą.

Nie tylko Sędzia przechodzi katharsis. Kryzys jaki dopada zespół to efekt wieloletniego wspólnego życia: wydawać mogłoby się, że współistnienie w równobocznym trójkącie gwarantuje spójność tria. Trzy postaci, trzy rodzaje emocji, trzy różne uzależnienia: i jedna osoba która to wszystko spaja. Hans wie, że Thea i Sebastian mają romans, ale traktuje to jak igraszkę małej córeczki z głupim smykiem z sąsiedztwa. Swoje upokorzenie zmienia w kapitał, który przez lata leży u podstaw istnienia zespołu. Cierpiąca na depresję i ostrą neurozę Thea swoją masochistyczną relację z kochankiem traktuje jak głęboki romans, nie zauważając, że uzależniający ją od siebie Sebastian pławi się w przywiązaniu partnerki. Zbliżając się do końca spektaklu wydaje się, że uświadomieni w swoich emocjach bohaterowie podejmą wreszcie długo oczekiwaną decyzję o rozstaniu. Ale czy na pewno?

Koniec to istne grande finale. W pokoju przesłuchań aktorzy odgrywają spektakl specjalnie dla Sędziego, wraz z objaśnieniem didaskaliów. Choć bohaterowie po kolei tłumaczą swoje działania, urzędnik intensywnie odczuwa nastrój i wymowę akcji – krwawy rytuał oddawania czci rodzącemu się dniowi. Jego śmierć jest dopełnieniem rytuału.

Iwona Kempa bardzo wiernie zinterpretowała filmową wersję dzieła, w spektaklu widać jej szacunek do osiągnięć Bergmana, nie tylko z zakresu sztuki obrazu, ale także ze znajomości ludzkiej psychiki. Nie tylko udało się jej przenieść szkielet relacji pomiędzy postaciami, ale są one także bardziej dynamiczne. Sławomir Maciejewski to nie tylko podstarzały urzędnik, ale też człowiek, który wyłamuje się ze stwardniałego cementu swojej osobowości. Katarzyna Zawiślak-Dolny w roli Thei to genialnie przerysowana sylwetka kobiety, której chore emocje powodują przesunięcia napięć. Marcin Kuźmiński i Grzegorz Mielczarek to jeden z najbardziej przeciwstawnych duetów, ich jednoczesna zależność i awersja otacza postać Thei, która w tym samym momencie przyciąga ich i odpycha. Ale pomiędzy dwoma biegunami Słońce nie może świecić zawsze na równiku – i tylko Hans zdaje sobie z tego sprawę. Gdy na pierwszy plan wysuwają się właśnie takie emocje, na drugim pozostają dwie inne kwestie. Jedną z nich jest konflikt sztuki z władzą – motyw nie tracący aktualności niezależnie od sytuacji politycznej. „Dobra sztuka obroni się sama" pozostaje i tym razem właściwym podsumowaniem tego zagadnienia. Odrębnym tematem jest zawarta w finale relacja aktorzy-widz. Współczesny teraz wybił „czwartą ścianę" i lokuje się w przestrzeni do tej pory należącej do obserwatorów, angażując ich, czasami wbrew ich woli, do udziału w tworzeniu dzieła.

Czy Bergman nie próbował ostrzec nas przed zbytnim zamazywaniem podziału ról? Czy może wręcz przeciwnie: nie chciał ukazać, że tylko prawdziwie zaangażowany widz jest w stanie stać się integralnym elementem dzieła? Na to pytanie należy odpowiedzieć sobie samemu, po obejrzeniu spektaklu „Rytuał".

Maria Piękoś-Konopnicka
Dziennik Teatralny Kraków
29 lutego 2016
Portrety
Iwona Kempa

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia