Nie taki "Zły"

"Zły" - reż: Jan Buchwald - Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie

Wystawiony w Teatrze Powszechnym spektakl to nie taki "Zły", o jakim myślał Tyrmand. Reżyser postanowił obok powojennej stolicy wypełnionej lekko pulsującym jazzem, kolejkami po pomarańcze i dancingami w Kameralnej postawić Warszawę współczesną, łącząc dawny klimat z nowoczesnymi chwytami narracyjnymi. Takie zestawienie Buchwaldowi nie wyszło. Z drugiej strony, to jednak "nie taki zły" spektakl, o jakim mówi większość krytyków.

Tytułowy Zły przechadza się po żelaznej kładce, umieszczonej nad sceną. Powrócił, by wymierzyć sprawiedliwość swoim niegdysiejszym współpracownikom, a obecnie wrogom. Peerelowski superbohater nie musiał długo szukać okazji, by stawić czoła łotrom warszawskiego półświatka. Filip Merynos, za dnia - Szef Spółdzielni Pracy Woreczek, nocą – stołeczny bandzior, zaplanował wraz z Lową Zylbersztajnem skok na kasę. Wspólnie postanowili wzbogacić się, drukując fałszywe bilety na hit piłkarskiego sezonu:  mecz Polska – Węgry. Wielokrotnie odczytywano to jako nawiązanie do zbliżającego się Euro 2012. Niesłusznie. Jedynie finałowa scena w sposób bardzo pomysłowy i zabawny odnosi do nadchodzącego wydarzenia – warto odczytać ją jako subtelną próbą nawiązania dialogu ze współczesnością, a nie czynić z niej główny temat spektaklu.

Nawiązań do współczesności znaleźć można znacznie więcej. Szukać ich jednak nie należy w samym tekście Tyrmanda – zaadaptowanym na potrzeby spektaklu przez Wojciecha Tomczyka - lecz w nowatorskich rozwiązaniach reżysera. Oprócz rozgrywających się „na zwolnionych obrotach” scen ulicznych bójek, widz ma szansę śledzić porachunki warszawskiego półświatka na wielkim ekranie, znajdującym się w głębi sceny. Pojawiają się na nim krótkie, dobrze zmontowane  migawki, ukazujące walczące ze sobą komiksowe postaci. Taki właśnie jest Zły – z pogranicza realności, stołecznych zakamarków oraz świata osławionych supermenów.

W tytułową rolę wcielił się Grzegorz Falkowski, wzmacniając tym samym szeregi teatralnego zespołu.  Aktor ten - niegdyś współpracujący z takimi teatrami, jak szczeciński Współczesny czy Teatr Wybrzeże w Gdańsku - chyba jako jedyny odnalazł się w trudnej konwencji, zaproponowanej przez reżysera. Spektakl grany jest niezwykle szybko, w sposób wpisujący się w stylistykę komiksu. Częste zmiany scen powodują, że aktorzy nie są w stanie w pełni zagrać swoich ról. Ich postaci giną w nadmiarze teatralnych chwytów i efekciarskich rozwiązań. Pomysły Buchwalda same w sobie wydają się ciekawe, lecz w całości działają na niekorzyść spektaklu oraz samego tekstu Tyrmanda. Można odnieść wrażenie, że na spektakl składają się jedynie chwyty, a nie rzetelna praca reżysera.

„Zły” Tyrmanda to powieść gwarantująca sukces oraz zainteresowanie czytelników: kryminał, realia warszawskiego półświatka, potyczki miłosne, klimat powojennej stolicy, wielki football, pieniądze i peerelowski superbohater – „ostatni sprawiedliwy”. Jan Buchwald zdecydował się przeczytać tę kultową powieść przez pryzmat współczesności, bardzo niekonsekwentnie, gubiąc się w mnogości pomysłów. W rezultacie powstał spektakl bardzo efektowny, szybki (choć trwający 3 godziny), ale pełen niedociągnięć. Ogromna szkoda, że główną ofiarą wykreowanej przez Buchwalda bandy warszawskich chuliganów stał się nikt inny, jak Tyrmand.

Ewa Uniejewska
teatrakcje.pl
22 listopada 2010

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia