O potrzebie przynależności i miłości

"Józef i Maria" - reż. Jan Hussakowski - Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

Józef i Maria – premiera Sceny Propozycji Aktorskich w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu. Ona i on. Samotni, zamknięci w pancerzach swych emocji. Doświadczeni przez życie. Zadziwiające, że w urywanych zdaniach można opowiedzieć je całe, określić się na mapie rodziny, społeczeństwa, poglądów, historii. A do tego wielka potrzeba miłości oraz przynależności do drugiego człowieka.

Dwoje życiowych rozbitków poszukujących miłości, w spektaklu irlandzkiego dramaturga Briana Friela „After Play" w reżyserii Bogdana Michalina z Białostockiego Teatru Lalek, z Sylwią Janowicz-Dobrowolską i Ryszardem Dolińskim, spotyka się przypadkiem w dworcowej restauracji. Z kolei wybitny austriacki dramaturg, Peter Turrini, wybrał na spotkanie podobnych dusz, opustoszałe, tuż po zamknięciu, ogromne centrum handlowe. Tę rozświetloną w grudniowych mrokach świątynię zakupów, znak komercjalizacji świątecznego czasu, uchwyciła Nika Tarnowska na zaprojektowanym afiszu do spektaklu, na którym umieściła dwa czytelne symbole - zapachową choinkę umieszczoną w wózku na zakupy.

I tak, na zapleczu supermarketu dochodzi do spotkania ochroniarza Józefa Pribila oraz sprzątaczki Marii Patzak. A dzień jest szczególny, bo to Wigilia, a i czas także, bo klienci, po dokonaniu ostatnich zakupów, zasiadają właśnie w swych domach do wieczerzy. Lecz dla Marii nie ma miejsca przy stole w domu jej syna, a Józef jest ateistą, a do tego komunistą, czytającym „Prawdę" i świąt nie obchodzi. Z definicji jest taki – socjaldemokrata, śpiewający z zapałem Międzynarodówkę i włoską pieśń socjalistów i komunistów „Bandiera rossa".

A Maria? To była tancerka variete, która w czasie wojny zawędrowała aż do nocnego klubu w albańskiej Tiranie. Zarówno jej życie jak i jego, zdeterminowały czasy, gdy rodził się niemiecki nazizm. Opowiadając swoją historię, Józef przywołuje znaczące daty w historii Europy i świata - rok 1934 i 1935, maj w 1945 roku, zlot młodzieży w Wiedniu w roku 1959. Maria i Józef, są dwiema ludzkimi cząstkami, niczym wyjęte z fabuły trylogii „Stulecie" Kena Folletta, których lata młodości i wieku dojrzałego, zdeterminowały i naznaczyły mechanizmy polityczne oraz ekonomiczne czasów, w których żyli.

Jedno i drugie wiedzie swój własny monolog, przypominając czasy krzywdy, niemożności decydowania o swoim losie, czasy głodu i nadziei na lepsze jutro. Paweł Tchórzelski w roli Józefa, skazanego przez hitlerowców na śmierć, w sposób bardzo oszczędny emocjonalnie opowiada o swoim życiu. Jakby bał się ujawnienia przeżywanych emocji, kiedy wspomina o straszliwym okaleczeniu go przez hitlerowca Stramlera. Józef zdecydowanie oraz ironicznie protestuje przeciwko emeryturom, niewystarczającej opiece zdrowotnej, czy socjalnej...Aktor ten, znakomicie odnajduje się w sytuacji scenicznego Józefa. Z kolei postać Marii uosabia los tysięcy kobiet, które w taki, a nie inny sposób, przetrwały czasy wojny, oddając się mężczyznom. Występująca w tej roli Teresa Stępień-Nowicka subtelnie odkrywa swoje wnętrze, wspominając minione zdarzenia. W sposób bardzo emocjonalny i naturalny oddaje pragnienie Marii o przynależności do drugiego człowieka i niepostrzeżenie zarzuca na Józefa niewidzialną sieć swych pragnień.

I tak, te dwie, odlegle od siebie, konstrukcje osobowościowe, izolujące się od ludzi i świata, zamknięte w swoich życiach, stają się sobie coraz bliższe. A zatańczone przez Marię i Józefa tango, w choreografii Arkadiusza Walesiaka, wyrażało rosnące pomiędzy nimi emocjonalne napięcie. Tango to ważny moment spektaklu, bowiem podczas niego, obydwoje pokonują uczucie niezręczności i nieśmiałości, zdeterminowane przez ich fizyczność. A swoją wieczerzę wigilijną świętują na materacu przyciągniętym przez Marię z marketowego działu.
Cicha noc, święta noc, w której dwie samotne dusze znalazły poczucie przynależności, zaspokoiły swą potrzebę ciepła i bliskości drugiego człowieka. Ich betlejemska stajenka to centrum handlowe, w którym rodzi się szansa na wspólne życie.

Sam spektakl rozgrywa się w foyer na 2 piętrze teatru. Autorka scenografii, Joanna Walisiak zaaranżowała je jako zaplecze socjalne, a poprzez otwarte drzwi, oświetlona widownia imituje przestrzeń supermarketu. Tło emanuje pustką i niczym emblemat oddaje osamotnienie Marii i Józefa. Jan Hussakowski swą reżyserską opieką dowiódł ogromnego wyczucia teatralnej materii. Stworzył obraz dwojga starszych ludzi, chcących odmienić swoje dotychczasowe życie, dla których ważna staje się dusza i potrzeby serca. Poza tym, spektakl posiada dobre tempo. Warto też podkreślić rolę muzyki. Rytmiczne i wyciszone dźwięki perkusji towarzyszyły najbardziej dramatycznym relacjom z życia Marii. W przypadku tego spektaklu nie sposób pominąć Programu, redakcją którego zajęła się Beata Banasik, kierownik literacki teatru. Tak jak Maria i Józef przywołują ze swego życia najważniejsze wydarzenia, i te dobre, i te złe, tak i Beata Banasik umieściła w nim cytaty o potrzebie miłości, strachu przed starością, o samotności, o marzeniach i wspomnieniach. Swoimi przemyśleniami na temat starości i potrzebie miłości, podobnie jak sceniczna para, dzieli się zatem, Jean-Paul Sartre, Ester Vilar, Erich Fromm, Gabriel Garcia Marquez czy Nicholas Sparks.

Po spektaklu, dyrektor Teatru im. Wilama Horzycy, Andrzej Churski złożył Teresie Stępień-Nowickiej życzenia z okazji 40-lecia pracy aktorskiej. Przypomniał jej najważniejsze życiowe role. Do życzeń dołączyli się zaproszeni na spektakl aktorzy, przyjaciele, znajomi oraz wielbiciele jej talentu.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Toruń
15 marca 2018
Portrety
Jan Hussakowski

Książka tygodnia

Wybór poezji
Wydawnictwo Ossolineum
Zbigniew Herbert

Trailer tygodnia

5. Międzynarodowy Fest...
Adolf Weltschek
W tegorocznym programie znalazło się ...