Niech coś obiecają

Kłopoty Teatru Andersena w Lublinie

Arkadiusz Klucznik, dyrektor Teatru Andersena [na zdjęciu], mówi o lokalowych kłopotach miejskiej placówki.

Jacek Szydłowski: Co jest nie tak z obecną siedzibą na Starym Mieście?

Arkadiusz Klucznik: Wszystko. W razie zagrożenia tu nawet straż pożarna nie dojedzie. Gmach klasztoru nie jest przystosowany do działalności teatralnej. Przecież nie był budowany z taką myślą. Nie jest nawet przystosowany do potrzeb niepełnosprawnych. Ewentualna przebudowa jest praktycznie niewykonalna. Raz, że to zabytek. Po drugie budynek nie należy do miasta, więc nie możemy finansować jego remontu lub adaptacji.

Miasto zrezygnowało z przejęcia kina Wyzwolenie. To znaczy, że teatr nie będzie miał nowej siedziby. Skończyło się na obietnicach. Nie jest pan zły?

- Formalnie nikt mi niczego nie obiecywał. Wiedziałem o planach przeniesienia teatru do gmachu kina, ale jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że mogą być kłopoty z pieniędzmi. Szkoda, bo ta lokalizacja bardzo by nam odpowiadała. Oglądałem budynek, rozmawiałem z pracownikami. Przeprowadzka do Wyzwolenia to byłby cud. Dla nas byłoby to optymalne miejsce. Widownia w sam raz, do tego miejsce na warsztaty. Z tyłu plac i parking. Dobry dojazd.

A jakaś inna lokalizacja?

- Jest już cała mitologia. Słyszałem o Domu Żołnierza, kinie Kosmos, starej stodowni, Teatrze w Budowie i Domu Kultury Kolejarza. Ostatnie z tych miejsc jest z góry skazane na porażkę. Ono ma służyć ludziom z tej dzielnicy. Chcą tego domu dla siebie i mają rację. Lepszy byłby Teatr w Budowie. Sam nie mogę jednak niczego żądać. Chcę tylko, by wreszcie zapadły jakieś decyzje. Niech miasto coś obieca, a nie wiecznie odkłada sprawę na półkę.

Jacek Szydłowski
Dziennik Wschodni
10 kwietnia 2009

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia