Niedźwiedź, Masza i... Słowik

"Niedźwiedź i Masza czyli gdzie jest moja kasza?" - reż. Michał Tramer - Teatr „Baj Pomorski" w Toruniu

- Lepiej jest z przyjaciółmi, a nie z samym sobą – takie przesłanie płynie z najnowszego toruńskiego spektaklu „Niedźwiedź i Masza, czyli gdzie moja kasza"? Przedstawienie porwało najmłodszą publiczność, a przy okazji również i dorosłych, błyskotliwym humorem, dynamiczną akcją, muzyką oraz muppetami. Spontaniczne reakcje dzieci, komentowanie akcji na scenie oraz ich emocjonalne zaangażowanie są dla realizatorów spektaklu najlepszą oceną.

Ale żeby uzyskać taki efekt, potrzebny jest znakomity reżyser, doświadczony scenarzysta, pomysłowy scenograf, wrażliwy kompozytor, interesująco wykonane lalki oraz doskonali w swym rzemiośle aktorzy.

Ale po kolei. Marta Guśniowska, najlepsza w kraju autorka scenariuszy dla dzieci i młodzieży, stworzyła, osadzoną na wielu kontrastach, parę głównych bohaterów, czyli Niedźwiedzia i Maszę. Konstrukcja akcji prosta i sprawdzona. Dziewczynka zabłądziła w lesie i trafia do chaty Niedźwiedzia. A w niej, trochę z głodu, z ciekawości, a może i z chęci poznania możliwości kulinarnych właściciela, wyjadła mu z garnka kaszę. Jakie tego były konsekwencje? Zdradzać nie można! Dość powiedzieć, że perypetie się mnożą, humor sytuacyjny wprost kipi, a rozmowy pomiędzy Niedźwiedziem a Maszą, na pozór budzące jej strach przed ogromną niedźwiedzią posturą, w rzeczywistości skrzą się dowcipem oraz rosnącą z minuty na minutę – wzajemną sympatią.

Te wszystkie atrybuty tekstu pisanego, reżyser Michał Tramer zamienił w prawdziwą teatralną perełkę. Ujawniając przy tym doskonałe wyczucie proporcji i to zarówno w czasie akcji, jak i w prowadzonych dialogach oraz w piosenkach. Do tego warto dodać znakomity warsztat reżyserski. A widać go było w konstrukcji spektaklu. Reżyser bowiem idealnie wpisał się w muppetową stylistykę stworzoną przez Jima Hensona i nadał jej polski koloryt, nie zapominając o rosyjskim pochodzeniu pary bohaterów. Tak pokierował grą aktorską, że lalki imitując zachowanie ludzi oraz zwierząt, tworzyły autentyczny i specyficzny klimat jak z ulicy Sezamkowej. Te wszystkie reżyserskie rozwiązania sprawiały, że dzieci oglądały ich poczynania z zapartym tchem.

A sprzyjała temu scenografia autorstwa Olgi Ryl-Krystianowskiej. Bardzo funkcjonalna i w dodatku w błyskawiczny sposób zamieniająca dom Niedźwiedzia w las. Warto zwrócić uwagę, że i kolorystyka optująca na szerokiej gamie barw brązowych, beżowych, zielonych tworzy klimat niepewności, lęku, narastającej grozy, ale też sprawia, że elementy tworzące las wywołują wrażenie autentycznej przestrzeni. Również i ciekawie zaprojektowane oraz wykonane kostiumy dla postaci scenicznych mają znaczny udział w tworzeniu jednorodnego kolorytu spektaklu. Same zaś muppety idealnie oddają ich specyfikę, bo łączą w sobie i cechy charakterystyczne dla marionetek oraz dla lalek. Ciekawie został zaprojektowany Niedźwiedź, mała Masza, a także jej dziadkowie i ich niewielki rodzinny domek. Wszystko to świadczy o wyjątkowej wyobraźni plastycznej autorki.

Na wyróżnienie zasługuje też muzyka skomponowana przez Tomasza Giczewskiego. Porywa dzieci swoją dynamiczną linią melodyczną. Wprowadza w nastrój, zapowiada wydarzenia, w sposób wrażliwy odzwierciedla wewnętrzne przeżycia Maszy i dążenia Niedźwiedzia do tego, by została jego przyjaciółką oraz zamieszkała razem z nim.

Ale tak głębokie emocjonalne zaangażowane małych widzów zostało w głównej mierze wywołane grą aktorów lalkarzy! To, co na scenie prezentuje Andrzej Słowik, sytuuje go wśród najlepszych mistrzów sztuki lalkarskiej. Animacja muppetem Niedźwiedziem, w czym wspiera go bardzo skutecznie Krzysztof Grzęda, sprawia, że zacierają się granice pomiędzy teatralną lalką, człowiekiem i zwierzęciem. A do tego modulowanie głosem, jego barwą, natężeniem, wyrażanie mimiką przeżywanych emocji przez sceniczną postać skupia na sobie uwagę dzieci. Wielkie brawa! Podobnie Dominika Miękus animująca Maszę i użyczająca jej głosu. Ileż wyraża zróżnicowanych emocji oraz zdecydowania w realizowaniu swoich zamierzeń.

A ile też charakterystycznych cech Dziadka Maszy oddaje animujący go Krzysztof Grzęda. Aktor ten tchnął w niego wiele humoru i starczej zadziorności. Z kolei Anna Katarzyna Chudek jako Babcia Maszy stworzyła postać pełną ciepła i zaradności.

Przezabawna jest scena kończąca przedstawienie, tak charakterystyczne dla zakończeń muppetowych spektakli. Pragnienie posiadania przyjaciół oraz spędzania z nimi wolnego czasu przybiera skrajną, zabawną w swej wymowie postać „inwazji" Maszy i jej rodziny z ogromną ilością pierogów do domu Niedźwiedzia! I oczywiście przy akompaniamencie szalonej dynamicznej muzyki.

Spektakl ten, oprócz wielu czytelnych przesłań, mówi, że ludzie i zwierzęta mieszkając w różnych środowiskach mogą się ze sobą zaprzyjaźnić, zrobić coś razem – na przykład wspólnie przyrządzać posiłki. Pokazuje, że różnice nie są ważne, że zawsze można znaleźć coś, co na połączy. Tak jak autorzy spektaklu połączyli ze sobą amerykańskie muppety z ulicy Sezamkowej z rosyjską opowieścią o Niedźwiedziu i Maszy oraz z polską wyobraźnią.

PS. A przepis na pierogi z jagodami, według którego wyprodukowała je Masza razem z Niedźwiedziem, warto sprawdzić, ponieważ umieszczony jest w programie. Polecam, bo sama już wypróbowałam! Są naprawdę smaczne! I jeszcze jedno w związku z jagodami. Sceny w lesie, podczas których Zajączek Różowy (Anna Katarzyna Chudek) oraz Zajączek Niebieski (Krzysztof Grzęda) zbierają je i dokładnie inwentaryzują są wypełnione humorem najwyższej klasy!

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Toruń
17 kwietnia 2019
Portrety
Michał Tramer

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia