Nowa obsada opery Brittena nad Bałtykiem

"Gwałt na Lukrecji" - reżyseria: Peter Telihay - Opera Bałtycka

Na scenę Opery Bałtyckiej wrócił ,,Gwałt na Lukrecji" Beniamina Brittena w drugiej obsadzie. Pojawiło się w niej wiele interesujących głosów.

Libretto ,,Gwałtu na Lukrecji", oparte na sztuce André Obeya o tym samym tytule, bogate jest w metafory. Beniamin Britten, pisząc partyturę po zakończeniu II wojny światowej, potraktował je jako swego rodzaju filozoficzną rozprawę na temat granic moralności. Konflikt zbrojny zostaje przedstawiony jako rezultat nieumiejętności oddzielenia dobra od zła. Opera opiewa historię ogarniętego wojną Rzymu w V w p.n.e. w. Ostoją moralności pozostaje jedynie żona jednego z rzymskich wodzów - Lukrecja, która jako jedyna kobieta w Cesarstwie jest wierna mężowi. Ponieważ sama nie chce ulec innym, zostaje zgwałcona przez żołnierza. Węgierski reżyser Peter Telihay stworzył spektakl bogaty w symbolikę. Nowoczesna scenografia i kostiumy, dość niejednolite jakościowo i stylistyczne, utrzymane są głównie biało-czerwono-seledynowej kolorystyce. Biel i czerwień to barwy narodowe Polski i Węgier, seledyn ma symbolizować zdradę. Sączące się z sufitu strugi deszczu utożsamiają nadchodzące oczyszczenie. Na okratowanej scenie pojawia się podłużna sofa, która przesuwa się na szynach, dzieląc akcję na dwa plany. Odtwórczyni roli Lukrecji stoi wielokrotnie podczas przedstawienie stoi z rozchylonymi ramionami na znak krzyża. Po bokach sceny znajdują się reprodukcje ,,Porwania córek Leukippa" Rubensa (malarz namalował zgwałcone kobiety na podobieństwo świętych).

W dziele Brittena, wzorem teatru antycznego pojawia się dwuosobowy chór komentujący akcję, co nadaje operze interesujący wymiar teatralny. Odtwórcy tych roli krążą po scenie i widowni w strojach niewyróżniających ich od publiczności komentując przebieg akcji niczym współcześni korespondenci. Nad wyraz swobodnie czuł się w tej roli Ryszard Minkiewicz. Ekspresywnemu aktorstwu, na które składa się przemyślany w najmniejszych szczegółach ruch, gest i mimika, towarzyszy świetny warsztat wokalny. Równorzędną mu partnerkę stanowiła młoda sopranistka Katharina Jakhelln Semb, wykonująca partię chóru żeńskiego. Norweżka zachwyciła publiczność swoim ciepłym i soczystym sopranem, dynamiczną grą aktorską oraz muzykalnością. Wszelkie bariery techniczne pokonywała z lekkością, nienaganną dykcją i angielszczyzną. Alicja Węgorzewska-Whiskerd, obdarzona pięknym, głębokim mezzosopranem, z pasją wcieliła się w postać Lukrecji. Nie była to jednak kreacja na miarę Janii Vuletic, odtwórczyni roli w pierwszej obsadzie, która śpiewała tak jakby miała być to jej ostatnia rola w życiu. Krzysztof Witkowski, jako Junius i Monika Fedyk-Klimaszewska w roli Bianki wzbudzali podziw siłą głosu. Głęboki bas Adama Palki (Collatinus) i przenikliwy sopran Julii Iwaszkiewicz (Łucja) znane były już publiczności z pierwszej obsady. Jose Maria Florencio pewnie prowadził orkiestrę Operę Bałtyckiej (w kameralnym składzie), uwypuklając wiele niuansów przepięknej partytury Brittena. To utwór, który daje słuchaczowi szansę otwarcia się na coś nowego. Elementy nowoczesności łączą się z odwołaniami do muzyki baroku, urodą melodyki i wysublimowaną harmonią. Spektakl niestety znika z afisza Opery Bałtyckiej do końca sezonu.
(mb)

Katarzyna Chmura
Gazeta Wyborcza Trójmiasto
28 maja 2009

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia