O magii Sukienki, roli Koloru i Koralinie

Początek sezonu w Teatrze im. Andersena w Lublinie

Lewis Carroll na baletowo, kolorowe kwadraty aktywizujące rozwój, młodopolskie arcydzieło w lalkowej oprawie... Sezon teatralny 2015/2016 w lubelskim Teatrze Andersena zapowiada się naprawdę ciekawie, jest na co czekać.

„(...) Założyliśmy, że każdy może być Alicją(...)"

Pierwsze wieści dotarły do mnie w czerwcu, natychmiast zripostowałam: „W czym ta Alicja będzie? Lalki, maski...?" „Baletowa, w kooperacji z holenderskim teatrem ruchu deStilte z Bredy. Poczekaj, będzie warto..." Uwierzcie mi, naprawdę warto! Czekając, sięgnęłam na okno – tam, gdzie ścieśnione stoją dwa niewielkie tomiki (z okładkami: śliwkową i pomidorową) z charakterystycznym czytelnikowskim logo Delfina i oryginalnymi ilustracjami autorstwa Johna Tenniela. W przedmowie do śliwkowych „Przygód Alicji w Krainie Czarów" Maciej Słomczyński pisał tak:

„(...) Alicja dla dzieci jest opowiastką pełną niezwykłych przygód, zdumiewających bohaterów, zabawnych wierszyków i nagłych zwrotów akcji, zupełnie zrozumiałych i przyjętych w królestwie bajki.

Alicja dla dorosłych jest drugim, obok „Finnegans Wake" Joyce, arcydziełem, którego myślą przewodnią jest analiza umysłu ludzkiego pogrążonego we śnie. (...), język „Alicji" rządzony jest gramatyką snu i rytmem snu: przenikanie, zwalnianie, powtórzenia, nagłe zmiany tempa, monotonia i następujące po niej porwane strzępki widzenia, wszystko to dotyczy w jednakowym stopniu struktury akcji i języka.(...)"

To pierwszy z kluczy, którego użył holenderski reżyser Jack Timmermans do stworzenia adaptacji w lubelskim Teatrze im. Hansa Christiana Andersena. Drugim, o wiele ważniejszym, jest pytanie o samą Alicję: kim jest, jaka jest, o czym marzy, czego się boi, pragnie, co ją cieszy, przeraża, jak wielkie są jej przyjaźń i odwaga...? Nagle dochodzimy do wniosku, że najsłynniejsza na świecie wiktoriańska dziewczynka jest w rzeczywistości... toposem, wyobrażeniem, postacią nas samych śniących (czyli czasowo przebywających poza jakąkolwiek niezakreślaną czasoprzestrzenią)...! Ale jest i trzeci klucz; wróćmy na moment do mojej ulubionej postaci Pana Gąsienicy i do pewnego fragmentu rozmowy...

Język muzyki, ruchu i tańca jest uniwersalny, wprost stworzony dla tego arcydzieła literackiego. Pozwala o wiele pełniej opowiedzieć o złożoności wymiaru, rozmiaru, trwania, czasu, odległości... Jakże często zapominamy, że nim stał się pisarz Lewis Carroll – najpierw narodził się Charles Lutwidge Dodgson, genialny matematyk, filozof, fotograf...!

Co na razie, nim jeszcze kurtyna nie poszła w górę, podoba mi się w tym spektaklu? Umowność pięknej wiktoriańskiej sukienki oraz piękno i praktyczność pozostałych kostiumów projektu Wiktorii „Wiki" Czakon, ascetyzm i wieloznaczność scenografii, muzyka „na żywo"(na którą czekam...)... Hmmm, chyba najbardziej sama idea pokazania świata Kart poprzez ruch i taniec.... Resztę opowiem Wam po premierze 5 września 2015r.

Brzdąc Wózkowicz też Człowiek, do teatru chodzić lubi...!

Zacznijmy od wyjaśnienia, kim jest zasadniczo tajemniczy Brzdąc Wózkowicz...? Otóż do budynku zwanego dumnie Teatr albo przyjeżdża w wózku, albo niesie go Mama lub Tata w chuście lub nosidełku. Czasem to nawet po schodach wejdzie (góra pięciu, po drodze osiem razy się wywróciwszy na kolana!). Z mówieniem u takiego Byta jeszcze słabo, ale ochota i apetyt na Teatr już jest! Właśnie dla takich Grzdaczy płci obojga aktorzy Andersena – Wioletta Tomica, Urszula Pietrzak i Daniel Arbaczewski – wymyślili i zrealizowali trzeci z kolei spektakl w serii „Teatru dla Naj Najów": genialny wprost pomysł wspierania rozwoju motorycznego i emocjonalnego dzieciaków roczno – czteroletnich poprzez teatr. To dla nich na pierwszym piętrze mieści się najbardziej niecodzienna widownia. Wchodzi się tam, zaraz przy wejściu zdejmuje buty, siada po turecku obok Grzdaczy i Psztynucli na bieluśkiej wykładzinie i podlega swoistej metamorfozie! W tym miejscu nawet dorośli czują się jak dzieciaki; złapaliśmy się na tym całą dziennikarską gromadą podczas wtorkowej próby medialnej spektaklu „Pod kolor". Pomysł jest banalnie prosty: scenografia złożona z kolorowych kwadratów, pod wieloma z nich coś jest jeszcze ukryte. Budowanie świata i wyobrażenia o nim poprzez kolory, dźwięki, faktury, kształty – jestem jak najbardziej za! Nauka poprzez zabawę; przecież to same korzyści, a ile przy tym frajdy, nie tylko dla dzieci zresztą Cała trójka grała, w międzyczasie podrzucając nam kolory; zaś my - krytycy, dziennikarze, fotografowie - przez ten kwadrans... cofnęliśmy się na moment do własnego dzieciństwa! Premiera przewidziana jest na 12 września 2015.

Najbardziej krakowski tekst świata...

Od swojej prapremiery miało tyle wystawień, inscenizacji, ekranizacji, że nawet nie będę Szanownego Czytelnika obrażać i zanudzać ilością. Jak dla mnie najbardziej galicyjsko – krakowski dramat świata, który zasadniczo rozgrywa się w Bronowicach. Choć tego dostojnego „lepszego" Krakowa jest tam aż za dużo, za tłoczno, za pełno...! W życiu widziałam pięć inscenizacji „Wesela"Stanisława Wyspiańskiego, choć 19 grudnia 2015 r. na scenie „Andersena" obejrzę pierwszy raz w moim życiu (zdaje się trzecią w dziejach polskiego teatru lalek!) inscenizację lalkową. Tej „teatralnej jazdy kolejką górską bez trzymanki" podejmie się Jakub Roszkowski, w scenografii (świetnie znanej w Lublinie) Słowaczki Evy Farkasovej i z muzyką Michała Siwaka. Ciekawe, zobaczyć ukochaną scenę dialogu Dziennikarza i Stańczyka w wersji lalkowej...? Hej wy tam na Dominikańskiej – macie moje dobre myśli, czekam cierpliwie...!

Anna Rzepa-Wertmann
Dziennik Teatralny Lublin
3 września 2015

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia