Nie takie kwaśne to mleko

"Kwaśne mleko" - reż. Ula Kijak - Teatr Polski w Poznaniu

Czy ktoś z Państwa zastanawiał się kiedyś nad początkiem świata? Tak? Naprawdę?! Och, to miło, to bardzo miło", tymi słowami Teresa Kwiatkowska rozpoczyna spektakl "Kwaśne mleko", a mnie porywa w fenomenalną podróż.

Incydent, który parę dni temu miał miejsce w Warszawie opisywany jest we wszystkich możliwych portalach, pokazywany w wiadomościach, roztrząsany etc. Mowa oczywiście o płonącej tęczy. W żadnym wypadku nie mam zamiaru porównywać tego wandalizmu do pewnej historii, którą zna cała Polska. Mam na myśli historię małej Madzi z Sosnowca. Świat zwariował do tego stopnia, że co chwilę powstające kwejki są z każdym dniem coraz bardziej żenujące. Temat dość poważny, zabójstwo małego dziecka. Niestety przez nas, zwykłych ludzi, zbagatelizowany, wyśmiany i po prostu słaby. Niemniej jednak, absolutnie utalentowana Malina Prześluga (mistrzyni słowa) postanowiła przedstawić nam swój punkt widzenia całej tej przykrej sytuacji.

I punkt jest bardzo prosty i przejrzysty. Jesteśmy nietolerancyjnym społeczeństwem. Jedyne co potrafimy to się awanturować, oceniać, wykrzykiwać obrażające hasła. Czy chociaż przez chwilę ktoś się zastanowił, co kieruje kobietą, która dopuszcza do zabicia własnego dziecka? Nie? No, to przykre.

Oczywiście, to przede wszystkim historia kobiety, która nie chciała mieć dziecka, a musiała. Inspirowana tamtym wydarzeniem, pokazana jest też z perspektywy mamy mamy dziecka i jej mamy czyli potencjalnie rzecz ujmując babci dziecka. Jakimi matkami my kobiety jesteśmy? Jaki dramat odbywa się w głowach kobiet, które zachodzą w niechciane ciąże? To i wiele innych pytań stawia autorka spektaklu.

W tej opowieści przeplatają się także ważne postaci jak: Pierwsza komórka, postać kluczowa, która staje się narratorem opowieści snutej w poznańskiej Malarni. Genialna Teresa Kwiatkowska bawi do łez. Mama Aliny to mistrzowska rola Ewy Szumskiej, która wbiła mnie w fotel swoim talentem. Na wyróżnienie zasługuje także Andrzej Szubski jako Podstawowa Komórka Społeczna, przy którym uśmiechnęłam się kilkakrotnie. Światłość, które zagrał Mariusz Adamski rysuje się bardzo wyraźnie od początku do końca. Mama mamy Małgorzata Peczyńska sprawdziła się, zaś rolę Matki Boskiej Marceli Stańko uważam za kompletnie nietrafną wręcz fatalną. I w końcu świetna rola Aliny (Doroty Kuduk).

A wszystko to za sprawą Uli Kijak reżyserki, która w innowacyjny sposób, bawiąc się słowem, światłem, kostiumem, muzyką (piorunująca, mocna, groźna) wprowadziła mnie w magiczną podróż, gdzie można się uśmiechnąć, ale także zadumać. Nie mam co tu dumać dalej, zachęcam do teatru. A hejterów tej sztuki widać gołym okiem, oraz moim nadwrażliwym uchem "długo tego nie pograją", "jak można taki temat pokazywać w teatrze, w świątyni?".

Sprawę należy zbadać osobiście, do czego państwa mocno namawiam. "Wystarczy dać człowiekowi pistolet. Ryzyko, że zabije, wzrasta sześciokrotnie. Wystarczy zabrać człowiekowi miłość. Wystarczy dać mu strach. Albo odebrać mu strach. Wystarczy, że na chwilę zasłabnie. Wystarczy, że poczuje siłę. Starczy zostawić go samego. Albo wpuścić go w tłum.

Julia Rybicka
fit-steria.blog.pl
16 listopada 2013

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia