No i co Ty wiesz o wychowywaniu dzieci?

"Tata ma kota (albo Poczytaj mi tato)" - reż. Łukasz Witt-Michałowski - Scena Prapremier InVItro

Centralnie ustawiona statua Kobiety (hybryda Dumnej z czołówki filmów Paramount, Matuszki Rosji Moss filmu i wszech - ostatnio - obecnej Matki Polki Eksperymentatorki, obdarzonej jak zwykle Torbą - Worem...). Prosta modułowa piaskownica rodem z pewnego skandynawskiego hipermarketu modelowego, zestawy zabawek do piasku stamtąd tudzież... Powietrze Sali Czarnej przesycone jest oczekiwaniem, strachem, kompleksami - gdzieś tam się jeszcze czają resztki odwagi, których dotąd nie wypłoszył Największy Sąd i Ta, Której Od Dawna Już Nie Ma...

 Pięciu facetów, pozornie pięć (choć w rzeczywistości na pudy!) historii, oceany walki, determinacji i wątpliwości. Szósty z nich pojawi się pod sam koniec, ale wypowie jedne z najważniejszych fraz na tej scenie... Taka jest rzeczywistość sceniczna najnowszej sztuki Szymona Bogacza "Tata ma kota (albo Poczytaj mi Tato)", którą "na warsztat" wziął Łukasz Witt - Michałowski, szef i siła reżysersko - sprawcza lubelskiej Sceny Prapremier InVitro.

Matka Polka Feministka...

Szymon Bogacz zasadniczo opowiada o tym, o czym wszyscy wiedzą, ale nikt otwarcie nie mówi. Legalistycznie debatuje się nad tym od nie wiem jak długiego czasu - nic z tego nie wynika. Sądy wciąż są stronnicze, ojcowie cierpią i walczą o swe prawa i kompromisy; zaś Dobro Dziecka i Jego Właściwy Rozwój Psycho - Somatyczno - Społeczny to pusty i bezsensowny frazes służący często jako broń egoistycznych matek i sprytnych jurystów. Tak naprawdę w naszym kraju ludzie, którzy przede wszystkim winni mieć na względzie dzieci, je akurat przy stanowieniu prawa do opieki pomijają zupełnie. W Polsce prawa do opieki nad potomstwem i stanowienia o jego wychowaniu, rozwoju i edukacji uzyskuje 4 procent ojców! Dziecko to nie mebel, część majątku, nieruchomość... Choć są i tacy (i nie jest to wbrew pozorom mała grupa!), która tak właśnie traktuje własne potomstwo - jako koronny argument w walce rozwodowej...! Modna jest idea "Projekt Dziecko", do którego przygotować się należy 24-18 miesięcy wcześniej. Faceci są niezbędni, choć coraz częściej ich udział zaczyna się od... badań spermatycznych. Chcieliśmy nowoczesności, no to ją mamy: haraczem jest zdrowie psychiczne, możliwości prokreacji, odporność na stres, kłopoty z samooceną... Kto jednak, kiedy i na jakiej podstawie określił, że tylko i wyłącznie Matka ma monopol na właściwe wychowanie Małego Człowieka, którego jakby nie było powołali do życia i istnienia oboje rodzice (często kosztem wielu prób, trudów oraz starań finansowo - medycznych!)?! W dobie walki o równość, odmieniania słowa "Parytet" przez wszelki możliwe odmiany, przypadki, osoby, okoliczności - toż to jawnie hipokryzją i seksizmem pachnie! Znam kilka rodzin (zmasakrowanych rozwodami długimi, głośnymi i spektakularnymi!), w których naprawdę lepiej byłoby dla dzieci, gdyby zostały, mieszkały i wychowywały się ze swoimi ojcami - Sąd Rodzinny jednak wiedział lepiej...! Nikt nie jest szczęśliwy (no może z jednym wyjątkiem: kilku ex-żon, które mają nieodparte argumenty "w rękawie" i wiedzą jak i kiedy ich użyć...!)... Najlepiej spuentowała to właśnie moja przyszywana siostra : "Wszystko jest kwestią klasy, stylu, wyczucia i intelektu..." No i jak zwykle miała rację - choć barierą nie do przebycia jest także polska matriarchalna mentalność kulturowa - nie ma róży bez kolców...! Gdybyśmy tak poszli po rozum do głowy i ustalili, by w sprawach orzekających o opiece nad dzieckiem i prawie do jego kształcenia i rozwoju orzekało dwoje sędziów - mężczyzna i kobieta? By takie decyzje były częściej wyborem Serca, nie tylko Rozumu, Tradycji i Portfela?! Świat się skończy, cywilizacja upadnie?! Nie, może tak przede wszystkim przybędzie więcej szczęśliwych i bardziej wychowanych młodych ludzi, mających lepsze więzi z rodzicami, silniej i optymistycznie patrzących na życie, świat i rówieśników... Uwierzcie mi, piszę to z pozycji bagażu bolesnych doświadczeń, nie zaś jakiejkolwiek filozofii gender czy inszych wynalazków współczesnej socjopsychologii, o które zaraz zostanę posądzona (zasię ten, kto tak pomyśli - trafi kulą w płot!)...

Pomysł na świetny spektakl

Prostszy niż byście myśleli - choć przy tym bardziej zajmujący i trudniejszy... Łukasz Witt - Michałowski po prostu dobrał pięciu aktorów, których uważnie słuchał, pozwalał grać, mieć pomysły, idee, zajawki... Po prostu on i producentka "Tata ma kota" Monika Stolat zaufali swojej ekipie - niby proste, a dzisiaj już niestety coraz rzadsze na scenach teatralnych... Efekt? Widzowie na przemian wyją, skręcają się i rechoczą ze śmiechu, by za chwilę zamyślić się zbrylantowiwszy sobie oczy łzą samotną... Śmiech miesza się z refleksją, ta czasem z tragikomizmem, by spuentować się gorzką (ale ze wszech miar prawdziwą!) refleksją... Nie wiem kto z tej piątki - Arkadiusz Cyran, Dariusz Jeż, Przemysław Sadowski, Jarosław Tomica czy też Karol Wróblewski - zachwycił bardziej... Na nowo odkryłam naprawdę dawno nie podziwiane pokłady komizmu i montypythonowskiego humoru w Jarosławie Tomicy. Refleksyjny optymizm Dariusza Jeża; lubię podejście do roli tego belmondowskiego wielkoluda, choć dopiero teraz odkryłam jego możliwości. Tupet machismo i smutek rozczarowanego ojca w wersji Przemysława Sadowskiego; fajnie patrzeć na taką miętowo - bazyliową świeżość tekstu podrasowaną lekkim piołuno-pieprzem życia. Pesymistycznie cyniczną gorycz życia Arkadiusza Cyrana i Karola Wróblewskiego podrasowaną lekką tęczą nadziei i wiary - bo pani na M. nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie... Ale tu jest też rodzynek i to nie byle jaki - dziesięć minut Jana Nowickiego jako Autorytetu Od Wszystkiego i Na Każdy Temat! Jak dobrze czasem zdać się na Los, by otrzymać taki prezent jak ta scena - Cacko Cymuś!

No i ten blues - coś w stylu Arthura Crudup - snujący się w tle jak smuga papierosowego dymu, jak wspomnienie po pani.

Anna Rzepa-Wertmann
Teatr dla Was
7 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia