Nic więcej nie mamy

wiersze około-wielkanocne w Krakowskim Salonie Poezji

Zapominamy o tym - wyznaje Bruno Schulz, drobny jegomość z duszą maleńką na ramieniu - zapominamy o tym, operując potocznym słowem, że są to fragmenty dawnych wiecznych historyj, że budujemy, jak barbarzyńcy, nasze domy z ułamków rzeźb i posągów bogów.

Anna Dymna, Ewa Kaim, Maciej Jackowski i Marcin Sianko - czytali wiersze około-wielkanocne. Potocznym, acz odświętnym słowem operując, przypomnieli nam nasze - barbarzyństwo. To znaczy, przypomnieli, że lekuchno, tak, lekuchno i byle gestami załatwiamy chwile nie byle jakie. Jajkiem i "wszystkiego najlepszego" - ukrzyżowanie i zmartwychwstanie odfajkowujemy. Opłatkiem i o północy marszem do Dzieciątka w Stajence pod ołtarzem najbliższego kościoła - wielki początek. Słowem - czytając frazy nie banalne, przypomnieli nam - banał nasz świąteczny. Nasze gdakanie kwietniowe.

Inaczej mówiąc - przypomnieli, jak być bezradnym na świeżo. Raz jeszcze Schulz: "Poezja - to są krótkie spięcia sensu między słowami, raptowna regeneracja pierwotnych mitów". I jeszcze: "Najpierwotniejszą funkcją ducha jest bajanie, tworzenie historyj". A cóż czystszego ponad bajanie poetów? Cóż bardziej uspokajającego niż chwila, w której bajania poetów na głos snuje Kaim? Wspomniany Schulz naucza też: "Poezja odpoznaje sensy stracone. Przywraca słowom ich miejsce, łączy je według dawnych znaczeń." I jeszcze: "U poety słowo opamiętuje się niejako na swój sens istotny, rozkwita i rozwija się spontanicznie według praw własnych, odzyskuje swą integralność". No i żeby nie było już najmniejszych nawet wątpliwości: "Dlaczego coś wydaje nam się sensownym - niepodobna określić. Proces usensowiania świata jest ściśle związany ze słowem. Mowa jest metafizycznym organem człowieka".

Wiem, ta ostatnia fraza - groźnie zabrzmiała. Ale nie ma się czego bać. O to chodzi zwyczajnie, że o odwiecznych tajemnicach - o zmartwychwstaniu choćby - niektórzy mówili nadzwyczajnie świeżo. Bezradnie gadali, owszem - bo przecież takich tajemnic do końca nazwać się nie da - ale też gadali jak nikt przed nimi. Złuda wiersza? Fikcja rymu? Ostateczna bezradność metafory? Być może. Ale cóż więcej pozostało?

Słowa - mawiał Beckett - nic więcej nie mamy.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
29 marca 2013
Portrety
Anna Dymna

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...