Nieposkromiony nonkonformista sztuki

To, co wyróżniało Schaeffera, to swoboda operowania na płaszczyznach kilku form artystycznego wyrazu

W poniedziałek, niespełna miesiąc po swoich 90. urodzinach, zmarł w Salzburgu Bogusław Schaeffer. Ten niesztampowy, unikający utartych szlaków kompozytor był autorem 17 książek, 650 prac graficznych, 550 kompozycji muzycznych i 44 dramatów.

Dzisiaj o takich ludziach mówimy, że to osoby przesiąknięte kulturą na wskroś. To, co wyróżniało Schaeffera, to swoboda operowania na płaszczyznach kilku form artystycznego wyrazu i - co chyba najważniejsze - umiejętność ich scalania i przenikania się. Dla muzyków kompozytor, dla aktorów dramatopisarz, a dla teoretyków kultury i estetyki - nonkonformista chadzający swoimi drogami.

Co prawda pierwsze skojarzenie zmierza zawsze ku pojmowaniu Schaeffera jako kompozytora, to jednak jego dorobek dramaturgiczny - a warto wspomnieć choćby "Audiencje", "Kwartet dla czterech aktorów", "Próby", "Tutam" czy słynny "Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego", koronny w scenicznym dorobku Jana Peszka, który wykonywał go przez cztery dekady - to spuścizna, która być może za kilkadziesiąt lat wpisze go w leksykony teatru.

Swój bardzo osobisty ogląd świata zapewne zawdzięczał znacznie szerszemu wykształceniu, niż się powszechnie uznaje. Był on doktorem filozofii, wybornym grafikiem, jego wiedzy i dorobku w zakresie teorii i krytyki muzycznej nie sposób przecenić. "Nowa muzyka. Problemy współczesnej techniki kompozytorskiej" z 1958 r. to do dzisiaj dzieło fundamentalne w tym zakresie, a opublikowane w 1976 r. "Introduction to Composition" to ewenement w całej literaturze przedmiotu o skali światowej.

Nic dziwnego, że przy takim wykraczającym daleko poza horyzonty percepcji i artystycznej wizji oglądzie sztuki wolnej od barier i sztucznych konwenansów jego dzieło zawsze budziło kontrowersje. To także sprawiło, że wystawiał i wykonywał swoje dzieła na całym świecie.

- Na recitalu dyplomowym w bydgoskim liceum muzycznym podjąłem decyzję, żeby wykonać jego "Konstrukcje na wibrafon solo" - wspomina Piotr Iwicki, muzyk i publicysta. - Najbardziej pamiętam przerażenie w oczach mojego nauczyciela, potem kolejnych i kolejnych. Ale postawiłem na swoim. Kiedy po latach opowiedziałem o tym Mistrzowi, powiedział, że mam w sobie duszę kaskadera albo jestem wariatem. Mnie ujęła w tym miniaturowym dziele absolutna negacja konwenansów, zaprzeczenie temu, jak instrument traktuje się w sposób tradycyjny. Co prawda największą frajdę ma się, wykonując takie dzieła, ale zawsze intrygujący jest aspekt teatralności jego propozycji. Dla mnie najważniejsze jest to, że Schaeffer szokował, ale nie tylko dla samego szoku. On łamał granice, pokazywał nowe kontynenty - opowiada Iwicki.

Cóż, choć Polska ma wielu znakomitych kompozytorów, w tym licznych aspirujących do miana innowatorów, kolejnego Schaeffera na horyzoncie nie widać.

(eRT)
Gazeta Polska codziennie
8 lipca 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia