O przyjaźni i przemijaniu

"Kiedy wszystko było zielone" - reż. Avi Zlicha, Dikla Katz - The Key Theatre, Tel Awiw (Izrael)

Przedstawienie Kiedy wszystko było zielone zapada w pamięć. Obecne na wypełnionej po brzegi sali osoby oglądały je z wypiekami na twarzy. Dikla Katz oraz Avi Zlicha, założyciele The Key Theatre, zabrali ich w niesamowitą przygodę, opowiadając o przyjaźni, starzeniu się i naturze. Mimo, że artyści, po swoim występie, otrzymali gromki aplauz, jednak nie wszystkim do końca podobał się spektakl. Należę do tej drugiej grupy.

Występ The Key Theatre mógłbym wspominać bardzo miło. Gdyby nie jeden szczegół, o którym napiszę na koniec. Zacznijmy od treści spektaklu, która powstała dzięki książce Shela Silversteina Drzewo, które umiało dawać.

Kiedy wszystko było zielone rozpoczyna się od niezwykłego spotkania chłopca z drzewem. Później czas przyśpiesza i widzowie śledzą perypetie obu przyjaciół, którzy muszą stawić czoła groźnym wyzwaniom oraz upływającym latom. Oczywiście wszystko kończy się happy endem, jednak ich znajomość podlega poważnej próbie.

To również opowieść o sile natury, która mimo działań największego szkodnika na świecie– człowieka, potrafi się odrodzić. Ten aspekt ekologiczny jest podkreślany zarówno w samym przedstawieniu, jak też materiałach promocyjnych.

Ponieważ bardzo lubię opowieść Shela Silversteina, bardzo pozytywnie odczytałem treść spektaklu. Co więcej, podobnie odebrałem to, co działo się na scenie od strony technicznej.

Występująca przy scenicznym stole para aktorów w mistrzowski sposób operowała lalkami. Ich gra wyróżniała się precyzją i obopólnym dopasowaniem się. To co robili podczas przedstawienia, naprawdę cieszyło oczy. W tle przygrywała im muzyka, skomponowana przez Johnnyego Tala. Lalki oraz scenografię przygotowało Marbe Yadayim Studio.

I tu dochodzimy do elementu, który mnie odpychał przez 45 minut. Twórcy Kiedy wszystko było zielone reklamują swój spektakl tym, że uratowali 100 wyrzuconych na śmietnik książek. Zebrali je z ulic i przetworzyli na lalki, rekwizyty oraz scenografię. Jak dla mnie, ohydztwo.
Jako pasjonat książek, zawsze są koło mnie, nawet w życiu zawodowym, nie mogę się zgodzić na taki recykling. Każda informacja o złym traktowaniu nawet największego czytadła, wywołuje we mnie nerwowe zachowanie.

Dlatego mój odbiór spektaklu The Key Theatre był jedną wielką mieszanką złości oraz zachwytu.

Jakub Sosnowski
Dziennik Teatralny Białystok
13 lipca 2018

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia