Niespodzianka dla Szekspira

„Romeo i Julia" - chor. Rudolf Nurujew - Opera national de Paris - Multikino

Każdy z nas chciałby przeżyć tę wyśnioną miłość rodem z baśni, z dozą dreszczu, namiętności i ryzyka. Poszukujemy uczucia, które było by ekscytującą ucieczką od przyziemnej rzeczywistości.

William Shakespeare piszcząc utwór „Romeo i Julia" zapewne nie spodziewał się, że tekst ten stanie się ponadczasową historią tragicznej miłości. Zapewne wiele było prób tych udanych i tych nie udanych urzeczywistnienia tej sztuki. „Romeo i Julię" w choreografii Rudolfa Nurujewa w wykonaniu tancerzy Opery Paryskiej zdecydowanie należy zaliczyć do tych udanych.

Na ten werdykt złożyło się wiele składowych, które połączone utworzyły coś wyjątkowego.

Zacznę więc od elementu bez istnienia, którego wątpię, że widownia wychodziła by ze spełnieniem. Otóż jest to scenografia, to ona wprowadza widza w świat przedstawiony.

Tu przenosimy się do renesansowej Werony na słoneczny plac, także do pałacu Capulettich na wystawny bal, na romantyczny balkon i w końcu na łoże śmierci kochanków. Za tę bajeczną oprawę scenograficzną odpowiadają Ezia Frigerio i Maura Pagano, które również stworzyły kostiumy. Ten element także zasługuje na chwilę uwagi ponieważ każdy szczegół kostiumów był dopracowany. Od statystów przez corps de ballet do solistów, to dzięki nim role tancerzy stały się jeszcze bardziej bajeczne.

Akt I rozpoczyna się z wyjściem trzech tajemniczych postaci, które wprowadzają nas w świat Romea i Julii. Pogrzebowy korowód prowadzi do wyjścia na scenę Romea, w którego rolę wciela się Mathias Heymann. Romeo w pierwszym akcie jest śmiałym chłopakiem, który próbuje uwieść jedną z żeńskich postaci wykonując cudowne pas de quatre. Zachwycająco wykonują szybkie skoki, które nadają młodzieńczego charakteru postaci. Następnie na scenę dołącza zespół baletowy jako dworzanie rodu Montekich, który na werońskim placu tańczy stylizowany taniec renesansowy. Z biegiem akcji na scenę dołącza wrogi ród Capuletów. Rozpoczyna się wówczas konflikt dwóch, już sobie niechętnych rodów. Taniec w pewnym momencie schodzi na drugi plan i wyłania się komediowa pantomima. Prześmiewcza, bogata w gesty i z charakterystycznym dla francuzów poczuciem humoru. Wszystko ma charakter komediowy, konflikt między dwoma rodzinami za pomocą owej sceny wydaje się błahy jednak poprzez tę pantomimę tancerze wprowadzają nas do świata na scenie. Wcześniej poznaliśmy już Romea więc po scenie na włoskim placu płynnie przenosimy się do rezydencji Capuletów, gdzie poznajemy Julię, tańczącą przez Myriam Ould - Braham. Julia jest jeszcze nieśmiała, pełna dziewczęcego uroku. Rodzina jej planuje bal na którym to ma zadebiutować i tam zapoznać się z księciem, który ma zostać jej małżonkiem ówcześnie wybranym przez rodziców.

Z niecierpliwością czekałam na moment w którym to główni bohaterowie mięli się spotkać i przyszedł ten czas na planowanym balu, gdzie pod przebraniem przybywa Romeo wraz z przyjaciółmi. Ich nieśmiałe spojrzenia odnalazły się w zgiełku balu, z początku niepewne ale jednak z domieszką ciekawości. To poznanie było pełne młodzieńczej pierwszej miłości dopełnioną lekkim tańcem. To był jedynie początek ich burzliwej miłości. Bal skończył się w chwili gdy Tybalt odkrył, że Romeo przybył na bal. Następnie przyszedł czas na scenę kończącą akt I czyli scenę balkonową, która zdecydowanie była momentem najbardziej zapadającym w pamięć. W środku nocy na balkonie domu Capulettich odgrywa się bajkowe pas de deux Romea i Julii, które idealnie odzwierciedla stan zakochania. Poprzez intensywność choreografii wyraźnie dało się odczuć gonitwę młodzieńczych pragnień. Cała realność tych emocji nie udałaby się gdyby nie więź i potocznie mówiąc chemia, którą mięli. Dzięki temu mimo powszechnie znanego zakończenia tej sztuki, widzowie mogli zapomnieć, że dzieło kończy się tragedią. Myślę, że nie przesadziłabym ze stwierdzeniem, że scena balkonowa mogłaby być fragmentem disneyowskiej bajkowej produkcji.

Akt II nie jest już komedią romantyczną lecz dramatem. To tu znów spotykamy się z Romeem i Julią po raz ostatni przed śmiercią. Tym razem pas de deux głównych bohaterów jest intymnym spotkaniem nowożeńców, pełnym tęsknoty i cielesności. To także w tym akcie ginie Merkucjo z rąk Tybalta. Nurujew postanowił wprowadzić tu ciekawy zabieg psychologiczny. Merkucjo ginie w zgiełku gniewnych ludzi, którzy nigdy nie dopuścili do siebie myśli, że ktoś może zginąć. Dlatego też gdy Merkucjo wychodzi śmiertelnie raniony z pojedynku na scenie rozbrzmiewa wesoła muzyka, wszyscy śmieją się z tego, że chłopak zapewne udaje ból, ponieważ wcześniej w tego rodzaju konfliktach nic podobnego nie miało miejsca. Było to przerażające jak te dwa rody przyzwyczajone do konfliktu, do wiecznych bójek nie biorą na poważnie śmierci Merkucja. Dopiero po odtańczonym tańcu i odbytych żartach z rannego, zdano sobie sprawę, że to już nie jest długoletni konflikt z powodu błahostki. Wtedy to też Romeo zabija Tybalta w złości i zemście. Tak kończy się akt II.

Akt III jest tragedią dwóch kochanków. Akt ten rozpoczyna Julia, która za wszelką cenę chce wyrwać się ze scenariusza, który napisali jej rodzice. Jedyną jej szansą na szczęście jest zażycie trucizny podanej przez Ojca Laurentego. Bardzo podobała mi się zmiana Julii od niewinnie dziewczęcej do odważnej kobiety, która bierze los w swoje ręce. Jedynym wyjściem z tej tragicznej sytuacji jest integracja ze śmiercią. Widz czuje tylko współczucie i głęboki smutek. Nadchodzi także pytanie czy była to rozsądna decyzja skoro doprowadziła do śmierci aż trzech osób? W wariacji widać wielowarstwowość postaci Julii, pojawia się w niej ból, rozdarcie i chęć ucieczki od wszelkich problemów a w tym wszystkim przebija się dziecięca postać, która nie chce jeszcze dorastać. W końcowym pas de deux kiedy to Romeo spotyka śpiącą Julię bije wielki smutek, który wciska widza w fotel i sam ma ochotę się uronić parę łez. W choreografii pojawiają się elementy z wspólnego tańca kochanków na balkonie, co jest przejawem wspominania świetności ich miłości. Z desperacji Romeo postanawia wypić truciznę i dołączyć do Julii, wszystko odegrane było przez Mathiasa Heymanna, który pozostawił wrażenie realności. Następnie budzi się Julia i w szaleńczym tańcu u boku ukochanego wbija w siebie sztylet.

Historia ta została przestawiona bez pomocy słów tylko za pomocą ciał, twarzy, scenografii i muzyki. Hołd należy się Sergiejowi Prokofiewowi, który stworzył de facto narrację do baletu, prowadził za rękę akcję i odpowiadał za charakter i intensywność emocji. Idealnie zgrał się geniusz Nurujewa z Prokofiewem.

Spektakl ten sprawił, że każdy oglądający został wciągnięty w Shakespeareowski dramat odnajdując w postaciach siebie i utwierdzając się w przekonaniu, że utwór ten nie jest tylko opowieścią o dramatycznej miłości a odnajdowaniu drogi, czasem trudnej drogi do szczęścia.

Zofia Nowak
Dziennik Teatralny Poznań
28 kwietnia 2022
Portrety
Rudolf Nurujew

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia