Nudy na pokładzie

"Pasażerka" Wrocławski Teatr Współczesny

Po premierze "Pasażerki" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym.
Wchodzimy na pokład transatlantyku, na którym z Niemiec Zachodnich, otrząsających się z wojennej klęski dzięki amerykańskiemu planowi Marshalla, popłyniemy do Stanów Zjednoczonych.

Razem z nami na pokładzie znalazło się niemieckie małżeństwo, młody amerykański naukowiec i tytułowa pasażerka z kabiny nr 45. Dramat zaczyna się w momencie, gdy wzrokiem spotykają się dwie panie - pasażerka i zamężna Niemka. Tajemnicza pasażerka okazuje się podobna do więźniarki z Auschwitz, którą maltretowała psychicznie druga kobieta - była esesmanka, dziś chcąca razem z mężem zacząć nowe życie w USA. O jej przeszłości obozowej małżonek nie wie, bo nigdy dotąd o tym nie rozmawiali.

Pomysł dokończenia filmu Andrzeja Munka wydał mi się niezwykle intrygujący. Jednak reżyserka z olbrzymim sztabem współpracowników (adaptatorzy, dramaturdzy, choreografowie itd.) kompletnie sobie z tym nie poradziła. Zamiast oglądać, co się dzieje w psychice byłej esesmanki, jej męża, który służył "tylko" w Wehrmachcie, oraz tytułowej pasażerki, patrzymy z coraz większą irytacją na nieporadne pląsy, efektowną tresurę psa Omara (najlepszy aktor w tym spektaklu) i słuchamy ryku stewarda, który niczym pruski kapral wykrzykuje instrukcję posługiwania się sztućcami (!?). Nie będę zgadywał, że reżyserka chciała, żeby nam się to skojarzyło z obozem koncentracyjnym.

Subtelniej mogłyby to zasugerować nam aktorki grające główne role (Maria Czykwin i Agnieszka Podsiadlik), ale te ograniczają się do powłóczystych spojrzeń, kojarzących się z zu-pełnie innymi kontekstami, albo przemierzania sceny wte i wewte. Kuriozalna zwłaszcza była wędrówka byłej esesmanki po kolejnych pokładach, jak otchłaniach dantejskiego piekła - niewielu widzów odczytało tę, zupełnie niepotrzebną zresztą, analogię.

Kiedy dowiedziałem się, że dokończenia "Pasażerki" Munka na scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego podjęła się Natalia Korczakowska, czułem, że może to się skończyć dla widzów tragicznie. Młoda artystka należy do sporej grupy twórców uważających, że żyjemy w czasach postdramatycznych - według nich tragedia polegająca na budowaniu wewnętrznego portretu bohaterów jest zwietrzała jak otwarte wino. Niestety, to założenie nie sprawdza się wobec kontaktu każdego dzieła literackiego sprzed lat z teatrem. Nowi reformatorzy teatru próbują poprawiać starych mistrzów.

Reżyserka Korczakowska poprawiała nieszczęśliwie na jeleniogórskiej scenie "Elektrę" Eurypidesa, wplatając w grecką tragedię idee francuskiego filozofa Michela Foucaulta. Do swojej wersji "Pasażerki" wprowadziła fragmenty "Boskiej komedii" Dantego i dwóch książek Giorgia Agambena.

Te zabiegi literackie i formalne sprawiają, że dostajemy dwa razy za długie, nudne przedstawienie, które da się streścić trzema, czterema oczywistościami.

Wrocławski Teatr Współczesny, reż. Natalia Korczakowska, premiera 31 stycznia.

Krzysztof Kucharski
POLSKA Gazeta Wrocławska
2 lutego 2009

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia