O PRL-u na wesoło, ale z przesłaniem

"Tak wiele przeszliśmy, ..." - reż: Piotr Ratajczak - Teatr Polski w Bielsku-B

W ramach ósmego weekendu Letniego Ogrodu Teatralnego, Teatr Polski z Bielska-Białej zaprezentował przed katowicką publicznością spektakl, pt."Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami" Piotra Ratajczaka. Opowiada o życiu młodych ludzi dorastających w czasach PRL-u i by lepiej zobrazować zmiany jakie zachodzą w tym młodym człowieku dzieli je na części odpowiadające poszczególnym etapom dorastania. Obserwujemy dzieciństwo spędzone w podstawówce, okres buntu w szkole średniej i rok 1989. Tak oto moim oczom ukazało się dzieciństwo moich własnych rodziców

Przedstawienie zaraz wprowadziło widzów w świetny humor za sprawą początkowych  króciutkich opowiadań  z gatunku „jak się żyło dzieciom w PRL-u”. Możemy więc, razem z naszymi rodzicami, powspominać z nostalgią o gumie do żucia Kaczor Donald, o koloniach na Czechosłowacji, o pierwszych miłościach zapoznanych gdzieś na dyskotekach odbywających się w każdy ostatni piątek miesiąca. Wszystkie historie bawiły do łez choć były głęboko osadzone w tamtych czasach.

W tak dobrych nastrojach przeszliśmy w pierwszy etap dorastania, czyli okres szkoły podstawowej i granatowych fartuszków. Widzimy sadystycznego wf-istę, który mroził krew w żyłach, gdy tylko zaczął krzyczeć: „pierdoły saskie dupy wołowe” na jednym tchu, każąc biednym uczniom skakać przez znienawidzonego kozła. Potem jeden z aktorów wniósł na scenę polską flagę i oczom widzów ukazała się scena szkolnej akademii. Mimo śmieszności jakie budzą obrazy które, obserwowałam, trudno oprzeć się dość nachalnemu wrażeniu, że wiersz wychwalający Dzierżyńskiego i polska flaga narodowa jednak do siebie nie pasują, czyżby znów naszły mnie myśli o PRL-owskiej schizofrenii?

Podobny przebieg mają wyznania uczniów podstawówki dotyczące ich marzeń zawartych w formie listu. Jeden z uczniów pisał do Samanty Fox i prosił o jej zdjęcie, inna dziewczynka pisała do Kaczora Donalda i pytała go „jak żyć”.

Jednak najbardziej dziwny w odbiorze był moment, gdy chłopiec którego, ojciec „jest we Wronkach” prosi prezydenta USA o azyl polityczny. To jakby rozjaśnia nam pole widzenia. Od tego momentu fabuła jakby zmienia kierunek.. chłopcy zakładają  MOST, czyli Młodzieżową Organizację Sadystyczno-Terrorystyczną, która planuje zamach na budynek PZPR.

Podobnie uczniowie liceum, wyrwani jakby z jarocińskiego festiwalu, swoimi gołymi tyłkami wypiętymi w stronę publiczności, demonstrują swój bunt wobec państwa. Pojawia się trudny wybór na lekcji polskiego, kogo wybrać: Bratnego czy Miłosza? Licealiści zaczęli marzyć o wyjeździe na Zachód, a gdy udało im się wyrwać do Berlina i posmakować choć trochę innego życia, po powrocie stykają się z katowickim dworcem symbolizującym to, co miał swoim obywatelom do zaoferowania PRL.

Po upadku muru berlińskiego, nasi bohaterowie wchodzą w dorosłe życie. Wtedy, nieoczekiwanie, słyszymy słowa jednej z bohaterek: „mur runął, ale nic się nie zmieniło” i dalej „ dałam się wyrolować”. Czy to samo czuli nasi rodzice w tamtym czasie? Jak to jest czekać całe życie na coś by poczuć, że tak naprawdę po tym fakcie nic się nie zmieniło? W końcu uświadomiłam sobie, że te wszystkie groteskowe sceny, często pozbawione najmniejszego sensu, to relacje z tamtych lat obrazujące głupotę systemu w którym dorastali moi rodzice. I nic nie zmieni mojego zdania o ważności przesłania tego spektaklu nawet to, że czasem gubiłam wątki, bo sceny zbyt szybko się zmieniały. Ta dynamika sprawiała, że widz się nie nudził i wciąż czekał w napięciu na następny wątek. Zresztą odnosiłam ważenie, że wszystko miało swoją symbolikę. Szybka akcja jakby obrazowała chaos tamtych lat, szare ubrania aktorów odzwierciedlały szarzyznę epoki, muzyka, świetnie dobrana, pozwalała nam poczuć klimat, nieliczne rekwizyty też dobrane z głową przyciągały uwagę i miały swoje znaczenie. Wszystko co się działo na scenie miało dla mnie sens.

„Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami”- to spektakl o zabawnym, przemyślanym scenariuszu, który porusza ważne kwestie życia w dobie PRL-u. Scenariusz, który dotarł i do mnie, dwudziestolatki i do pięćdziesięciolatka siedzącego obok mnie. Tak samo nas rozbawił, czasem do łez, ale też dał  nam obojgu wiele do myślenia. Choć pewnie każdemu na swój sposób. Była to mądra rozrywka, a zarazem lekcja historii bez pokazywania zdjęć długich kolejek przed sklepami gdzie na półkach był tylko ocet.

Karolina Mendrela
Dziennik Teatralny Katowice
27 sierpnia 2010

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia