Nigdy więcej łez

28. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Malta: "No more tears" - reż. Iwo Vedral - Polski Teatr Tańca w Poznaniu

W nowym świecie każdy miał być wolny i zawsze szczęśliwy. Spektakl "No More Tears" Polskiego Teatru Tańca konfrontuje nas z marzeniami z początku lat 90.

Przyzwyczailiśmy się, że podczas Malta Festival możemy wybrać się na przegląd spektakli tanecznych w cyklu "Stary Browar Nowy Taniec na Malcie". W tym roku po raz pierwszy odbył się także przegląd przedstawień Polskiego Teatru Tańca. To dobry pomysł - na koniec czerwca do Poznania przyjeżdżają setki miłośników kultury, więc ci, którzy w sezonie nie mogą sobie pozwolić na wizytę w stolicy Wielkopolski, właśnie wtedy mają szansę nadrobić zaległości.

Polski Teatr Tańca rozpoczął przegląd od premiery "No More Tears". Spektakl kontynuuje pomysł, by z zespołem tanecznym pracował duet: reżyser teatralny i choreograf. Tym razem byli to Iwo Vedral oraz Krystyna "Lama" Szydłowska. Twórcy zabrali widzów do świata lat 90., lat transformacji.

MILIONERKA KONTRA PRL

Na symbol tych czasów wybrano Barbarę Piasecką-Johnson. Jej biografia jest jak z bajki o Kopciuszku, z tym że zamiast poślubnego "żyli długo i szczęśliwie" następuje "żyła długo i z wieloma rozczarowaniami".

Kiedy w 1967 roku z biednej, mieszkającej we Wrocławiu rodziny, wyjechała do Ameryki - miała być kucharką. Szybko okazało się, że nie potrafi gotować, ale znalazła inną pracę - pokojówki w domu Johna Sewarda Johnsona I w New Jersey. Johnson, syn jednego z założycieli firmy Johnson & Johnson, zakochał się w niej i po kilku latach zostali małżeństwem. A Barbara Piasecka w latach 80. - wdową po 40 lat starszym milionerze.

Posiadacze takich fortun zakładają fundacje i przekazują część majątku na cele dobroczynne. I tak się też stało w tej historii. Piasecka-Johnson kupowała obrazy, rozdawała stypendia, a kiedy rozpoczęły się strajki w Stoczni Gdańskiej, natychmiast chciała je wspomóc.

Pod koniec lat 80., zaproszona przez księdza Henryka Jankowskiego, kapelana Solidarności, przyleciała do Gdańska. I tu zaczęły się zgrzyty, które pokazują, że ówczesna Polska nie była gotowa na Barbarę Piasecką-Johnson, jej - jak zapewniała - dobra wola zderzyła się z realiami końca PRL-u. Miała kupić Stocznię Gdańską, ale po miesiącach audytów, ustalania praw i dociekania, z kim właściwie miałaby podpisać umowę kupna, skończyło się na awanturze i wyrzuceniu jej ze stoczni. Potem chciała inwestować w zrujnowany pałac w Pilicy na Dolnym Śląsku - miała tam mieszkać i otworzyć galerię ze swoją kolekcją malarstwa. Wydawało się to prostsze, dostała zgody od polityków, ale kiedy remont był w pełni, zgłosili się spadkobiercy przedwojennych właścicieli i transakcja została zablokowana - sprawa sądowa nie skończyła się do śmierci Piaseckiej-Johnson, przez 20 lat pałac niszczał.

ZŁOTA BOGINI

To tylko dwa wątki jej bogatej biografii, do której nawiązania pojawiają się w spektaklu Polskiego Teatru Tańca - są one wrzucone symbolicznie, bardziej jako sny niż rekonstrukcja zdarzeń. W pierwszej scenie widzimy 14 tancerzy stojących na wprost widzów. Dotykają palcami głowy i masują, jakby myli włosy. Nie jest to szybki gest załatwiający potrzebę higieniczną, ale rytuał, jakim zaczęły przedstawiać go reklamy, w tym także szamponów Johnson & Johnson, które obiecywały, że nie będzie już żadnych łez.

W kolejnych scenach pojawia się wątek religijny. Tancerzy widzimy w ławkach kościelnych; choreografia narasta od małych gestów - żegnania się, przyjmowania komunii, klękania, przesuwania w ławce - w coraz szersze, aż do sceny transowej, jakby religijność przemieniała się w żywioł czy ekstazę.

Grupa oddala się od ławek, ale pozostaje w nich jedna dziewczyna. Wychodzi, stąpając z trudem. Słyszymy wspomnienie jej wizji, którą miała jako nastolatka: "Leżę na łące pośród koniczyny. Koniczyna jest czterolistna. Jestem głodna, jak cała nasza rodzina. I wtedy słyszę głosy, które mówią, że powinnam wyruszyć w świat i kupić wielkie dzieła sztuki, aby próbować pomóc zniewolonej Polsce".

Tancerka wyciąga ręce, a w tle pojawia się napis: "Soli" i kilka chwil później - "darity". Tańczy solo, które ma w sobie rodzaj kruchości i siły, poddania się i przejęcia władzy. Można powiedzieć, że choreografia spektaklu "No More Tears" to choreografia na solistkę i zespół. Paulina Jaksim niejako gra Barbarę Piasecką-Johnson. Staje się słońcem Solidarności, złotą - dosłownie - boginią, która ma zmienić życie wszystkich wokół na równie bogate. Kiedy tańczy z dwoma tancerzami, podnoszą ją oni siedzącą w szpagacie, jakby była obrazem bóstwa. Paulina Jaksim jest w tej roli i dostojna, i porywająca.

Z kolei w scenach zbiorowych jest na pierwszym planie, staje się przywódczynią tego ruchu ku wiecznemu szczęściu na ziemi. Pozostali tancerze wydają się iść za nią jak uczestnicy rytuału, który potrzebuje prostych, powtarzalnych kroków, by wykonać je mogła cała społeczność, co też widzimy na scenie.

PRZEBUDZENIE Z POLSKIEGO SNU

Jednak cytaty z biografii to nie wszystkie widokówki z lat 90. Wzruszająca jest kronika filmowa z otwarcia pierwszego McDonalda, kiedy wstęgę przecina Jacek Kuroń czy fragmenty kazań Jana Pawła II z pielgrzymki do Polski, gdzie na mszy w Poznaniu mówi, żeby jadąc do tych wymarzonych Paryżów, pamiętać o tym, skąd się jest. Zarówno jeden jak i drugi cytat z przeszłości pokazują, że lata 90. były czasem szczytu wiary: wiary w nowy świat, nowe możliwości, nowe bóstwa. Tak jak żarliwe były spotkania z papieżem, takie były też marzenia o dostatku, spełnieniu tego, co przez tyle lat tłumione. Stare, niestety, pozostało myślenie, że nadejdzie ktoś, kto wszystkich zbawi, kto przyniesie spełnienie. I być może zbyt wiele marzeń położono na barkach Barbary Piaseckiej-Johnson.

Spektakl "No More Tears" warto zobaczyć, żeby nostalgicznie przypomnieć sobie tamten czas, ale także zastanowić się, co się stało ze śnionym wtedy polskim snem.

Izabela Szymańska
www.kulturaupodstaw.pl
11 lipca 2018
Portrety
Iwo Vedral

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia