Nie da się traktować teatru jak fabryki

Rozmowa z Aleksandrą Gajewską

W przyszłym roku repertuar Rozrywki wzbogaci się o kolejny kultowy tytuł. Długo o tym marzyliśmy i jesteśmy bardzo dumni z tego, że nam się udało pozyskać ten tytuł. To musical „Koty" w reżyserii Jakuba Szydłowskiego, aktualnego dyrektora artystycznego Teatru Muzycznego w Łodzi i w choreografii Jarosława Stańka. Premierę planowano na marzec 2021, ale przesunie się na jesień 2021.

Z Aleksandrą Gajewską – dyrektorką Teatru Rozrywki w Chorzowie – rozmawiają Magdalena Mikrut-Majeranek i Ryszard Klimczak z Dziennika Teatralnego

Dziennik Teatralny: Rok 2020 to trudny czas. Koronawirus zmienił niemal wszystkie sfery naszego życia. Potężne konsekwencje dotknęły nie tylko sektor gospodarki, ale także rozrywki. Pandemia sprawiła, że początkowo pozamykano nas w domach. Z pewnością nie było to łatwe dla artystów, dla których esencją życia jest praca twórcza i występy przed publicznością. Wirus uczył cierpliwości, każąc wymyślać nowe sposoby interakcji z widownią. Jak teatr i artyści odnaleźli się w tej nowej rzeczywistości?

Aleksandra Gajewska - Wszyscy borykali się z wieloma problemami, chociażby finansowymi. Artyści dostali bardzo mocno po kieszeni. Ci pracujący na etatach mają dwuskładnikowe wynagrodzenia: niewielkie pensje podstawowe oraz honoraria, których nie było przez kilka miesięcy. Z kolei artyści, którzy nie mają umów o pracę, byli w koszmarnej sytuacji. Nasi artyści wystąpili o zapomogi rządowe z MKiDN i to one pozwoliły im przetrwać ten trudny czas.
To jednak nie wszystkie bolączki artystów. Moim zdaniem dużo poważniejszym problemem jest kondycja psychiczna artystów, którzy, jak wiadomo, są ludźmi bardzo wrażliwymi. Dla nich taka sytuacja sprawia, że czują się niepotrzebni, mają poczucie straty, uciekającego czasu, braku rozwoju. Cierpią z powodu braku bezpośredniego kontaktu z ludźmi. My lubimy być z ludźmi. Człowiek, który jest artystą zespołowym, nie jest samotnikiem. Ostatnie miesiące były nieprawdopodobnie ciężkie. Internet czy telefon nie zastąpią tego bezpośredniego kontaktu. To, że możemy się teraz spotkać, pogadać i tworzyć razem to jest to, czego najbardziej potrzebowaliśmy. Brakuje nam też kontaktu z widzem. Po drugiej stronie sceny siedzi przecież najważniejszy dla nas człowiek, czyli widz. Jeżeli my go tam nie mamy, to nasza praca nie ma sensu.

To, co pani mówi i jak mówi, świadczy o tym, że dobrze pani zna i rozumie problemy sceny oraz artystów.

- Jestem aktorką od 27 lat....

Dobrze, że pani o tym pamięta będąc dyrektorem i, że to takie dla pani ważne

- Najważniejsze. Nie da się budować zespołu i wspólnoty wokół tego zespołu, bez zrozumienia tego, co czują jego członkowie. Nie da się traktować teatru jak fabryki.

Wydaje się, że dziś kultura ma raczej niski priorytet...

- Też to widzimy. Swoją drogą naturalnym jest, że w takiej sytuacji ludzie przede wszystkim myślą o zabezpieczeniu bytu, rodziny. Rzeczywiście, nasz świat kultury bardzo mocno płaci za tę pandemię. Na początku mieliśmy takie poczucie, że to się nie dzieje naprawdę. Jeszcze rok temu nikt nie pomyślałby, że wszystko może zostać zamknięte, i że nagle świat się zatrzyma, a to się stało. Musiało minąć trochę czasu zanim zaczęliśmy się nie tyle przyzwyczajać do tej sytuacji, co się z nią oswajać, szukać innych możliwości dotarcia do widzów oraz aktywności artystycznych tak, aby nasi artyści mogli się rozwijać a jednocześnie byśy pozostali w kontakcie z widownią. Artysta nie może się wyłączyć na pół roku. Szukaliśmy różnych dróg. Najgorsza w tym wszystkim jest niepewność. Nadal nie wiemy co dalej, co jutro, za tydzień, za miesiąc.
Teraz wszystko dzieje się z dnia na dzień. Przygotowujemy spektakle ze środków zarobionych wcześniej. Do tej pory nie mieliśmy z tym problemu, ponieważ jesteśmy teatrem dobrze zarabiającym, jednak pandemia drastycznie to zmieniła. Dotacja, którą otrzymujemy pokrywa wynagrodzenia, pozwala nam przeżyć natomiast pieniądze na produkcję pochodzą ze środków wypracowanych przez nas, a teraz nie zarabiamy. W tej chwili rusza program ministerialny mający zrefundować stracone przychody teatrów. Mamy nadzieje, że to nam pozwoli stanąć na nogi i myśleć normalnie o przyszłości

Jak artyści radzili sobie z tą sytuacją?

- Różnie. Był taki moment na początku kiedy pomyśleliśmy: a to sobie odpoczniemy przez tydzień. Wytrzymamy. Ale ten tydzień szybko minął, a sytuacja nie zmieniła się. Potem pojawił się ogromny niepokój, ale ta sytuacja wyzwoliła niezwykłą kreatywność. Zaczęliśmy wymyślać co możemy wspólnie tworzyć w sieci, jak znaleźć swoje nowe miejsce, jak być w kontakcie z naszymi widzami. Następnie z wielką pasją realizowaliśmy te pomysły, ale to wszystko nie zastąpi nam kontaktu z widzem i ze sobą. To są rozwiązania tymczasowe, które są ważne, ale nie mogą trwać wiecznie. Dlatego też bardzo się ucieszyliśmy w czerwcu, kiedy okazało się, że możemy wracać do prób. Teraz mamy wielką nadzieję, że od września będziemy mogli w miarę normalnie spotykać się z widzami, ponieważ to jest sens naszego istnienia.

W jaki sposób teatr organizował życie teatralne w okresie zamknięcia instytucji kultury?

- Ratował nas internet. Pozwolił nam na wirtualne spotkania z publicznością. W czasie zamknięcia teatru zrealizowaliśmy kilkadziesiąt innowacyjnych projektów- koncerty online, recitale, tańczyliśmy w sieci z naszymi widzami, czytaliśmy poezję , stworzyliśmy własny #Hot16challenge a także nagraliśmy „Tolerancję" Stanisława Soyki i z jego gościnnym udziałem. Wystąpił niemal cały zespół artystyczny Teatru Rozrywki: zespół aktorski, wokalny, baletowy, orkiestra oraz wyjątkowi goście, a wszystko pod dyrekcją kierownika muzycznego Teatru Rozrywki Mateusza Walacha. Każdy nagrywał swój fragment telefonami komórkowymi w swoich domach. To było olbrzymie wyzwanie dla naszych realizatorów dźwięku i obrazu, którzy zajęli się montażem. To też wielki kapitał na przyszłość. Wiemy, że umiemy i możemy takie rzeczy robić, ale to nie zmienia faktu, że chcemy się spotykać z widzami fizycznie, a nie tylko przez Internet. Gdyby ten kontakt nie był taki ważny, to kino już dawno wyparłoby teatr.

Czy w tym sezonie szykują się jakieś zmiany w zespole?

- Nie dokonaliśmy szczególnie dużych zmian w zespole. Wychodzę z założenia, że w tak trudnym okresie trzeba się trzymać zespołowości. To nie jest czas na zmiany i eksperymenty kadrowe. Trzeba zapewnić ludziom stabilizację, poczucie, że jesteśmy razem.

Teraz, po kilku miesiącach następuje stopniowe „wybudzanie" i powrót do sytuacji sprzed wybuchu pandemii, choć ta nadal trwa. Jak będzie wyglądał postpandemiczny Teatr Rozrywki?

- 17 sierpnia wróciliśmy po urlopie do pracy i rozpoczęliśmy przygotowania do najbliższej premiery, która odbędzie się już 10 września. Przed nami „Zakonnica w przebraniu". Spektakl ten miał zostać zaprezentowany w kwietniu, jednak z uwagi na pandemię musieliśmy go przełożyć na wrzesień i ta premiera musi się odbyć we wrześniu. Często mówimy, że premierę nosi się jak ciążę i ona nie może być przenoszona. Oczywiście zadbamy starannie o bezpieczeństwo widzów. Bardzo się cieszymy, że możemy wrócić do w miarę normalnej pracy.

Czy trudno było pozyskać ten tytuł?

- Na pomysł pozyskania tego tytułu wpadliśmy już na początku mojej kadencji, kiedy zaczęliśmy planować repertuar. Teatr Rozrywki ma tak ugruntowaną pozycję na świecie, że właściwie nie było problemu ze zdobyciem licencji.
Będzie to druga odsłona tego musicalu w Polsce i w przekładzie Jacka Mikołajczyka, czyli to ta sama wersja przekładu , która pojawiła się w Poznaniu. Reżyseruje Michał Znaniecki, a scenografię przygotował Luigi Scoglio. Zagra prawie cały zespół. Po raz pierwszy w roli głównej wystąpi Paulina Magaj, wspaniała młoda artystka. Myślę, że będziecie państwo zachwyceni jej Deloris.
Ale zanim zobaczymy „Zakonnicę w przebraniu", 6 września, na deskach naszego teatru zaprezentuje się Big Band Śląski z gościnnym udziałem Wojciecha Myrczka. To nowy zespół muzyczny Teatru Rozrywki, którego kierownikiem artystycznym jest Profesor Grzegorz Nagórski – wybitny muzyk, kompozytor, pedagog. To nawiązanie do dawnych tradycji Rozrywki. W ten sposób ogłaszamy powrót muzyki jazzowej na najwyższym poziomie w naszym Teatrze.

To doskonała wiadomość. Obecnie nie ma takiego miejsca dla jazzu na Śląsku...

- Nie ma. Z tego, co wiemy to jedyny big band w Polsce, który będzie instytucjonalnym zespołem, ponieważ będzie on przypisany do Teatru Rozrywki. Będzie posiadał własny repertuar. Przymierzamy się także do cyklu koncertów jazzowo-swingowych. Planujemy też koncerty zewnętrzne.

Ile osób będzie wchodziło w jego skład?

- Aż 18 muzyków. Większość z nich to absolwenci Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach.

Co jeszcze pojawi się w repertuarze w tym roku?

- 22 sierpnia o godz. 19:00 odbędzie się transmisja koncertu „Bracka 1981" z udziałem artystów Teatru Rozrywki. Utwory, które nasi artyści zaśpiewają, pochodzą z planowanego na przyszły rok musicalu, opowiadającego o stanie wojennym. W ramach koncertu wykonamy 22 piosenki spółki autorskiej Michał Zabłocki/Grzegorz Turnau - między innymi słynną „Cichoszę", tytułową „Bracką", czy „Naprawdę nie dzieje się nic". Koncert będzie można usłyszeć na kanale YouTube Teatru Rozrywki, ale także w Programie 3 Polskiego Radia.
Z kolei 23 września prawdopodobnie zaprosimy państwa na koncert, który odbędzie się na chorzowskim Rynku. Program składa się z fragmentów recitali, które umieszczaliśmy w Sieci w okresie lockdownu. Zaprezentujemy piosenki francuskie, hity musicali, utwory z lat 20. i 30. XX wieku i wiele innych. Koncert poprowadzą Wioletta Białk i Piotr Brodziński. Będzie to koncert otwarty, podczas którego chcemy się przywitać z widzami, bo bardzo za nimi tęsknimy.
Rozpoczęliśmy też już próby do spektaklu, który będzie miał swoją premierę w listopadzie. To „Dzieła wszystkie Szekspira (w nieco skróconej formie)", czyli prześmieszne przedstawienie adresowane nie tylko do młodzieży, ale to ona będzie bawiła się szczególnie dobrze. Co ciekawe, w Chorzowie pojawi się w innej obsadzie niż zazwyczaj dzieje się to na świecie, ponieważ zamiast 3 panów, wystąpi 2 panów i jedna pani, czyli: Magdalena Wojtacha, Marek Chudziński, Jakub Wróblewski - młodzi, bardzo zdolni aktorzy o ogromnej kreatywności.

Będą nowości?

- W repertuarze pojawi się sporo nowości, ale pożegnamy się też z kilkoma tytułami jak np. z musicalem „Jak odnieść sukces w biznesie, zanadto się nie wysilając". Musimy zwolnić miejsce na nowe projekty, ale i warunki licencyjne określają dopuszczalną liczbę zagranych spektakli. Zawsze zastanawiamy się czy licencje odnawiać czy tworzyć już przestrzeń dla nowości..
Pod koniec września zobaczymy „Hotel Westminster", a w październiku na scenie pojawi się „Cabaret".

A co na małej scenie?

- We wrześniu i w październiku nie uruchomimy małej sceny, ponieważ tam możemy wpuści obecnie zaledwie 50 osób.
Przed nami też koncert Zaduszkowy i Sylwester, a w tym roku będziemy celebrować jubileusz 25-lecia koncertów sylwestrowych. Z tej okazji postanowiliśmy nieco zmienić formułę i zaprosić widzów do współtworzenia playlisty. Na naszej stronie internetowej znajduje się ankieta, w której przedstawiliśmy 400 utworów, granych przez ostatnie 25 lat w Teatrze Rozrywki. Poprosiliśmy widzów, aby wybrali spośród nich 45 ulubionych piosenek. Te, które wybiorą, usłyszą na żywo podczas koncertu.

Czy wszystko odbędzie się w pierwotnie ustalonych terminach?

- Musieliśmy trochę poprzesuwać zaplanowane premiery. 7 października zaplanowaliśmy premierę widowiska muzycznego z tekstami Michała Zabłockiego i muzyką różnych, wybitnych kompozytorów i muzyków – Maćka Maleńczuka, Czesława Mozila, Janusza Radka, Maćka Balcara, Stanisława Soyki i wieli, wielu innych. Usłyszymy piosenki napisane do wierszy Michała Zabłockiego, pochodzących z tomiku poświęconego jego mamie, czyli Alinie Janowskiej. Nazwaliśmy to „Janowska. Synowie Aliny". Pierwotnie premiera miała się odbyć w Dniu Matki, ale z uwagi na pandemię musieliśmy ją przenieść na jesień. W przyszłym roku, 1 czerwca, będziemy mieli polską prapremierę „Pinokia" w reżyserii Magdaleny Piekorz.
Jest jeszcze jedna dobra wiadomość. W przyszłym roku repertuar Rozrywki wzbogaci się o kolejny kultowy tytuł. Długo o tym marzyliśmy i jesteśmy bardzo dumni z tego, że nam się udało pozyskać ten tytuł. To musical „Koty" w reżyserii Jakuba Szydłowskiego, aktualnego dyrektora artystycznego Teatru Muzycznego w Łodzi i w choreografii Jarosława Stańka. Premierę planowano na marzec 2021, ale przesunie się na jesień 2021.

Plany wyglądają imponująco. Teatr Rozrywki organizuje też obecnie audycję dla tancerzy. Kto jest poszukiwany?

- Szukamy tancerzy do naszego zespołu baletowego, a konkretnie panów. Zaznaczę, że nie muszą to być absolwenci szkół baletowych. Warunkiem koniecznym jest talent i miłość do teatru. Zapraszamy serdecznie kandydatów do przesłania CV i do udziału w przesłuchaniu.

A jakie teatr ma artystyczne marzenia?

- Marzeń mamy bardzo wiele, ale część z nich musi zostać nadal w sferze marzeń, ponieważ warunki licencyjne są takie, że żaden teatr w Polsce nie jest w stanie sobie na to pozwolić. Ale wierzymy, że marzenia się spełniają.

Licencje na jakie spektakle są obecnie nie do zdobycia?

- Na przykład „Król Lew" jest obecnie nie do zrobienia w Polsce. Podobnie wygląda sprawa ze „Szkołą rocka". Moim marzeniem jest wystawienie w Chorzowie znakomitego „Hamiltona". Ale muszę państwu powiedzieć, że jest jeszcze jeden tytuł, który nie był grany w Polsce. To stosunkowo świeży spektakl, bo miał swoją premierę na Broadwayu kilka lat temu. Obiecano nam, że będziemy mogli go u siebie zagrać i wszystko wskazuje na to, że premiera odbędzie się niebawem. Nie mogę jednak jeszcze zdradzić tytułu.

Życzymy, żeby tak się stało i dziękujemy za rozmowę!
__

Aleksandra Gajewska - urodzona 9 grudnia 1971. Dyrektor Teatru Rozrywki w Chorzowie. Aktorka i menedżer kultury, związana Teatrem Rozrywki od ponad 25 lat. Debiutowała jeszcze jako nastolatka w „Betlejem Polskim" L. Rydla w reżyserii Marcela Kochańczyka na scenie Teatru Rozrywki. Od 1994 roku jako etatowa aktorka miała okazję wystąpić w wielkich i znaczących musicalach.
Absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach ze specjalnością menedżerską. Od wielu lat zajmuje się zarządzaniem w kulturze i aspektami CSR łączącymi kulturę i przedsiębiorczość. Od 2014 zajmowała się pozyskiwaniem funduszy i PR Teatru Rozrywki jako Pełnomocnik Dyrektora.
Była członkiem Rady Programowej Filharmonii Śląskiej.
Jest laureatką nagrody „Głowa otwarta na teatr" i finalistką ogólnopolskiego plebiscytu „Mistrz mowy polskiej". Przegrała wtedy z Grzegorzem Miecugowem, a jak sama mówi, „z nim przegrać to jak wygrać". Założycielka fundacji wspierającej młodych twórców i innowacyjne inicjatywy teatralne, aktywnie działała również w obszarze inicjatyw prospołecznych i wspierających organizacje pozarządowe. Wykładowca na wydziałach Zarządzania i Kulturoznawstwa WSZOP w Katowicach.

 

Magdalena Mikrut-Majeranek , Ryszard Klimczak
Dziennik Teatralny
22 sierpnia 2020

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...