Nie zbaczaj ze szlaku

"Pocałunek" - reż. Adam Sajnuk - Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie

Wcale nie jest tak, że spotkanie jej i jego niemal zawsze na scenie przechodzi w banał.

Ger Thijs jak na sceniczną miniaturę zaaplikował nam sporą dawkę symbolicznych odniesień. Przypadkowe spotkanie Kobiety (Marzena Trybała) i Mężczyzny (Krzysztof Tyniec) na ścieżce w rezerwacie przyrody holenderski dramaturg wpisuje w zabawny patchwork rozpoznawalnych motywów. Niby jest łatwo: plątanina ścieżek, oznaczenia szlaków, te dłuższe, krótsze, te łatwe i wyczynowe, jak i te dla ryzykantów. Poza tym jeszcze odniesienia religijne: męka życiowej drogi, no i postać Mężczyzny, kto wie, być może nawet kogoś zesłanego z misją jako anioł stróż. Banalne tekstualne chwyty - powiedzą malkontenci. Niektórzy po takim wstępie rozłożą ręce i na małą scenę warszawskiego Ateneum raczej nie dotrą, jednak od razu przestrzegam: to także świetnie wymierzona dawka rzetelnego teatru, w którym każdy odnajdzie punkty styczne do własnych doświadczeń. Zgoda, bez większego wysiłku, ale za to z dobrym skutkiem. Adam Sajnuk prowadzi spektakl, bawiąc się umownością, na jaką sztuka Thijsa pozwala, choć u autora sceneria wydaje się całkiem realna. Z kolei u młodego reżysera wystarczy redukcja do kilku rozpoznawalnych znaków, które przy takim zabiegu zazwyczaj mocniej krystalizują swoje znaczenia. Jeśli ktoś pamięta fenomenalny "Kompleks Portnoya" w adaptacji i reżyserii Sajnuka oraz Aleksandry Popławskiej sprzed trzech lat, bez trudu rozpozna podobne tropy w budowaniu przestrzeni. W "Pocałunku" trzeba skupić się na tym, co zawieszone pomiędzy słowami, a czasem i sylabami. Postawić na specyficzną semantykę kłamstewek, którymi tych dwoje raczy się na przemian. W staraniach o sens własnego życia ich walka jest całkiem równa. Oboje ugrzęźli w odwiecznym pytaniu: co by było, gdyby życie przerzucić na inny tor i wyrwać się w inne miejsce, z innym celem. Z drugiej strony, rządzi ten sentyment jak wentyl bezpieczeństwa: małżeństwo, rodzina, zakotwiczenie, więc pomarzyć przecież będzie całkiem bezpiecznie. Tyle że Mężczyzna jest sprytniejszy i karty odsłania powoli albo w ogóle nie chce tego zrobić. Gdybym miał komuś wytłumaczyć, jak skonstruować rolę, tak by widza przyszpilić w oczekiwaniu do samego finału i powoli, powoli go drażnić, natychmiast wskazałbym na Tyńca w tej opowieści. Nad wyraz przemyślana postać i nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz oglądałem tego aktora w tak znakomitej formie. Zbyt wielu szans w ostatnich latach nie dostał. Natomiast pytanie, czy do tytułowego zdarzenia w końcu dochodzi, lepiej pozostawić bez odpowiedzi, bo w tej subtelnej rozgrywce trudno być pewnym znaczenia wydawałoby się oczywistych pojęć. W każdym razie jeżeli warto pobłądzić, to na pewno z takim teatrem. Ale tak jak tych dwoje, w życiu lepiej nie.

Przemysław Skrzydelski
Sieci
12 czerwca 2013

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia