Nowy spektakl, nowe historie, nowe otwarcie

"Historie których nigdy nie opowiedzieliśmy" - Lubelski Teatr Tańca

Bardzo mocnym akcentem trwającego przez ponad tydzień artystycznego "rozruchu" odrestaurowanego Centrum Kultury była sobotnia premiera spektaklu Lubelskiego Teatru Tańca "Historie, których nigdy nie opowiedzieliśmy".Tak zresztą miało być. Twórcy tej realizacji nie kryli, że to właśnie powrót do odnowionego budynku stał się inspiracją do jej powstania.

Deklarowali: Gdy zaczyna się coś nowego, umysł natychmiast tworzy niezwykłe obrazy, złożone z ukrywanych dotąd nadziei, otwierając niejako świat na nowo. Strzępy wspomnień, zranienia, chwile radości, jakieś powidoki osób i miejsc majaczą w głowie. Ale na horyzoncie już nowe kusi, ekscytuje i pociąga. Powyższa deklaracja nie jest z pewnością odkryciem kopernikańskim; to, że nowe ekscytuje, kusi i pociąga jest prawidłowością doskonale znaną i dobrze opisaną. Ale bardzo dobrze się stało, że owo nowe nastąpiło właśnie teraz. Gdyby bowiem zabrakło tego namacalnego (choć w gruncie rzeczy organizacyjnego) impulsu, kto wie, czy spektakl ów by powstał.

A był on - jestem o tym głęboko przekonany - LTT bardzo potrzebny. Oglądając premierowy spektakl "Historii..." już po kilku minutach doznałem uczucia, że na taką realizację oczekiwałem - być może podświadomie- od dłuższego czasu. W ostatnich latach tancerze z LTT zdawali się skupiać na własnych, indywidualnych poszukiwaniach artystycznych. I choć w efekcie owych poszukiwań powstawały spektakle bardzo dobre, to coraz trudniej było znaleźć ich wspólny mianownik. Można było nawet odnieść wrażenie, iż Lubelski Teatr Tańca z pewnej wspólnoty artystycznej przekształca się coraz bardziej w jednostkę organizacyjną. Dlatego konieczne stało się rozpoznanie miejsca, w którym zespół właśnie się znalazł, określenie na nowo wzajemnych relacji i otworzenie perspektywy na przyszłość.

To jednak nie mogło dokonać się automatycznie, samo przez się. Niezbędny był swego rodzaju katalizator; osoba z zewnątrz, która z pewnego dystansu mogłaby spojrzeć na lubelski zespół. Wybór padł na Simone Sandroniego, znakomitego włoskiego choreografa, ibył to strzał w dziesiątkę. Sandroni przede wszystki m doskonale poznał -w trakcie długich i szczerych rozmów -wszystkich artystów LTT. I na takiej podstawie poprowadził z nimi pracę. Stworzył choreografię, w której nie tylko pokazał Beatę Mysiak, Annę Żak, Ryszarda Kalinowskiego i Wojciecha Kapronia takimi, jakich znamy z ich najlepszych spektakli, lecz także stworzył im możliwość pokazania tego, czego jeszcze w ich wykonaniu nie widzieliśmy. A przy tym potrafił cztery indywidualne popisy-bo każda z wykreowanych postaci jest rzeczywiście popisowa - połączyć w fascynującą kreację zbiorową. Nie tylko zresztą choreograficzną. Cała czwórka bowiem świetnie wywiązuje się z zadań

stricte aktorskich, co w teatrze tańca jest rzeczą nadzwyczaj rzadką. Patrzenie na to, co robią na scenie, to czysta przyjemność, od której nie sposób oderwać się nawet na moment.

"Historie, których nigdy nie opowiedzieliśmy" to spektakl wybitny i ważny. Przypominający, czym Lubelski Teatr Tańca zasłużył na miano jednego z najlepszych zespołów w Polsce. A zarazem będący swego rodzaju nowym otwarciem w działalności LTT, który ma do opowiedzenia jeszcze wiele nieopowiedzianych historii.

Andrzej Z. Kowalczyk
Polska Kurier Lubelski
3 października 2013

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia