O przyjaźni

"Zima w czerwieni" - reż: Karolina Kirsz - Grupa Verte - Teatr Rampa - Scena Mrowisko

Podstawą dobrego spektaklu jest interesujący scenariusz teatralny, świetna gra aktorska i reżyser, który stworzy z tych części całość. Niestety, nie do końca udało się to Karolinie Kirsz, reżyserce przedstawienia "Zima w czerwieni", wystawianego w Teatrze Rampa na Scenie Mrowisko

Sztuka jest adaptacją tekstu "Red Light Winter" autorstwa znanego amerykańskiego dramatopisarza Adama Rappy. Opowiada historię, w której dwóch przyjaciół udaje się do dzielnicy czerwonych latarni w Amsterdamie, by znaleźć lekarstwo na samotność i na samobójcze skłonności Matta. Davies, który nie może zrozumieć kilkuletniej abstynencji seksualnej przyjaciela, postanawia wynająć prostytutkę. Zanim jednak „lekarstwo” trafia we właściwe ręce, kurtyzana kilkakrotnie „leczy” Daviesa. Jak się okazuje medykament podziałał głównie na Christinę, gdyż seks z Daviesem spowodował, że zaczęła pragnąć prawdziwego uczucia. Miłosny trójkąt zamyka Matt, dla którego spotkanie z prostytutką, stało się intymnym zbliżeniem kochanków.  

Reżyserka spektaklu w jednym z wywiadów opowiadała, że sztuka traktuje o próbach leczenia duszy ciałem i o tym, jak to się nie udaje. Zaznaczała przy tym, że jądrem Zimy w czerwieni jest sprzeczność zawarta już w tytule sztuki. Zima, czyli lód, oschłość, niepokój przeciwstawiana jest czerwieni symbolizującej miłość, namiętność, pasję. Budując obraz wewnętrznych rozterek miłosnego trójkąta i uwikłanego w niego Matta, Christinę, Daviesa, Kirsz tworzy przestrzeń, która według niej jest najistotniejsza – przestrzeń sprzeczności, w której „bohaterowie balansują pomiędzy tym, czego chcą, a nie chcą, mogą, a nie mogą, muszą, a nie potrafią”. Niestety okazuje się ona dominować w całości spektaklu, dając w rezultacie melodramatyczny wydźwięk rodem z oper mydlanych. Akcentowanie tej właśnie przestrzeni pozbawiło sztukę świeżości. Aktorzy zdali się być kilka kilogramów ciężsi, wypowiadali swoje role jakby z wymuszonym smutkiem. Nawet z założenia komicznym kwestiom towarzyszyła nostalgiczna nuta, jakiś wewnętrzny wszechogarniający smutek, który stawał się kolejnym ogniwem melodramatycznej całości.  

Czytając dramat Rappa, można doszukać się motywów postępowania bohaterów, czego niestety pozbawiona była adaptacja Kirsz. Na przykład Matt, który w pierwszych scenach próbuje popełnić samobójstwo, kreowany jest przez Kirsz na pozbawionego własnej opinii, skupionego na sobie i na swoim bólu, jednocześnie zaś chorobliwie trzymającego się przyjaźni z Daviesem. Podczas gdy w oryginale ich relacja kwitnie. Jest barwna, pełna prawdziwej zażyłości. Ponadto dramat Rappa nie czyni z Matta tak wątłej postaci. Widać w niej zwątpienie, nieśmiałość względem kobiet i życia, ale jest w nim również pełno rozgoryczenia, woli walki i życia. Obrazuje to jedna ze scen, w której Matt, stając naprzeciw Daviesa, gani go za rozwiązłość względem Sary (obecnej dziewczyny Daviesa, a byłej narzeczonej Matta). Scena ta pokazuje, że nie jest on marionetką w rękach Daviesa i nie wszystkie karty zostały jeszcze rozdane, czego zdaje się nie zauważać Karolina Kirsz. 

Podobnie rzecz ma się w przypadku Daviesa, który w wykonaniu Konrada Bugaja jest typem cwaniaczka, brutala świadomego swojego wpływu na innych. Rapp czyni tę postać bardziej złożoną – ciekawą, ekstrawagancką, pełną życia, docierając tym samym do rdzenia sztuki, którym, obok nieodwzajemnionej miłości, jest niezwykła przyjaźń między bohaterami.

Jak pisał Byron: „Miłość stanowi osobną część życia mężczyzny, jest natomiast całym istnieniem kobiety”. Relacja między przyjaciółmi i kobietami (Sara i Christina) jest skomplikowana, ale tylko na pierwszy rzut oka. Kobiety Rappa zdają się podążać za głosem serca, mężczyźni zaś racjonalnie taksując rzeczywistość, wybierają to, co dla nich najważniejsze – przyjaźń.

"Zima w czerwieni" jest przede wszystkim celebracją przyjaźni, która chorobliwie i za wszelką cenę próbuje nie zostać niczym zmącona. Jest to przyjaźń, której można jednocześnie pozazdrościć i współczuć. Jednak zawsze jest to przyjaźń, pełniąca najważniejszą rolę w życiu Matta i Davisa. 

Miłość, jako drugi ważny element sztuki, porównana jest do śniegu. W końcowej scenie Davies i Christina wypalają tak zwany papieros „po”. Jedno z nich stwierdza, że miłość jest jak śnieg, który jak po każdej zimie, kiedyś musi stopnieć, aż wreszcie nie zostaje z niego nic. A może właśnie tylko pozostaje tylko to, co tu i teraz, czyli właśnie przyjaźń, nieuleczalna choroba Christiny (HIV) oraz nadzieja na chwile zapomnienia i szczęścia.

Mimo wszystko gratuluję Karolinie Kirsz odwagi w realizacji interpretacji sztuki amerykańskiego dramatopisarza. "Zima w czerwieni" w jej zamyśle stała się dziełem, które posiada wewnętrzne źródło, podskórny nurt, wprowadzający niepokój, poddający w wątpliwość miłość i szczerość wypowiadanych przez bohaterów słów. Jeśli taki był zamysł twórczyni - faktycznie to się jej udało. Nie zawsze należy podążać za tym, co autor miał na myśli i wiernie odtwarzać zamysł dramatopisarza, ale może jednak w tym wypadku byłoby to uzasadnione.

Agnieszka Turska
Dziennik Teatralny Warszawa
21 stycznia 2012

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia