O cierpieniach matki

"Hekabe" - reż: Karolina Labakhua - Teatr Polski w Warszawie

W warszawskim Teatrze Polskim miało miejsce wydarzenie szczególne - to właśnie na jego deskach, w ciągu około dwóch i pół tysiąca lat od powstania tekstu, dopiero po raz drugi w Polsce wystawiono "Hekabe". Przedstawienie jest wierną realizacją starożytnego dramatu Eurypidesa

Spektakl jest pokazem możliwości aktorskich odtwórczyni tytułowej roli, Jadwigi Jankowskiej-Cieślak, która, cały czas znajduje się na pierwszym planie. Widz wsłuchuje się w jej słowa, obserwuje ruchy i mimikę, zafascynowany kreacją Hekabe, dla której inni aktorzy, scenografia oraz chór są jedynie tłem. Po tym jak była królowa Troi straciła wszystkie swoje dzieci, jedynym jej celem stała się zemsta. To właśnie odpłata za doznane krzywdy i ofiara są motywami przewodnimi spektaklu. Na uwagę zasługuje Paweł Krucz, występujący w roli ducha Polidora, zmarłego syna Hekabe. Grana przez niego postać rozpoczyna przedstawienie poruszającym monologiem, w którym opowiada o swojej historii i fatum, jakie wisi nad matką.

Warto wspomnieć, że spektakl jest reżyserskim debiutem Karoliny Labahua. Należy jej się uznanie za pomysł zachowania reguł tragedii antycznej, zgodnie z którymi na scenie nie mogło przebywać więcej niż trzech aktorów równocześnie, a fabuła miała się stosować do zasady trzech jedności.. Miejsca dla publiczności ustawiono po lewej stronie sceny. Dzięki temu widzowie są blisko wydarzeń, silniej odczuwając nastrój spektaklu. Przedstawiony jest świat boski – Hades, dusze zmarłych, ale również ziemski – ludzkie uczucia takie jak matczyne cierpienie czy chęć zemsty. Prawa strona sceny jest spowita chmurą dymu, symbolizującą Hades. Przebywają tam Polidor, a później także jego siostra, która po tym, jak została stracona, wraca na scenę jako krwawe widmo. Scenę sponad widowni obserwuje chór, który wprowadza złowrogi nastrój, komentuje i ocenia. Niestety, pieśni śpiewane są nierówno, w konsekwencji czego nie można zrozumieć ani słowa. Jedynie zamykający spektakl oryginalny grecki utwór jest dobrze wykonany. Elementem, który podnosi poziom przedstawienia jest muzyka grana na żywo przez niewielką orkiestrę. Cała Scenografia jest bardzo ascetyczna, podobnie jak stroje, na które składają się czarne suknie i łachmany

Odważnym posunięciem było zakończenie spektaklu. Hekabe w czerwonej sukni opuszcza scenę, idąc wolno obok pustych siedzeń na widowni. Odchodzi – nie wiadomo dokąd. Bardzo trafione zakończenie, choć zostało przygotowane inaczej niż w utworze Eurypidesa. Wywiera silne wrażenie i na długo zajmuje myśli. Odbiorca zastanawia się, czy puste krzesła to wszystkie dzieci, które straciła Hekabe, czy może raczej jej samotność w cierpieniu…

Tytułowa Hekabe to symbol nieszczęścia, bólu i rozpaczy, ale także zemsty. Widz obserwuje jak bohaterka dochodzi do granicy bólu, spoza której nie ma już odwrotu. Mimo, że spektakl został zrealizowany w konwencji starożytnej i brak w nim elementów nowoczesności, jego przesłanie jest uniwersalne.

Żaneta Ziółkowska
Dziennik Teatralny Warszawa
13 lutego 2012

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...