Niezbadane koleje ludzkiego losu

"Nie do pary" - reż: A.Olsten - Teatr Współczesny we Wrocławiu

Nie ma przypadków - taką refleksję można by wysnuć po obejrzeniu spektaklu wrocławskiego Teatru Współczesnego "Nie do pary".

Wszystkie wątki łączą się tu ze sobą bardzo spójnie przypominając wielką układankę, w  której po odpowiednim dobraniu elementów ułożymy całość, zaświadczającą o braku przypadkowości pojedynczych części które, wydawać by się mogło początkowo, wcale do siebie nie pasują. Ta przenikliwa wizja ludzkiego losu w reżyserii Agnieszki Olsten, przypomina nam dawne antyczne koncepcje ludzkiego życia w których los, jako niezastąpiony dyrygent, decyduje o każdym najmniejszym dźwięku naszego człowieczego koncertu.

Początkowo słyszymy żywiołowe dźwięki hiszpańskiej muzyki, które wypełniają  całą przestrzeń. W oddali, przy przyciemnionych światłach, kilka par tańczy swój ekstatyczny taniec wyzwalający niesamowitą radość i energię, a także przełamujący bariery zastałego ciała, a potem także duszy, które domagają się czegoś więcej niż tego, co może zaproponować im codzienność. Rzeczywiście już po chwili dwie pary opuszczają parkiet by przenieść się do obskurnego pokoju hotelowego, w którym przyjdzie im podjąć decyzje mogące zmienić całe ich dotychczasowe życie...W pierwszej części przedstawienia poznajemy dwie pary: Leona i Sonię oraz Pete’a i Jane. Ich perypetie zaczynają się w momencie gdy pewnego dnia, każde z nich postanawia nie wrócić po pracy od razu do domu, ale zrelaksować się na moment przy drinku w napotkanym po drodze barze. Okazuje się, że każde z nich spotyka tam kogoś kto może stać się urzeczywistnieniem ich potrzeb, po których spełnienie, świadomie bądź podświadomie, przybyli do tego miejsca. Sonia spotyka więc Pete’a, Jane natomiast Leona. Postanawiają spędzić ze sobą jedną, upojną noc, by odmienić choć na chwilę to, co w ich życiu stało się już rutyną. Jedna tylko z par ostatecznie decyduje się na ten moment zapomnienie lub nazywając to inaczej, zdradę swojego małżonka. Pociąga to oczywiście za sobą szereg kolejnych zdarzeń, które zaczynają się ze sobą coraz bardziej przeplatać tworząc ostatecznie spójną całość.

Spektakl stanowi z pewnością bardzo trafne i ciekawie przedstawione studium ludzkiej osobowości, która to wpływa na wszystkie podejmowane decyzje, a w dalszym efekcie także na wydarzenia. W pokoiku hotelowym spotykają się ze sobą dwie silne i dwie słabsze osobowości. Sonia i Pete, którzy w swoich związkach pełnią rolę dominatorów, w efekcie nie podejmują się tego ostatecznego kroku. Silne przekonywania Soni, przeplatane oczywiście momentami wahań, podziałałyby od razu na niejednego mężczyznę, jednak w tym wypadku nie na Peta’a, który ostatecznie ucina wątek tej historii nie doprowadzając do jej końca. Inaczej jest jednak w drugim przypadku, w którym ani Jane ani Leon nie są ostatecznie na tyle silni, aby powstrzymać się od spełnienia, tak krzywdzących dla drugiej osoby, potrzeb. Bardzo ciekawie przedstawiona historia daje nam pewne wyobrażenie o tych postaciach, już od samego początku. Dwie pary zostają bowiem ukazane jednocześnie w tej samej przestrzeni, tak samo jak relacje, które zaczynają się między nimi tworzyć. Jedynym mankamentem tego momentu przedstawienia jest zbyt małe zróżnicowanie emocjonalne postaci, które chwilami wydają się wszystkie takie same, zatracając swoją odrębność i specyfikę charakteru.

Zarysowane w pierwszej części spektaklu opowieści, przedstawione swoim małżonkom przez Leona i Jane, wypełniają drugą połowę łącząc tym samym wszystkie rozegrane tu wydarzenia. Poza tym bardzo dobitnie potwierdzają postawioną na początku tezę mówiącą, że nie ma przypadków- każda napotkana osoba, każdy moment naszego życia i wszystkie wydarzenia, są ze sobą ściśle powiązane i mają bardzo duże znaczenie, o którego zasadności  z pewnością się przekonamy, jeśli nawet nie teraz to na pewno kiedyś.

Podkreślić  należy, że spójność kompozycji przekłada się z pewnością  na spójność ludzkich wątków przedstawionych nam na scenie. Bardzo dużą rolę odgrywa tu z pewnością scenografia i przestrzeń sceniczna, adekwatna w każdym momencie do rozgrywanych zdarzeń. Przezroczyste pokoje często bez okien, prawie, że papierowe ściany wykonane z siatki na której widnieje obraz dżungli, nasuwają nam od razu różnego rodzaju skojarzenia. Siatka, czyli coś w co jesteśmy uwikłani i zaplątani, coś co spada na nas niespodziewanie i z czego musimy się uwolnić aby przetrwać; dżungla, czyli wielki i brutalny świat, w którym jako małe, samotne istnienia musimy walczyć o każdy dzień; papierowe ściany pokazujące nam, że wszystko rozgrywa się tak na prawdę na wyciągnięcie ręki, bardzo blisko nas samych, prawie tak blisko, że bylibyśmy w stanie podsłuchać i zmienić bieg wydarzeń, a jednak nie jesteśmy w stanie tego zrobić.

Z pewnością spektakl ten jest bardzo interesującym przedsięwzięciem. Bardzo dobre kreacje, prawie że wszystkich bohaterów, przenikliwe studium osobowości ludzkiej, niebanalne przedstawienia historii, które przykuwają uwagę, od początku do samego końca trzymając w napięciu, potrafią zachwycić niejednego widza. Nie ma przypadków i nasza obecność na tym przedstawieniu też z pewnością nie będzie bezpodstawna, bo być może tak jak w spektaklu, pojawienie się w tym danym miejscu i czasie zmieni znacząco bieg wydarzeń w naszym życiu, przekształcając je całkowicie. Miejmy tylko nadzieję, że wszystkie wywołane tym zmiany będą jednak pozytywne.

Magdalena Młynarczyk
Dziennik Teatralny Wrocław
11 stycznia 2010

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...