Nieliczne wyspy szczęścia

"Opowieści..." - reż. Grzegorz Chrapkiewicz - Teatr Studyjny PWSFTv i T

Dobrych intencji Grzegorzowi Chrapkiewiczowi, reżyserowi \'\'Opowieści o zwyczajnym szaleństwie\'\', najnowszego spektaklu dyplomowego adeptów PWSFTviT w Łodzi, odmówić nie można. Aby każdy z młodych aktorów mógł w podobnym stopniu zaprezentować swą wiedzę, talent i umiejętności w budowaniu roli, Chrapkiewicz przeniósł dramat Petra Zelenki na scenę Teatru Studyjnego niemal bez skrótów. Po premierze wiadomym się staje, że dyplomantów broni tylko talent, bo spektakl - rozlatuje się w rękach.

W kozi róg zapędza wszystkich już scenografia. Ściana z kartonowych pudeł, alegorycznie odwołująca się do rzeczywistości, w której żyją bohaterowie sztuki (pomysł w założeniach dość płodny), po kilkuna-stu minutach przestaje pełnić swą rolę i zaczyna \'\'grać\'\' przeciw aktorom. Ci, jak na pokazie mody, wychodzą ku przodowi sceny z prawej lub lewej strony tekturowego monstrum, co jakiś czas chowają do pudeł syfon czy rzeźbę, sami w nich siądą. Mogą je też uderzać \'\'z główki\'\', ustawiać w kolumny, etc., ale choćby nawet na oczach widza zjedli całą tę makulaturę, nie wybrną z reżyserskiej pułapki. W zestawieniu ze scenografią, topornymi pomysłami są telefony wyciągane przez aktorów nie wiadomo skąd (bo bałagan w głowie postaci przekłada się na bałagan w mieszkaniach) i niby-winda z kartonu.

Kolejne sceny reżyser rozdzielił wygaszaniem świateł i trash metalowymi wstawkami, lecz dopiero po trzeciej orientujemy się, że to sygnały imprezy u sąsiadów. Tyle inscenizacji. Wadą tego przekładańca jest nie tyle jego długość (ponad dwie godziny), co monotonia. W finale nie wiemy już czy, a jeśli tak to co, łączy Janę i Piotra, i po co ten nieszczęśnik wysyła się w skrzyni pocztą lotniczą.

Młodym aktorom pozostaje siedzieć i grać emocjami. Udowodnili, iż potrafią je reprezentować, choć czasem nie wiadomo na skutek czego powstają. Mimo reżyserskiej wierności Zelence, okazję do zaprezentowania siebie ma tak naprawdę tylko kilkoro z dyplomantów. To oni, na tyle, na ile mogą, ratują spektakl.

Warto docenić przede wszystkim Bartłomieja Błaszczyńskiego (Piotr). Jako jedyny w tej groteskowej formule płynnie i bez zgrzytów potrafi oddać całą gamę uczuć. Z przyjemnością ogląda się grę Krystiana Modzelewskiego (Ojciec) i Daniela Misiewicza (Mucha), jeśli przywyknąć do ekspresyjnej maniery tego ostatniego. Dzięki nim obcujemy z ludźmi z krwi i kości. Niezły duet tworzą Julia Rybakowska i Konrad Michalak (Alicja i Jerzy), z popisowo zagraną sceną symulowanej kłótni.

Niestety, jedną z kluczowych dla sztuki Zelenki kwestii - o pragnieniu szaleństwa, które jako jedyne w szalonym świecie daje prawdziwą wolność- Michalak całkowicie \'\'pali\'\', gdy wpada w sztuczny, mentorski ton. Sztywno i sztampowo grają Joanna Osyda (Jana) i Aleksandra Derda (Matka). Pierwsza przygotowała swą rolę powierzchownie, druga nakreśliła tak grubo, że zabrakło miejsca na światłocienie. Obie są jednakowo niewiarygodne. Podobnie jak Piotr Bułka jako Alesz i Janusz Komorowski (Szef, Mężczyzna, Żołnierz, Listonosz). Derda w scenie z Błaszczyńskim nie potrafi uciec od zasady \'\'ja potrafię głośniej\'\'. Niewiele może pokazać Magdalena Woźniak (Sylwia).

Parafrazując tekst dramatu, z \'\'Opowieści...\'\' w \'\'Studyjnym\'\' pozostają dla widza nieliczne wyspy szczęścia. A to, jak na spektakl dyplomowy, trochę mało.

Łukasz Kaczyński
Polska Dziennik Łodzki
23 marca 2011

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...