Nie lubimy naszych ojców, ale...

"Tato" - reż. Małgorzata Bogajewska - Teatr Bagatela w Krakowie

Małgorzata Bogajewska, reżyserując dramat Artura Pałygi „Ojcze nasz", zmieniła jego tytuł, a jednocześnie wykorzystała bogatą oprawę muzyczną dramatu po to, by zachowując niemal niezmieniony przekaz tekstowy, uzyskać zmianę akcentu sensów, które sztuka ze sobą niesie.

Niewyszukana scenografia (Dominika Skaza) przenosi nas do wnętrza mieszkania młodego małżeństwa, gdzie w kuchni, salonie, dziecięcym pokoju rozgrywa się akcja widowiska. Dominującym meblem jest łóżko, na którym spoczywa trup ojca. Stypa towarzysząca ostatniemu z nim pożegnaniu, staje się początkiem retrospektywnych wspomnień Frania (Adam Szarek), przywołującego ciąg wydarzeń od swych narodzin po chorobę ojca i jego powolną śmierć.

Na planie pierwszym, co jakiś czas, pojawia się też stół, przy którym odbywają się rodzinne wydarzenia, spotkania, spory. Skadrowane przez pamięć Frania obrazy z przeszłości układają się w opowieść o postrzeganiu ojca przez syna, ambiwalencji uczuć jakie im towarzyszą: od nienawiści po fascynację, szacunek i chęć sprostania wymaganiom głowy rodziny.

Franio Adama Szarka jest człowiekiem, którego widzimy w podwójnej roli: narratora wydarzeń – opowiadającego o swoich narodzinach, reakcjach matki, swoich uczuciach i przeżyciach związanych z minionymi zdarzeniami. To relacja człowieka dorosłego, biorącego udział w stypie, wchodzącego w relacje z pozostałymi postaciami dramatu, grającego na kontrabasie prowadzącym momentami swego rodzaju muzyczny dialog z wiolonczelą ojca. Ale Franio to także – obok ojca i mamusi – dziecięcy bohater owych wydarzeń, zachowujący sposób mówienia, odczuwania i postrzegania dziecka, którym w czasie ich trwania był.

Zatrzymajmy się chwilę przy postaciach. Na scenie dominują w zasadzie trzy. Tytułowy tato (Marcel Wiercichowski), mamusia (Anna Rokita) i Franio. Między ojcem a synem toczy się dialog na kilku poziomach. Rozmawia dziecko z dorosłym, ale chwilami dochodzi też do głosu dojrzała świadomość Frania naświetlająca tę rodzinną relację z odmiennej perspektywy, wyraźnie sygnalizująca, że nawet śmierć ojca nie uwolni syna od mentalnej zależności z osobowością, która zdominowała jego dziecięcy świat i od której dotąd nie umiał bądź nie chciał się wyzwolić. Adam Szarek z owej podwójnej roli wywiązał się świetnie płynnie przechodząc od infantylnych zachowań i wypowiedzi dziecka do komentarzy, ocen oraz zachowań dorosłego. Widać też różnicę w grze aktora, od momentu, gdy sparaliżowany ojciec przestaje być figurą aktywną, a staje się żywym trupem, nadal wyznaczającym rytm rodzinnego życia, teraz w sposób pasywny. Franio staje się bohaterem milczącym, zamkniętym w sobie. Pojawia się na każde wezwanie matki, ale nie podejmuje dialogu ani z nią, ani z rodzeństwem. Teraz też, podobnie jak na początku sztuki, na plan pierwszy wysuwa się dialog wiolonczeli (ojciec) z kontrabasem (Franio), który interpretować można jako dyskurs dwóch świadomości, wyobrażoną rozmowę, alternatywę dla wyrażenia niewyrażalnego w słowach i gestach przeżycia. Fenomenalna jest także kreacja Anny Rokity. Jej mamusia jest kobietą pełną ekspresji, naładowaną wewnętrzną energią, zakochaną w wojskowym dziewczyną i dojrzałą zaradną panią domu. Pozorność spełnienia w każdej z tych ról ujawnia oprawa muzyczna piosenek, które wykonuje, a których treść wprowadza lekki dysonans między kreowaną przez aktorkę postać a przekaz śpiewnych tekstów i ich głosową interpretację. Spośród tej trójki najbardziej blado wypada Marcel Wiercichowski. W jego interpretacji postać ojca jest w zasadzie jednoznaczna, wyraźnie wpisana w wyobrażenie wojskowego czasu Polski Ludowej. Tymczasem postać ta, między innymi dzięki zachowaniu oryginalnego tekstu dramatu, ale też grze pozostałej dwójki partnerów scenicznych Wiercichowskiego, wcale jednoznaczna nie jest. Niemniej jednak aktor oddać niuansów owej wieloznaczności w swej grze przekonująco i wyraziście nie potrafił. Na tle kreacji Rokity i Szarka jego postać jest jednowymiarowa i bezbarwna.

Reżyserując widowisko na potrzeby teatru Małgorzata Bogajewska dokonała zmian pozornie niewielkich, kosmetycznych niemal, ale uzyskała dzięki nim fenomenalny efekt. Zmiana tytułu, aranżacja muzyczna Bartłomieja Woźniaka oraz świetna interpretacja głosowa piosenek przeplatających tekst dramatu Pałygi sprawiły, że w przedstawieniu dominuje dramat rodzinny i perspektywa jednostkowej intymności oraz międzyludzkich, często trudnych nawet między najbliższymi, relacji. Jednocześnie elementy te wpływają na niejednoznaczność przekazu zderzając kulturowy zakres znaczeniowy pojęć ojciec i tato, generując postać dorosłego narratora, a zarazem komentatora minionych wydarzeń (Franio), wprowadzając do koherentnego przekazu relacji rodzinnych przechowane w pamięci dziecka i mamusi piosenki stanowiące także głos w dyskusji. Przesunięcie akcentu z kontekstu historycznego, w którym osadzony jest dramat Pałygi nie usuwa owego kontekstu całkowicie, sprawia jednak, że sztuka zyskuje bardziej uniwersalny wymiar. Wszak patriarchalne rodziny z problemami dotyczącymi relacji międzypokoleniowych zdarzają się w każdej rzeczywistości historycznej i w każdym czasie. Warto też zauważyć, że dramat zachował tak charakterystyczny dla większości realizacji scenicznych Bagateli rys subtelnego, ale wyraźnego humoru wywołującego na twarzy widza uśmiech.

Dzięki temu sztuka trudna i głęboka zyskuje na wartości właśnie dzięki tej lekkości budując przekonanie, że niezależnie od tego, w jakich czasach żyjemy, o tym, jaka jest jakość naszego życia dla nas samych, my sami decydujemy.

Iwona Pięta
Dziennik Teatralny Kraków
2 sierpnia 2016

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski