Niczego nie muszę (cz.2)

Rozmowa ze Stanisławą Celińską.

We współczesnym teatrze dzieją się rzeczy niezbyt piękne, a bardzo często po prostu obrzydliwe i, niestety, ja też czasami w takich spektaklach uczestniczę. Staram się jednak, jak tylko mogę coś w nich zmienić, trochę uszlachetnić, ale powtarzam – mam dosyć.

Część druga rozmowy przeprowadzonej przy okazji koncertu Stanisławy Celińskiej pt. „Nowa Warszawa" w Jeleniogórskim Teatrze im. Cypriana Kamila Norwida, 28 marca 2015 r.  (część 1.)

Wobec tego, jak Pani postrzega kondycję współczesnego polskiego teatru ?

To jest bardzo trudne pytanie. Bardzo trudne. W ogóle postrzegam teraz świat, krótko mówiąc - nie najlepiej. Jestem osobą wierzącą i uważam, że szatan się tak rozpanoszył we wszystkich dziedzinach, że to jest groźne, a dobra za mało się „produkuje". Dobro, czyli szlachetna sprawa nie ma już takiej siły, jak ta zła, która się szerzy – w stosunkach międzyludzkich, i w polityce, i teatrze, i w filmie.

Zło jest podobno bardziej atrakcyjne ...

Diabełek jest atrakcyjny. Martwię się, bo przecież wiem, jaka była sytuacja w Teatrze Starym, kiedy odeszli wspaniali aktorzy: Trela, Polony, między innymi. Czuli się niedoceniani, a przecież to oni wraz z Konradem Swinarskim tworzyli ten wspaniały teatr. Źle się dzieje, kiedy tacy aktorzy odchodzą, bo przychodzi ktoś nowy, kto nie ma żadnego szacunku dla nich, ich pracy, dorobku ...
Oglądałam przedstawienia w Teatrze Starym w czasach Konrada Swinarskiego - wtedy ten teatr był wielki ...
Dziś nie ma autorytetów, nie ma szacunku dla starszych ludzi. Dawniej starszy człowiek był poważany, słuchany i wszyscy dobrze na tym wychodzili. Dzisiaj wszystko jest jakieś takie byle jakie, tandetne.
Owszem, ja też gram w serialu, ale staram się, żeby to był serial w miarę przyzwoity, żeby to, co ja w nim robię, było tak samo uczciwe, jak to, co robię w teatrze. Absolutnie nie traktuję tej pracy jako gorszej, bo przecież tak samo w serialu mnie ogląda publiczność, jak w teatrze, więc tak samo muszę być uczciwa wobec postaci, jak i wobec ludzi, którzy mnie oglądają.
Tego mi brak, tej rzetelności, wierności literaturze i głębszych poszukiwań, dlatego boję się czasem iść do teatru. Kiedy byłam jurorką i oglądałam zgłoszone przedstawienia, przeżywałam ciężkie chwile, bo wiadomo było, że jestem w komisji i musiałam je oglądać od początku do końca, chociaż miałam ochotę uciec od razu. Namęczyłam okropnie, kiedy np. zobaczyłam nieudolne naśladownictwo teatru Warlikowskiego. Było to dla mnie bolesne. Tak szczerze mówiąc, mam dość teatru i chcę od niego odpocząć.

Ale chyba nie od siebie w teatrze ...

Od siebie w teatrze też, zwłaszcza wtedy, kiedy gram przedstawienie, które mnie boli, które nie jest na poziomie, na które nie mogę mieć wpływu. Wtedy też czuję, że wszystko jest nie tak, jak powinno być.
Kiedy śpiewam „Nową Warszawę", to wiem, że jestem w dużym stopniu odpowiedzialna za koncert. Oczywiście jest muzyka, muzycy, aranżacja, ale dużo jest mojej inicjatywy - czuwam nad całością. Kiedy śpiewam recital albo gram „Księgę Hioba", to ja nad tym panuję. Dzielę się z widzami wielką literaturą - mam na myśli „Księgę Hioba" w tłumaczeniu Czesława Miłosza, poezję Jana Kochanowskiego, Pierre Ronsarda i wiersze Wisławy Szymborskiej.
Premiera „Księgi Hioba", odbyła się w dniu pogrzebu ks. Jerzego Popiełuszki, 3 listopada 1984 r. i została zatytułowana „De Profundis" („Z Otchłani"). Nie można było wtedy użyć właściwego tytułu i autora (Czesława Miłosza) ze względu na cenzurę. Po latach wznowiłam „Księgę Hioba" już pod właściwym tytułem. Początkowo obawiałam się w moich recitalach poważnej poezji, w końcu spróbowałam i okazało się, że ludzie tego potrzebują.
Teraz w swoim recitalu śpiewam między innymi pięć Pieśni z „Pieśni Świętojańskiej o Sobótce" Kochanowskiego. To jest bardzo trudny tekst - staropolszczyzna, a publiczność się cieszy, ja klaszczę, oni też klaszczą, bawią się ze mną. Czytam również poezje Norwida - staram się przypominać, że Polacy nie gęsi i mają swoją piękną literaturę, trzeba tylko to piękno umieć dostrzec. Czyż nie po to właśnie poszłam do teatru ? Żeby uczestniczyć w czymś pięknym...
Tuż po wojnie mieszkałam przy ulicy Stalowej w Warszawie. Wtedy było czarno, brudno, wszędzie gruzy i kiedy pierwszy raz poszłam do kościoła, to co w nim zobaczyłam, było dla mnie początkiem teatru. Chciałam coś takiego na scenie zobaczyć – misterium – coś pięknego.
We współczesnym teatrze dzieją się rzeczy niezbyt piękne, a bardzo często po prostu obrzydliwe i, niestety, ja też czasami w takich spektaklach uczestniczę. Staram się jednak, jak tylko mogę coś w nich zmienić, trochę uszlachetnić, ale powtarzam – mam dosyć.

Wkrótce rozpoczną się zdjęcia do filmu wg powieści Olgi Tokarczuk pt. „Prowadź swój pług przez kości umarłych", który reżyseruje Agnieszka Holland. Pani będzie grała główną rolę. Jak Pani przyjęła tę propozycję?

Miałam z tym pewien problem, bo jako osoba wierząca, pamiętam o przykazaniu „nie zabijaj", a jednak w tym filmie kładę trupem parę osób. Bardzo ostrożnie podeszłam do tej propozycji, wahałam się, nie bardzo chciałam jechać na zdjęcia próbne, ale Agnieszka mnie przekonała i w końcu przyjęłam tę rolę. Było to już jakiś czas temu – miałam wtedy tylko jednego pieska, potem miałam drugiego, a moja bohaterka, Janina Duszejko miała dwa pieski. Więc pomyślałam, że jakby miało się im coś stać, to uuu ! Zrozumiałam, że mogę zrobić krzywdę ! I tak powoli, powoli do tej roli dojrzałam i myślę, że to będzie może jakiś moralitet, coś takiego niesamowitego. Cieszę się, że to zrobię, że będę pracować z Agnieszką Holland, bo wydaje mi się, że ona jest taką sensowną, mądrą, fajną kobietą. Taką prawdziwą. Myślę, że będzie ciężko ... Przygotowuję się, i właśnie w związku z tą rolą jestem na specjalnej diecie, chodzę na gimnastykę i rehabilitację.

Kiedy premiera?

W czerwcu są zaplanowane zdjęcia, w październiku, a potem w zimie. Podejrzewam, że może na jesieni przyszłego roku.

A czy oglądała Pani plenery w okolicach Bystrzycy Kłodzkiej?

Tak, byłam w Kotlinie Kłodzkiej – jak tam pięknie !

Jak określiłaby Pani siebie na obecnym etapie życia i pracy ?

Jestem teraz szczęśliwym człowiekiem, bo po 46 latach, kiedy już jestem na emeryturze od ładnych paru lat (jestem jeszcze ze „starego portfela"), postanowiłam wreszcie przestać być na etacie w teatrze. Do tej pory musiałam albo chciałam, bo bałam się nie być na etacie, ale w końcu postanowiłam odejść.
Nie wiem, ile lat życia jeszcze mi zostało – mam nadzieję, że trochę jeszcze zostało, ale chcę je spędzić jako człowiek wolny. Żeby nareszcie się nie przepracowywać, żeby móc dyktować warunki i żeby móc jeszcze coś innego porobić – nie w sensie innego zwodu – ale więcej spacerować, więcej pobyć z psiakami. Po prostu pożyć. Więcej pożyć. A jeżeli coś robić, to tylko to, pod czym będę mogła obiema rękami się podpisać.

Emerytka pracująca w dwóch teatrach, grająca w serialach i filmie, koncertująca - to się nie mieści w standardach !

Tak jak teraz, to miałam w czasach młodości !

I oby jak najdłużej ! Dziękuję za rozmowę !

Post Scriptum
8 maja ukaże się najnowsza płyta Stanisławy Celińskiej pt. „Atramentowa", zawierająca utwory skomponowane i napisane przez znakomitych autorów specjalnie dla Artystki. Muzyka: Maciej Muraszko, teksty: Wojciech Młynarski, Dorota Czupkiewicz, Muniek Staszczyk oraz Marcin Sosnowski. Aranżacja: Maciej Muraszko.

(część 1.)

Stanisława Celińska - aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. Obdarzona wszechstronnymi zdolnościami, niezrównana interpretatorka polskiej poezji, pieśni i piosenek. Zadebiutowała w teatrze w 1968 roku. Rok później ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie pod kierunkiem Ryszardy Hanin. Występowała w teatrach warszawskich: Współczesnym, Nowym, Dramatycznym, Studio, Kwadrat, a także Teatrze Nowym w Poznaniu (1990-1991). Brała udział w programach muzycznych i spektaklach Studenckiego Teatru Satyryków. Jest laureatką wielu nagród za osiągnięcia artystyczne i cieszy się niezmiennym uznaniem i sympatią publiczności.
W roku 2009 ukazał się jej singiel pt. Atramentowa rumba w duecie z Los Locos, w 2012 roku wydała wspólnie z pianistą Bartłomiejem Wąsikiem i The Royal String Quartett płytę Nowa Warszawa.
8 maja 2015 ukazuje się kolejna płyta Stanisławy Celińskiej pt. Atramentowa.

Urszula Liksztet
dla Dzienika Teatralnego
9 maja 2015

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia