Niewesołe jest życie staruszka

„Krzesła" - reż. Piotr Cieplak- Teatr Polonia w Warszawie

Piotr Cieplak wraz z Ewą Szykulską i Leonem Charewiczem (Stara i Stary) stworzyli niepowtarzalny portret małżeństwa w jesieni życia. „Krzesła" to manifest życia i śmierci.

Oglądanie Ewy Szykulskiej i Leona Charewicza razem na scenie to sama przyjemność. „Krzesła" są idealnym przykładem spektaklu, w którym aktorzy dosłownie przejmują scenę, żeby potem stworzyć na niej widowisko, jakiego widzowie się nie spodziewali. Gdy rozpoczyna się akcja sztuki autorstwa Eugene Ionesco w przekładzie Jana Kosińskiego poznajemy bohaterów, małżeństwo z 75-letnim stażem. Semiramida oraz jej mąż, spędzają ostatnie chwile życia na bezludnej wyspie otoczonej morzem. Drewniane drzwi i oczywiście krzesła. Wnętrze oraz kostiumy to minimalizm w najczystszej formie, pozwalający skupić uwagę na akcji. W oddali słychać wzburzone fale, do domu wkrada się mgła o morskim kolorze. Gdy do domu przychodzą goście po wnętrzu niesie się głośny dzwonek do drzwi i pukanie.Realizatorzy światła oraz dźwięku (Rafał Piotrowski, Tatiana Czabańska) stworzyli atmosferę niczym z filmu „The Lighthouse" w reż. Roberta Eggersa nagrodzonego m.in. w Cannes.

Dialog pomiędzy Starcami to mieszanka skrajnych emocji i wspomnień. Semiramida przekonuje męża, o jego ponadprzeciętnych zdolnościach. Mówi, że mógłby zostać naczelnym marszałkiem, że otrzymał posłannictwo. Po chwili pochwały zmieniają się w lawinę wyrzutów i żalu. Koteczka - bo tak nazywa go żona - irytują morały żony. Kłótnie z kolegami, zawód, zmarnowany potencjał, niespełnione cele i marzenia. Na każdy zarzut mąż ma gotowe wytłumaczenie. To jedyny sposób żeby uratować honor. W końcu trudno jest się przyznać do porażki na skalę całego życia.

Część rozmowy między małżonkami ma charakter retrospekcyjny. Mąż początkowo ma dość przywoływania tych samych wspólnych wspomnień. Jednak paradoksalnie sięgając coraz głębiej w pamięć przeżywa razem z ukochaną na nowo chwile radości i smutku. Codziennie wspólnie wracają myślami do lat młodości, chociaż ich obraz coraz bardziej spowija mgła, tak jak otoczoną morzem posiadłość.

W ostatnim dniu życia, podążając za warhol'ową myślą, Stary chce „wykorzystać swoje 15 minut sławy" - wygłosić swoją filozofię najważniejszym ludziom na ziemi. Zaprasza ich na naradę do swojego domu. Wtedy zaczyna się ciąg coraz dziwniejszych zdarzeń zaburzających równowagę znanego nam świata. Tu można postawić linię oddzielającą normalność od absurdu. Ku zdziwieniu odbiorcy, zaproszeni ludzie są niewidoczni, a zamiast nich pojawiają się jedynie kolejne krzesła. „Goście" stają się pretekstem do upokarzania siebie nawzajem oraz oceny swojego związku. Ostatecznie w kluczowym momencie Stary nie jest w stanie wygłosić swojej przemowy i mówi o klopsikach swojej żony. Starzy odnajdują porozumienie tak, jak przez wspólnie spędzone dekady. W rozmowy z nieistniejącymi ludźmi wplecione zostały subtelne żarty, urozmaicające sztukę.

W tym miejscu chciałabym pochwalić bardzo przemyślany zabieg umieszenia w akcji dodatkowych, fikcyjnych bohaterów, który otwiera główne postacie w konfrontacji z innymi ludźmi. Ważny jest też konsekwentny sposób, w jaki goście są wprowadzani do fabuły. W miarę pojawiania się kolejnych zaproszonych możemy spostrzec inne strony relacji małżeńskiej.

Historia Starej i Starego to tragiczna farsa, mająca w sobie coś z psychoanalizy życia jednostki i relacji dwojga osób jednocześnie niepasujących i pasujących do siebie. Nie dostajemy jednak żadnych gotowych odpowiedzi. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy para się naprawdę kochała. Nie wiem też, czy w obliczu śmierci bohaterowie satysfakcję z przeżytego życia. Czy uznaję to za wadę? Absolutnie nie.

To historia, której nie da się do końca dopowiedzieć. Nawet pomimo wszechobecnego postępu podróż w głąb umysłu człowieka jest wciąż niemożliwa.

Beata Zwierzyńska
Dziennik Teatralny Warszawa
5 sierpnia 2020
Portrety
Piotr Cieplak

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia