Nie być marionetką w rękach losu

rozmowa z Wojciechem Kościelniakiem

Z Wojciechem Kościelniakiem, autorem adaptacji oraz reżyserem musicalu "Lalka", na motywach powieści Bolesława Prusa rozmawia Urszula Bańka.

Czy zapraszając artystów na casting miał Pan jakieś wyobrażenie na temat ról? 

Oczywiście miałem jakieś wyobrażenie na ten temat, np.: czy Izabela powinna być bardziej delikatnym motylem, czy też silną tygrysicą. Celnie przeprowadzony casting polega na spotkaniu się wielu czynników. Z jednej strony trzeba mieć swoje wyobrażenie i za nim podążać, a z drugiej strony, trzeba być otwartym na to, że podczas takiego przesłuchania mogą się zdarzyć rzeczy zaskakujące, czasami lepsze, niż moje wyobrażenie. Tak się w tym wypadku też działo.

Czy był Pan zaskoczony przebiegiem castingu, na tyle, że zmienił Pan swoje wyobrażenie o rolach?

Casting jest wypadkową możliwości, tego co się da w danym dniu przeprowadzić i uzyskać. Na to, czego oczekuję od aktorów na castingu, zawsze składa się wiele czynników. W przypadku "Lalki", która jest musicalem, brałem pod uwagę przede wszystkim umiejętności wokalne. Szukając głównych postaci bardzo ważna była dla mnie barwa ich głosu. Istotne było również to, czy dany kandydat pasuje do roli oraz jego umiejętności aktorskie i też, po części, ruchowe.


Casting jest dla Pana koniecznością, czy raczej drogą, która potwierdza trafność Pana decyzji obsadowych?

Uważam, że casting jest potrzebny i najuczciwszy. Daje absolutną prawdę na temat aktualnego stanu artysty, jego odporności psychicznej, w jakimś stopniu świadczy o jego umiejętnościach oraz możliwościach fizycznych w danym dniu. Nie uważam, bym wiedział wszystko o ludziach, z którymi już kiedyś pracowałem. Człowiek ma prawo się zmienić i tak też się wielokrotnie dzieje. Bardzo często widać to, kiedy artysta wchodzi na casting - jeszcze nie zaczyna mówić, a wszystko już wiadomo. Wnosi ze sobą swoją aurę, gotowość i umiejętności

Scenariusz do "Lalki" jest adaptacją powieści Bolesława Prusa. Jak przełożyć kilkusetstronicowe wielkie dzieło polskiej literatury, tak wielowątkowe, na język sceny i stworzyć musical?

Niemożliwością jest opowiedzenie całości w dwie, trzy godziny, zgodnie z normą obowiązującą w polskich teatrach. Musiałem wybrać wątki, które dla mnie są najbardziej istotne. Warto podkreślić, że "Lalka" jest powieścią, a więc dziełem niescenicznym z założenia. Z jakiś powodów Bolesław Prus napisał powieść, a nie dramat, więc powinniśmy to uszanować. Pomimo, że zajmuję się przekładaniem polskiej i światowej literatury na język sceniczny teatrów muzycznych, mam świadomość, że jest to naruszanie pewnego tabu. Teatrowi dramatycznemu jest bliżej do przełożenia literatury, prozy na język sceniczny, niż muzycznemu, ponieważ ten ostatni kojarzy się z czymś łatwym, lekkim i przyjemnym.

Czy z założenia musicalowa wersja "Lalki" będzie dla szerokiej publiczności?

Każda dobra sztuka powinna wzbudzić poklask szerokiej publiczności, aczkolwiek jest to trochę pobożne życzenie. Uwagę wybitnych znawców, uwagę elit przyciągają zazwyczaj sztuki awangardowe wielkich mistrzów sztuki teatru niemuzycznego. Musical z założenia trafia do szerszej publiczności, ponieważ korzysta z takich środków wyrazu, jak muzyka i taniec, które bardzo łatwo komunikują się z widzem. Opiera się też w dużym stopniu na dynamice i zabawie. Mieszanie tych rodzajów, czym się często zajmuję, jest trudne i długotrwałe.

Dlaczego "Lalka" w formie musicalu?

Konwencja, której używamy jest w pewnym stopniu metaforą. Poszukiwałem utworu na musical i wydało mi się, że "Lalka" będzie świetnym materiałem. Od lat krytykom towarzyszy pytanie: Co znaczy tytuł "Lalka"? Czy chodzi o Łęcką? Czy o Wokulskiego, że jest lalką w rękach arystokracji? A może wszyscy jesteśmy lalkami? Tak jak wyobrażał to sobie Ignacy Rzecki, który porównywał lalki, marionetki z wystawy sklepu Wokulskiego do ludzi, którzy biorą udział w całej tej opowieści Dla mnie to bardzo ciekawy klucz interpretacyjny, także dlatego, że dobry musical lubi mieć określony ruch, ramę, określone zasady. Wydaje mi się, że próba zmierzenia się aktorów musicalowych z ruchem lalek, jest ciekawym wyzwaniem. Oczywiście trzeba unikać grania wprost.

Jakie będzie przesłanie tego spektaklu?

To duże wyzwanie Jak odnaleźć w sobie lalkę, która próbuje być człowiekiem? Do tego zmierza przesłanie naszego przedstawienia Jak staramy się wejść na wyższy poziom rozwoju, jak próbujemy przestać być marionetką w rękach losu, Boga, wyższej rzeczywistości. Jak próbujemy sami ją stanowić. Jak to zrobić, by wziąć los w swoje ręce i zacząć być człowiekiem, żywą istotą w rozumieniu - wolną, samowładną, szczęśliwą? Moim zdaniem jest to jedno z najważniejszych pytań jakie stawia "Lalka" i które do dzisiaj jest bardzo aktualne.

Czy musical "Lalka" będzie uwspółcześnioną wersją powieści?

Spektakl na pewno nie jest uwspółcześnieniem powieści, rzecz dzieje się mniej więcej w tych samych czasach. Uwspółcześnienie polega raczej na ujęciu różnych tematów i wątków, które zawarł Prus. Na tym w jaki sposób będą realizowane scenicznie - na ruchu, na relacjach, które następują akurat między tymi bohaterami. Współczesny wyraz ma też muzyka, która sięga do początków swingu. Zależało mi na tym, żeby komunikowała się ona z dzisiejszym widzem, miała w sobie "nerw". Jeśli chodzi o postaci, to nie starałem się żeby np. Wokulski był współczesnym dorobkiewiczem, który ma za sobą "cinkciarską" przeszłość. Można oczywiście takich paraleli szukać. Ale chciałbym, żeby każdy widz mógł wypracować swoje własne skojarzenia.

Dlaczego wybrał Pan zespół Teatru Muzycznego w Gdyni?

Uwielbiam tu pracować! Praca tutaj dla mnie jest szczególnie miła - po pierwsze znakomity zespół, którego znakomitość polega nie tylko na tym, że brał udział w wielu tego typu przedsięwzięciach, że grał w musicalach klasycznych i w awangardowych, że ma szerokie spectrum rozumienia teatru muzycznego, że jest to zespół o wielkich umiejętnościach, niesamowicie dyspozycyjny, doskonale rozegrany. Jest też szkoła [Studium Wokalno-Aktorskie], gdzie przyjmowani są najlepsi. Wyjątkowa jest także scena, o wymiarach, gabarytach, możliwościach niespotykanych gdzie indziej w Polsce. No i przede wszystkim nie można zapomnieć o doskonałej i wyrobionej pod każdym względem gdyńskiej i trójmiejskiej publiczności.

To kiedy premiera?

Prapremiera polska odbędzie się 27 i 28 lutego 2010 roku. Już dziś serdecznie zapraszam wszystkich widzów.

Urszula Bańka
Gazeta Wyborcza Trójmiasto
16 stycznia 2010

Książka tygodnia

Życie niedokończone
Wydawnictwo Żywosłowie
Lech Raczak, Jacek Głomb

Trailer tygodnia