O córce i matczyźnie

"Utwór o Matce i Ojczyźnie" - reż: Marcin Liber - Teatr Współczesny w Szczecinie

W szczecińskim "Utworze o matce i ojczyźnie" Marcin Liber wciska się w samo epicentrum polskiej kakofonii, hałasu, który mamy w głowach, kiedy próbujemy zdefiniować swoją przynależność, określić siebie w świecie, który nas nie chce Jak się ustawi dwa lustra naprzeciw siebie, podobno można zobaczyć nieskończoność.

A przynajmniej nieskończoność odbić. W spektaklu Marcina Libera przeglądają się w sobie dwa ekrany z projekcjami wideo umieszczone na przeciwległych ścianach pokoju pisarki, scenicznego wcielenia Bożeny Keff (Beata Zygarlicka), autorki głośnego, nominowanego do Nike "Utworu o matce i ojczyźnie". 

Na ekranach płynie tekst poematu, wyświetlają się tytuły jego kolejnych części. Dyskretnie zostają dodane obrazy kontekstowe: widzimy twarz mężczyzny uczącego golić się brzytwą ojca, tnącego policzki i szyję do krwi. Gdzieś z nicości i bieli wyłazi chór - statystyczni Polacy przebrani w ludowe stroje skandują antysemickie hasła, psioczą na świat i historię. Dwaj esesmani palą papierosy, któryś trzyma okładkę komiksu "Maus". Pośrodku ekranowych złudzeń 40-letnia kobieta odpowiada na pytania niewidzialnej dziennikarki, wyciąga spod dywanu kartki z obywatelskim manifestem, wtyka w ściany biało-czerwone chorągiewki, odczytuje z ustawionego na stole laptopa swoje wściekłe rozliczenie z własną żydowską matką i Polską - macochą. Ekrany, które ograniczają przestrzeń, pokazują jej lęki i podprogowe wizje. Na obu niby te same obrazy, działania, śpiewy, a różnica między nimi jest mniej więcej taka, jakby włączony telewizor z pierwszym programem TVP stał monitor w monitor z odbiornikiem ustawionym na TVN 24. Reżyser znajduje w poemacie Keff zderzenie dwóch nieskończonych przestrzeni: niepojętości żydowskiego losu i aberracji polskiego antysemityzmu. Słucha, jak autorka dokonuje werbalnego matko-bójstwa, jak usiłuje odciąć się od toksycznej kobiety, która przetrwała Holokaust tylko po to, żeby samej zgotować piekło swojej córce. Matka (Irena Jun) staje się oto wcieleniem ojczyzny, chcianej miłości i niechcianego obowiązku. To harpia, wyrzut pamięci, historii, trup, który nie daje żyć. Bohaterka Zygarlickiej musi ją wyszydzić, zabić obecny od wieków w żydowskiej tradycji motyw Szekiny, matki w poniewierce, wędrującej w poniżeniu przez świat w poszukiwaniu swoich dzieci. Keff gra w swoim utworze o wolność, o prawo do nieodpowiadania za cierpienia rodziców, o szansę wyboru własnego losu. Wzgarda i opluwanie matek, ucieczka od materializującego się w relacji rodzicielki i córki mitu Demeter i Kory zostaje zderzona z innym klinczem: jak być Polką i Żydówką w tym samym momencie, gdzie znaleźć miejsce dla siebie w antysemickim społeczeństwie. Najciekawszy w spektaklu Libera jest nagrany na wideo chór, panopticum ludowych przebierańców. Sól tej ziemi i jednocześnie kwintesencja polskich przywar i chorób. Góral, co by zabił Żyda i nawet nie splunął, Łowiczanka, co pamięta Jedwabne, Krakowianki z odebranych żydowskich kamienic. Brak było chyba tylko bractwa kurkowego, no ale oni zagrali ostatnio w innym spektaklu narodowym. Aleksandra Gryka kapitalnie poprowadziła muzycznie szczecińskich aktorów śpiewających bluzgi antysemickie, wyrywających z gardła polską dode-kafonię. Szkoda, że nie mogliśmy ich zobaczyć w żywym planie. Bo zmęczony rodzajowymi banalnymi tonami, w jakie wpadają od czasu do czasu Jun i Zygarlicka, wolałbym, żeby to one wystąpiły z taśmy. Liber zrobił przedstawienie, którego temat i forma przytłaczają żywą tkankę aktorską.

Łukasz Drewniak
Dziennik Gazeta Prawna
4 maja 2010

Książka tygodnia

Banksy
Wydawnictwo ARKADY
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia