Nowa jakość polskiej animacji

"Zabij to i wyjedź z tego miasta" - reż. Mariusz Wilczyński - Polski Instytut Sztuki Filmowej

Wraz z ponownym otwarciem kin po długim lockdownie pojawiły się przed premierowe pokazy opus magnum Mariusza Wilczyńskiego – „Zabij to i wyjedź z tego miasta", dzieło nad którym pracował 14 lat, które startowało w konkursie głównym w Berlinale w 2020 i otworzyło 20 edycję MFF Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

Wygrało też główną nagrodę na festiwalu filmowym w Gdyni za Najlepszy film, oraz Nagrodę Indywidualną za najlepszy dźwięk (za którą odpowiadał Franciszek Kozłowski).

Mariusz Wilczyński przyznał się, że niczego nie oczekiwał tworząc swoje dotychczasowe, krótkometrażowe animacje. Nie zależało mu na uznaniu na festiwalach filmowych, tworzył niezależnie to co po prostu uznawał za swoją pasję. Od 2006 roku odkrył, że jego dzieła cieszą się prawdziwym zainteresowaniem – zaczął być zapraszany na specjalne pokazy, retrospektywy (w tym nawet w Nowym Jorku), pojawiały się bardzo pozytywne recenzje jego filmów (w tym w „The New York Times"). Mniej więcej też w tym czasie zaczął pracować nad filmem „Zabij to i wyjedź z tego miasta".

Początkowo koncepcja była taka jak zawsze – miał to być kolejny, krótki film animowany. Tym razem dużo bardziej osobisty, będący rozliczeniem się reżyser z jego z rodzicami – czuł, że nie poświęcił im wystarczającej wagi, nie pożegnał się z nimi kiedy odchodzili. Film miał być jego formą spowiedzi, podczas której zwierzałby się ze swoim wspomnień, także sięgających wczesnego dzieciństwa. Chciał w swoim filmie umieścić Irenę Kwiatkowską, która w czasach jego młodości była narratorką ulubionych bajek – one stanowiły inspiracje dla jego twórczości, dlatego chciał koniecznie odnieść się do tego w swoim najnowszym filmie. Wciela się tutaj w postać z bajki, którą główny bohater (grany przez samego Wilczyńskiego) oglądał w dzieciństwie i po latach, niespodziewanie spotyka w pociągu razem z jej mężem. Reżyser zastanawiał się w kogo wcielić się powinien mąż, kto byłby równie inspirującą postacią i padło na samego Andrzeja Wajdę. Na tym etapie projekt do tego stopnia rozrósł się, że postanowił zrobić z tego swój pierwszy, pełnometrażowy film.

List pożegnalny

„Zabij to i wyjedź z tego miasta" jest poniekąd podsumowaniem całej doczasowej twórczości Mariusza Wilczyńskiego. Od dawna w swoich filmach poruszał temat przemijania, starzenia się, śmierci często przeplatając z historią Polski. Tak samo jest i tutaj. Obserwujemy smutny krajobraz postkomunistycznego państwa – starego, zniszczonego, biednego, pogrążonego w melancholii (dokładnie jak bohaterowie filmu). Duch PRL-u cały czas jest obecny, to ważny element filmu, ponieważ też wiąże się z dziecięcymi wspomnieniami reżysera.

Wilczyński umieszcza siebie w roli głównej – obserwujemy tutaj różne sytuacje z różnych etapów życia. Widzimy jego relacje z rodzicami, zarówno w dzieciństwie jak i w dorosłości. To także list pożegnalny dla jednego z jego największych idoli, źródeł inspiracji i przyjaciół, czyli Tadeusza Nalepy. Wilczyński od dziecka fascynował się bluesem i zespołem „Breakout", po latach nawiązał przyjacielską relację z wokalistą, który stworzył muzykę do jego filmu. Sam też poniekąd wystąpił w „Zabij to i wyjedź z tego miasta" – w scenie kończącej, w której widzimy samotnego Mariusza Wilczyńskiego otoczony przez statki na którym znajdują się najważniejsi ludzie w jego życiu, ludzie którzy już zmarli, czyli jego rodzice (jeszcze młodzi, uprawiający miłość), oraz Tadeusz Nalepa śpiewający „Modlitwę"

Piękna brzydota

Reżyser od zawsze posługiwał się bardzo specyficznym stylem rysowania. Wszystkie jego animacje wyglądają jak pośpiesznie zrobione rysunki na kartce zeszytu – są chaotyczne, brudne, teoretycznie brzydkie i mało staranne, ale kryjące w sobie wiele niuansów i symboli. Wilczyński zawsze posługuje się językiem poezji, kieruje się logiką snu – pełno jest w nich przenikających się kadrów, transformacji obiektów, postaci. Podobnie jest i tutaj.

„Zabij to i wyjedź z tego miasta" technicznie jest najbardziej dopracowanym dziełem. Wiele ruchów postaci jest oparta na prawdziwych ludzkich modelach, często widać płynność w poruszaniu się, dostajemy wiele pięknych, skomplikowanych ujęć na panoramę miasta, lub najazdów na postacie.

Jednocześnie Wilczyński ciekawie wykorzystuje swój styl - rysunki nałożone są na tle imitującym kawałek brudnopisu - wszystko jest brudne, pogniecione, zlepione taśmą klejącą. Tworzy to unikatowy styl idealnie współgrający z tonem i tematami, które porusza - czuć ten postkomunizm, wszechogarniającą biedę, smutek i śmierć. Na dodatek Wilczyński wprowadza tutaj sporo cyfrowych efektów, takich jak światło, zjawiska pogodowe - wszystko jednak wykorzystane z należytym umiarem, aby nie zakrywało stylu który tworzył przez 25 lat.

Mariusz Wilczyński posiadał skomplikowany plan na wybór aktorów głosowych. Sam nie do końca potrafi wytłumaczyć swoich decyzji obsadowych, po prostu dobierał tych, którzy najbardziej mu pasowali, albo wobec których miał największy emocjonalny stosunek. Ostatecznie dostaliśmy tutaj legendy polskiej kinematografii. Poza wspomnianym Andrzejem Wajdą, Ireną Kwiatkowską, pojawia się jeszcze Marek Kondrat, Andrzej Chyra, Krystyna Janda, Daniel Olbrychski i wiele więcej. Artyści udzielali się przy procesie tworzenia na przestrzeni 14 lat – część z nich nie dożyła już premiery, odeszła z przyczyn naturalnych, co jeszcze mocniej podkreśla przekaz filmu. Każdy świetnie wywiązał się ze swojej roli, dialogi są bardzo mięsiste, pełne satyry odnoszącej się do polskiej mentalności.

Podsumowanie

Seans „Zabij to i wyjedź z tego miasta" to bardzo ważny film, nie tylko dla reżysera, ale także polskiego kina. Żaden dotychczasowy polski film animowany pełnometrażowy nie był tak osobisty, nie powstawał tak długo, ani nie spotkał się z tak pozytywnym przyjęciem na całym świecie. Jeden z najbardziej prestiżowych dziennikarzy, Peter Bradshow w recenzji do „The Guardian" określił dzieło Mariusza Wilczyńskiego unikatowym, nowym spojrzeniem na animację, filmem który wnosi polską szkołę animacji na nowy poziom.

Michał Nadolle
Dziennik Teatralny Poznań
24 lutego 2021

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...