Nie chcę uczyć historii

rozmowa z Janem Peszkiem

Świat "Wrońca" będzie w kolorystyce czarno-biało-szaro-czerwonej. Czerwień to krew, czerń symbolizuję godzinę kruków, godzinę policyjną. Będzie też maszyna-szarzyna, która przerabia ludzi. Składa się z telewizorów, które emitują treści ubezwłasnowolniające ludzi, zasysa z nich kolory. Świat nie będzie jednak wyłącznie szary, czy biały. Kolory będą, ale incydentalnie. Kolor tutaj jest synonimem wolności, radości.

Z Janem Peszkiem o przygotowaniach do spektaklu "Wroniec" rozmawia Agnieszka Kołodyńska.

We Wrocławskim Teatrze Lalek trwają próby do spektaklu „Wroniec” w reżyserii Jana Peszka realizowanego na podstawie powieści Jacka Dukaja o stanie wojennym.

To już czwarte przedstawienie – po „Opowieściach z ulicy Broca”, „Kręćku i Planktonie” oraz „Sło” - reżyserowane przez Jana Peszka we wrocławskim teatrze. Premiera „Wrońca” już na początku marca.

„Wroniec” Jacka Dukaja był nominowany w ubiegłym roku do  Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”. Powieść Dukaja na potrzeby Teatru Lalek zaadaptował krakowski dramaturg Mateusz Pakuła. Bohaterem historii jest sześcioletni Adaś, świadek wypadków stanu wojennego. O tym czasie opowiada z dziecięcej perspektywy – świat dorosłych jest dla niego niezrozumiały, dlatego próbuje go sobie tłumaczyć i zinterpretować. Oglądamy jego oczami świat rządzony przez Wrońca, w którym występują Bubeki, Milipańci i walczacy z nimi Panowie Oporni.

Agnieszka Kołodyńska: Dlaczego wziął pan na warsztat „Wrońca” Jacka Dukaja,  powieść o stanie wojennym?

Jan Peszek: Nie chcę uczyć najnowszej historii. Stan wojenny jako taki nie jest przyczyną, która mnie skłoniła do zmierzenia się z „Wrońcem” w teatrze. To bardzo dobra literatura wypełniająca, mimo wszystko, pewną lukę w repertuarze skierowanym do młodego widza. Nie mówię tu o dziecku, ale nie wyznaczam też granic wiekowych, nie określam możliwości percepcyjnych widzów. To jest szalenie względne. Nie dzielę także teatru na dziecięcy i dorosły. Dla mnie teatr ma być skuteczny i ma dotrzeć do każdego widza.
Jacek Dukaj pokazuje świat dziecka, który został zdefraudowany przez wypadki. Stan wojenny jest historią dość ekstremalną, która odebrała dzieciństwo głównemu bohaterowi. Skończył się dla niego świat baśni. Stało się to w wyjątkowo natrętny i okrutny sposób i dotknęło także jego najbliższych – ojca, mamy, babci. Ta sytuacja szalenie mnie poruszyła. Zainteresowała mnie też interpretacja stanu wojennego oglądanego oczami małego dziecka. To jest wyzwanie dla teatru.

Zobaczymy na scenie dziecięcych aktorów? Kto zagra Adasia?

- Grają dorośli aktorzy z zespołu Wrocławskiego Teatru Lalek. Adasia nie będzie grało dziecko. Dzieci i zwierzęta to są byty, które w teatrze mnie nigdy nie przekonują. Ich rzeczywistość jest tak silna, że demitologizuje wszystko co jest sztuczne w teatrze. W kinie jeszcze da się to ukryć, natomiast nie w teatrze. We „Wrońcu” Adasia gra dorosły aktor Grzegorz Mazoń, który moim zdaniem jest predestynowany do tej roli. Chodzi o pamięć wydarzeń stanu wojennego: na scenę wkracza dorosły człowiek, który na naszych oczach, znajdując się we wnętrzu mieszkania przypominającego mu wydarzenia sprzed lat, wypełnia je bohaterami najpierw w planie rzeczywistym, potem w wyobraźni, którą uruchamia atak Wrońca - początek stanu wojennego. Jego wspomnienia zamieniają się w koszmar, w przypowieść bardzo bliską światu braci Grimm, okrutną, ocierającą się o horror.

Czy to będzie spektakl lalkowy?

- Lalki oczywiście wystąpią – jako cytaty i jako twory, które mogą zadomowić się w świecie dziecka. To będą konstrukty, bo świat lat 80. wypełniony jest pałowaniem, gazem, krzykami... Pojawi się też kilka lalek, np. siostrzyczka Adasia będzie lalką, Bubeki , czyli aktorzy grający ubeków, będą mieli swoje duplikaty podczas sceny pijackiej orgii.

Jak pan zamierza pokazać stan wojenny na scenie?

- Lata 80. dużo łatwiej pokazać w kinie. Teatr ma specyficzne prawa, literatura  daje możliwość zmierzenia się z czymś, co wydać się może niemożliwe. Ze stanem wojennym kojarzą się „suki” – samochody milicyjne, które zgarniały ludzi z ulicy. Używało się tego słowa w tym kontekście, ale dla sześcioletniego chłopca suka w pierwszym rzędzie kojarzy się z psem. W książce są świetne ilustracje, które to obrazują. Narysowano tam dwie olbrzymie dobermanice, umaszynowione z bardzo ostrymi reflektorami. U nas to będą konstrukty, które będą się czaić, nigdy nie ujawnią się w pełnej kasie na scenie. Będziemy widzieć ich obecność, drażniące światła. Ten świat będzie tak zbudowany, by dać impuls, a resztę domówi sobie widz. Tak tworzy się w teatrze napięcie. Świat objawiony i gotowy jest światem zamkniętym, widz nie ma w nim żadnego wyboru.
Zastanawiałem się jak zrobić w teatrze gaz, który pożera na naszych oczach ludzi, przedmioty, zajezdnię. Zostałem tak wyedukowany, że nie cierpię „bezformia” – pomiętych kotar, dymów w teatrze. Wydaje mi się, że wpadliśmy z Robertem Rumasem, który zajmuje się oprawą plastyczną spektaklu, na interesujący pomysł.
Nie zmieniamy narracji,  ani czasu ani trybu. Adaś opowiada jak w książce. Adaptacji dokonał Mateusz Pakuła. Z natury rzeczy zostało pominiętych mnóstwo drobnych wątków, ponieważ nie sposób dosłownie przełożyć na scenę energii świata pisanego. Zresztą nie ma potrzeby używania wszystkich wątków. Montaż zastosujemy dynamiczny, niemal filmowy. Jest ogromna ilość scen, które będą się w dynamicznym tempie przez scenę przetaczać.

Wroniec – generał jaki będzie u pana?

- W książce Wroniec ma dziób, skrzydła. U mnie nie będzie jedną postacią, aktorzy grać go będą grupami tematycznymi. Mamy 11 osób obsady, więc nie każdy aktor będzie grał osobną postać. Aktor grający Wrońca gra jednocześnie Bubeka, Pana Podwójnego, Członka. To jest jedna grupa, w której zobaczymy Marka Tatkę. W finale pokaże się najprawdopodobniej w czarnym garniturze, jakoś zdeformowany. Świat „Wrońca” będzie w kolorystyce czarno-biało-szaro-czerwonej. Czerwień to krew, czerń symbolizuję godzinę kruków, godzinę policyjną. Będzie też maszyna-szarzyna, która przerabia ludzi. Składa się z telewizorów, które emitują treści ubezwłasnowolniające ludzi,  zasysa z nich kolory. Świat nie będzie jednak wyłącznie szary, czy biały. Kolory będą, ale incydentalnie. Kolor tutaj jest synonimem wolności, radości. I to mają Pangłowcy, którzy ocalili resztki wolności i cinkciarze, żyjący w innej rzeczywistości pomiędzy światem Wrońca, a marzeniem o niedostępnej Ameryce. Tęsknią za nią, jak się później okazuje także  Milipańci, czyli milicjanci. Ten świat jest bardzo bogaty i zależy mi na tym, by był on przekonujący dla młodego człowieka, który zetknie się z rodzajem baśni, gdzie nie będzie bohaterów ze znanych kreskówek, komiksów, z gier komputerowych.

Ze stanem wojennym wiążą się protest songi bardów „Solidarności”. Usłyszymy je w spektaklu?

- Spektakl będzie wypełniony piosenkami, które nie będą w żaden sposób piosenkami martyrologicznymi. Będą to instrumentacje w stylu lat 80., dokona tego Dominik Strycharski. Będą też dźwięki ze świata kruków, łomot pałowania – wyolbrzymione, wynaturzone przez kompozytora. „Wroniec” to jest niezwykła powieść, mieniący się materiał, z którym warto zmierzyć się w teatrze.

Agnieszka Kołodyńska
Materiały Teatru
16 lutego 2011

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia