Nuda w Wenecji

"Kupiec Wenecki", Teatr Współczesny we Wrocławiu/"Interpretacje"

Wiadomo nie od dziś, że niełatwo jest mierzyć się z twórczością Szekspira, gdyż każda inscenizacja wymaga od reżysera przemyślanej wizji inscenizacyjnej, oryginalnej interpretacji tekstu sztuki, świetnego aktorstwa, wyraźnych ról i smakowitej oprawy. W przypadku "Kupca weneckiego" można mówić jedynie o smakowitej oprawie. Środek zaś jest pusty.

Pisząc o owej oprawie na myśli mam nietuzinkowo, estetycznie i bardzo funkcjonalnie zagospodarowaną przestrzeń gry oraz zaskakująco funkcjonalny, ale jednocześnie bardzo wyrazisty minimalizm scenograficzny. Jedyną dekoracją jest ogromna, zmyślnie udrapowana zasłona dookoła sceny, zaś z rekwizytów wystarczają jedynie krzesła i sporadycznie użyta wanna. Takie, a nie inne (nie)zagospodarowanie przestrzeni gry powoduje jej otwarcie i monumentalność, pomniejszone zaś zostają sylwetki aktorów, którzy na tle pokaźnej kotary zdają się być bezsilnymi marionetkami poruszanymi przez nieznaną siłę.  

Właściwie nie wiadomo, który z wątków szekspirowskiego „Kupca...” jest dla reżysera najistotniejszy. Ważne są zarówno napięcia, jakie wywołują żądania Shylocka, ważna jest również figura Porcji jako kobiety wyzwolonej i jej relacje z ukochanym. Jednakże wątki przeplatają się między sobą nie budując intrygującej całości, aktorzy marionetkowo, czasem na nieznośnym krzyku, czasem z irytującą pretensją w głosie wypowiadają swoje kwestie nie stwarzając wiarygodnych relacji i nie przekazując swoich emocji.  

Najlepiej spośród wszystkich wątków wypada konflikt na linii kupiec wenecki kontra lichwiarz żydowski. Sceny poróżnienia obu handlarzy wnoszą do spektaklu odrobinę energii, której brak od początku. Ów żydowsko-chrześcijański zatarg dobrze wybrzmiewa pomiędzy samotnym starym Żydem a bandą młodych wesołków. Różnice akcentują zarówno wiek, zachowanie się, sposób wyrażania się, styl bycia i sposób ubierania się.  

Nie ma w tym spektaklu mało wybrednych gagów, miałkich dowcipów czy niepotrzebnych zabawek rekwizytów. Są „Kupcu weneckim” sceny godne zapamiętania i warte uwagi. Piękną i pełną malarskiej wrażliwości sceną jest pierwsza rozmowa kąpiącego się Antonia z przyjacielem Bassaniem. Równie ciekawe i zaskakujące są chwile, w których znudzona Porcja wylicza wady każdego ze swoich licznych adoratorów – jej dialogowanie przerywają swoiste stopklatki zalotników ukazujących się w wielkich, pluszowych maskach zwierząt na głowach. Mimo wszystko jednak spektakl w powierzchowny sposób traktuje materię dramaturgiczną, nie stawia pytań i nie szuka odpowiedzi. Wadą jest jego powolny rytm, który tylko sporadycznie przełamany zostaje dynamiczniejszym dialogiem, gwałtowniejszą reakcją. Spektakl mija, a w pamięci pozostają nie aktorskie kreacje i reżyserskie pomysły, ale niezwykle efektowna, subtelnie podświetlana pastelowymi reflektorami kotara.

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny Katowice - Gazeta Festiwalowa
12 marca 2009

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...