Nie-boski dramat rodzinny

"Nie-Boska komedia..." - reż. P. Kruszczyński - Teatr im. A. Fredry w Gnieznie

Ze spektaklem, który powstaje w teatrze według, jest tak jak z chwytem "prawie jak..." użytym w reklamie. Nigdy nie dorównuje oryginałowi. Tak się stało również z "Nie-Boską Komedią" według Zygmunta Krasińskiego. Z koncepcji historiozoficznej wieszcza został banalny dramat rodzinny w pierwszej części i debata telewizyjna zamiast rewolucji w drugiej

"Nie-Boska Komedia" Zygmunta Krasińskiego jest dramatem bardzo współczesnym, co Piotr Kruszczyński udowodnił, odzierając tekst autora z romantycznej poezji. Historia bohaterów dramatu Krasińskiego dzieje się tu i teraz, aktorzy ją odgrywają przed widzami, a nie wcielają się w bohaterów.

Pan Henryk (Wojciech Siedlecki) nie jest poetą cierpiącym za miliony Jemu też się w życiu nie udał małżeństwo, nie osiągnął sukcesu w literaturze, syn jest dzieckiem niepełnosprawnym... Chciałoby się powiedzieć: o, jak mój sąsiad, jak mój znajomy, ja go skądś znam...a może czytałem o nim w gazecie?

Pan Henryk ma jednak wyraźnie określone poglądy, które prawdopodobnie związane są z jego własnym życiem. Doświadczył, że wszystko może zawieść człowieka, ale nie wiara, nie krzyż i nie tradycja. Potrafi tych swoich ideałów bronić w debacie telewizyjnej z rzecznikami nowego porządku, który reprezentują Pankracy (Bogdan Ferenc), Leonard (Maciej Hązła) i Przechrzta (Andrzej Marciniak).

Każdy przedstawia swoją rację, ale wzajemnie się nie słuchają. Nie chcą się usłyszeć. Nawet jeśli odwołują się do krzyża, do tradycji, do wiary, to mówią o nich po swojemu, inaczej je widzą. Posługują się innymi językami. Kruszczyński nie opowiada się po żadnej stronie. Stawia widzowi pytania.

"Nie-Boska Komedia" odarta z poetyckości zyskuje w komunikacji z młodym odbiorcą, ale zarazem traci swoją głębię. Staje się plakatem, zbiorem luźnych bardzo aktualnych obrazków, które są prawie jak debata, są prawie jak spory na Krakowskim Przedmieściu, są prawie jak u Krasińskiego Brakuje im emocji i żaru, niekoniecznie romantycznego).

Dziwi mnie gest Chrystusa (Piotr Urbaniak) w finale, który daje się sprowadzić do pytania: "I po co to wszystko". A może to transkrypcja gombrowiczowskiej pointy z "Ferdydurke": "Koniec i bomba, a kto widział ten trąba!".

Stefan Drajewski
Polska Głos Wielkopolski
20 września 2011

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia