O Czarownicy lepiej czytać, niż oglądać

"Malutka czarownica" - reż: L. Wroński - Teatr Groteska w Krakowie

Mam wiele wspomnień związanych z "Malutką Czarownicą" - dobrych i złych. Dobre dotyczą mojej lektury z dzieciństwa. Książkę Otfrieda Preusslera, niezwykle popularnego niemieckiego autora dla dzieci, czytałam w odcinkach w piśmie "Świerszczyk".

Niecierpliwie czekałam na kolejne przygody malutkiej czarownicy, która miała tylko sto dwadzieścia siedem lat, a to - jak na czarownicę - jest naprawdę bardzo mało. 

Po latach poszłam na spektakl w teatrze Groteska z moim czteroletnim wówczas synkiem. Wyszliśmy po piętnastu minutach, ponieważ zaczął przeraźliwie płakać na widok fruwających pod sufitem czarownic. Potem długo nie mogłam namówić go na pójście do teatru. Było to około 18 lat temu. Teraz po raz kolejny obejrzałam spektakl w teatrze Groteska. "Malutką Czarownicę" wyreżyserował Lech Wroński.

Malutka Czarownica mieszka ze swoim gadającym krukiem Abraksasem w zaczarowanym domku w głębi lasu. W Noc Walpurgii wybiera się, mimo stanowczego zakazu starszych czarownic, na Blocksberg, by tam razem z nimi zatańczyć. Niestety, ciotka Rrum-Brum-Trrach odkrywa jej obecność i prowadzi przed oblicze Naj starszej. Za rok będzie mogła wziąć udział w tańcach, ale tylko pod jednym warunkiem - przez ten czas musi stać się naprawdę czarownicą. Zadanie wydaje się realne do spełnienia. Sęk w tym, że Malutka Czarownica rozumie określenie zupełnie inaczej niż jej kuzynki wiedźmy. Jak? Koniec jest naprawdę zaskakujący - pisze w programie reżyser Lech Wroński.

To wszystko prawda, ale zanim dobrnęłam do tego zaskakującego końca, porządnie się wynudziłam. Nudziły się również siedzące obok mnie dzieci, rzadko się śmiały, nie było też mowy o strachu, jaki przed laty był udziałem mojego syna.

Kukły złych czarownic wyglądają jak wyciągnięte z teatralnego magazynu. Dziś oczekiwalibyśmy czegoś mniej dosłownego i bardziej pomysłowego. Jedynie sprzedwca kasztanów jest zabawny i oryginalny. Może to i dobrze, że dziś dzieci nie wychodzą z teatru z płaczem. Ale brak jakichkolwiek emocji jest chyba jeszcze gorszy. Dlatego zamiast iść do teatru, może lepiej sięgnąć po książkę.

Otfried Preussler napisał ją z myślą o swej córce, która bała się ciemności i złych czarownic. Może bajka pomoże przezwyciężyć strachy także dzisiejszym dzieciom. Właśnie ukazało się jej nowe wydanie. "Malutką Czarownicę" przygotowało wydawnictwo "Dwie Siostry", w tłumaczeniu Hanny i Andrzeja Ożogowskich, z ilustracjami Danuty Konwickiej.

Katarzyna Fortuna
Polska Gazeta Krakowska
11 lutego 2010

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia