Nonkonformizm reżyserski

"Sonata jesienna" - reż. Ewelina Pietrowiak - Teatr Ateneum w Warszawie

"Sonata jesienna" z Ateneum nie należy do przedstawień, które liczą się dzisiaj na teatralnej giełdzie. Jest z założenia niemodna, daleka od (po)nowoczesności, niczego nie dekonstruuje. I dlatego zasługuje na chwilę uwagi.

Reżyserka tego przedstawienia Ewelina Pietrowiak od niedawna pracuje w teatrze, ma w dorobku bodaj pięć premier, w tym nieźle przyjęte "Pokojówki" Geneta, którymi zainicjowała trwalszą, mam nadzieję, współpracę z Ateneum. Jest za wcześnie, żeby określać jej reżyserski styl czy, nie daj Boże, przypisywać ją do jakichś pokoleń lub grup, choć jest niewątpliwie młoda i sprawia wrażenie zdolnej. Wygląda mi na to, że właściwością Pietrowiak jest niechęć do chodzenia w zbaraniałym stadzie, któremu jego przewodnicy każą beczeć publicystycznie, politycznie i straszliwie rewolucyjnie. 

Tymczasem Pietrowiak rozstawia swój teatr z dala od zgiełku, popadając zresztą w sytuację paradoksalną - wyraźnie interesuje ją teatr literacki, oparty na gruntownej analizie tekstu i zawierzeniu aktorom; kiedyś tego typu teatr tworzył główny nurt, dziś jest zjawiskiem raczej offowym. Z tego punktu widzenia, decydując się na pracę w Ateneum, reżyserka daje w gruncie rzeczy dowód nonkonformizmu. Gdy dwa lata temu szturmówka młodych ludzi kontestujących tradycyjne teatry dramatyczne paliła pod Ateneum nagrobne znicze, Pietrowiak prowadziła tam próby "Pokojówek". To mnie w niej ujmuje.

Zaś co do "Sonaty jesiennej": odważny wybór, zważywszy na to, że Bergman za życia nie pozwalał na teatralne adaptacje swoich scenariuszy filmowych i miał w tym sporo racji. Myślę, że pierwszym zadaniem reżyserki i jej aktorów było pozbycie się w przedstawieniu skojarzeń z filmem. To się, jak sądzę, udało - przez blisko dwie godziny miałem poczucie obcowania z autonomiczną rzeczywistością sceniczną. Pytanie, na ile ta rzeczywistość przekonuje swoją prawdą - pytanie o tyle zasadne, że "Sonata jesienna" wystawiona jest w bardzo szczególnych warunkach Sceny na Dole, niesprzyjających ani reżyserce, ani aktorom. Bardzo szeroki, "panoramiczny", ale za to wąziutki pas gry z mało użyteczną przestrzenią ukrytą w głębi za trzema masywnymi filarami daje niezwykle ograniczone możliwości sytuowania planów gry i dysponowania ruchem postaci. Zarazem aktorzy działają tak blisko widzów, że najmniejsza nieprawda w ich grze urasta do nieprzekonującego fałszu. Rzecz jest napisana na kwartet, ale stoi przecież na duecie protagonistek, matki i córki, które po siedmiu latach niewidzenia rozgrywają niebywale natężony emocjonalnie i psychologicznie seans miłosnej nienawiści i nienawistnej miłości, godny doprawdy Strindberga. Matkę gra Ewa Wiśniewska, córkę - Dorota Landowska (gościnnie). W długiej i kluczowej scenie nocnej psychomachii obie zaangażowały moją uwagę bez reszty. Ale gwoli sprawiedliwości muszę też powiedzieć, że nie w każdym starciu aktorki osiągają taki stopień wiarygodności i prawdy. Mam na myśli zwłaszcza początkowe partie "Sonaty", na premierze jeszcze sztywne i kanciaste. 

W tego typu przedstawieniu trudno jest oszukiwać, tu niczego nie da się zakryć inscenizacją czy reżyserskim pomysłem. Postaci obnażają się psychicznie, dotkliwie, boleśnie i bezlitośnie, tuż przed nosem widzów i jeśli ze swojej bezbronności nie uczynią siły, to ryzykują klęskę. Podoba mi się, że Ewelina Pietrowiak podejmuje z aktorami takie ryzyko. Nawet jeśli rezultat nie jest jeszcze doskonały, to przecież cenne jest to, że w młodej reżyserii pojawia się, a właściwie odnawia wzgardzony styl kameralnego, psychologicznego teatru opartego na słowie odsłaniającym skrywane myśli i tłumione emocje. Taki teatr nie musi być ani staroświecki, ani anachroniczny, jak nie był nim w swoich najlepszych latach Teatr Ateneum. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby przynajmniej niektórzy młodzi reżyserzy, jak Ewelina Pietrowiak, tę świetną tradycję odświeżali i kontynuowali.

Janusz Majcherek
Gazeta Wyborcza Stołeczna
30 listopada 2007

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia