O sztuce tańca nowoczesnego

"Czyż nie dobija się koni?" - reż. Radosław Rychcik - Wrocławski Teatr Pantomimy

Mówi się, że człowiek postawiony w sytuacjach granicznych odsłania swoją prawdziwą naturę. Życie w konfrontacji ze śmiercią nabiera szczególnej intensywności, niezwykłej dynamiki, a wartości, które w codziennej rutynie zdają się znikać z horyzontu świadomości, w momencie zagrożenia zyskują wielką wagę. Dzieje się tak wtedy, gdy trzeba o nie walczyć, płacić najwyższą cenę za ich obronę.

Spektakl Radosława Rychcika, w sposób bardzo trafny i poruszający, podejmuje kwestie tak fundamentalne jak problematyka ludzkiej wolności, autentyczności, tożsamości. Stawia pytania o istotę człowieczeństwa w świecie zdominowanym przez komercyjną machinę, którego podstawy nagle się załamują. Ukazuje subtelny proces zmagań bohaterów ze światem i z samymi sobą w poszukiwaniu szansy na przetrwanie, ale i na realizację marzeń, bo jedno i drugie okazują się ze sobą silnie związane. Przedstawiona historia, sposób ujęcia głównych problemów są tak aktualne, tak celnie nawiązujące do kultury, w jakiej obecnie żyjemy, że każdy z widzów z pewnością mógł poczuć się dotknięty zadając sobie szereg pytań wybrzmiewających w sztuce.

Od pierwszych scen poznajemy grupę bohaterów, którzy, z powodu ekonomicznego kryzysu, tracą majątek życia, ich domy zawłaszczane są przez banki i nagle wszyscy zmuszeni są udać się w nieznane na poszukiwanie możliwości zarobku. Muszą przewartościować uznawane dotychczas ideały, wybrać priorytety, z których najważniejszym jest walka o przetrwanie, o wyżywienie. I tak stają się uczestnikami maratonu: w zamian za ciągły taniec mają zapewnione posiłki, zwycięzców czeka wsparcie sponsorów czy nagroda pieniężna. Wizja wygranej i konwencja konkursu tanecznego czyni z jego uczestników prawdziwe "gwiazdy estrady": są pełni energii, uśmiechnięci, dają z siebie wszystko, chcą wypaść jak najlepiej. Z podziwem możemy obserwować ciekawe układy choreograficzne, doskonale dopracowane ruchy aktorów. Marzenie o wygranej zdaje się być źródłem ich niebywałej siły, tańczą lekko w rytm dynamicznej muzyki.

Z czasem jednak dostrzegamy pierwsze oznaki zmęczenia. W muzyce pojawiają się niepokojące, powtarzalne tony przypominające, że parkiet taneczny powoli zamienia się w pułapkę. O jego niebezpiecznym charakterze świadczy już jedna z pierwszych scen spektaklu, kiedy aktorka - Agnieszka Charkot, stojąc na proscenium, sprawia wrażenie, jakby przytulała się do niewidocznej szyby oddzielającej ją od widowni. Bariera jest niewidzialna, z pozoru nie istnieje, a jednak nie sposób się poza nią wydostać. Tak, jakby bohaterowie zamknięci byli w szklanej kuli. Nasuwa się pytanie: ile takich barier dzieli nas od świata, ile od nas samych? Czy naszym więzieniem nie są iluzje, stworzone przez wszechobecne media? Czy może konwencje, które zostały nam wpojone w procesie wychowania? W końcu, gdzie tkwi granica między iluzjami a prawdą? Czy jest ona rzeczywista?

Może sami ją stwarzamy w codziennych wyborach, decyzjach, w sposobie, w jaki postrzegamy świat i pogrążamy się w nim, w jaki nadajemy znaczenia temu, co nas otacza. Może na tej samej drodze jesteśmy w stanie tę granicę przekroczyć? Bohaterowie, choć na pewien sposób uwięzieni, dotykają swoich własnych barier na różne sposoby, konfrontują się z nimi, przekraczają je. Tym, co dodaje im szczególnej energii do ciągłej walki, jest pragnienie przetrwania z jednej strony, z drugiej zaś marzenia o lepszym życiu, wyższym statusie społecznym. Paradoksalnie, ceną za próbę realizacji tego marzenia może być śmierć. W tym sensie spektakl "Czyż nie dobija się koni" jest opowieścią o granicach, w których żyjemy, i które otaczają nas na wielu płaszczyznach, o tym, że ich obecność jest nieunikniona, a także o ich przekraczaniu, kiedy realizujemy marzenia. To w bliskości granic sztuczne wartości ukazują swoją iluzoryczność, a te prawdziwe nabierają sensu, o ile okupujemy je naszym wysiłkiem. To w przestrzeniach granicznych człowiek może albo zatracić siebie i stać się marionetką, albo wygrać swoją prawdę i autentyczność.

Dotykając granic, kiedy trzeba walczyć o przetrwanie, dosięgamy istoty człowieczeństwa. Odnajdujemy bohaterów, którzy podejmują nieludzki wprost wysiłek, aby przeżyć. Widzimy go na ich twarzach, w emocjach, które im towarzyszą. Tym samym spektakl można potraktować jako studium ludzkich uczuć. Dostrzegamy tu rozczarowanie, rozgoryczenie, przerażenie, rezygnację, niepokój, panikę, złość ukryte za iluzją zadowolenia - bo tak przecież chce reżyser okrutnego show.

Z drugiej strony obserwujemy nadzieję, satysfakcję, nawet euforię, kiedy dwie z tańczących par dowiadują się, że znalazły sponsorów. Niezwykle wymowną, piękną i poruszającą sceną jest ta, kiedy w jednym z wyścigów (uczestnicy konkursu muszą co pewien czas brać udział w biegu, który jest swoistym testem ich wytrzymałości) bohaterowie poruszają się w zwolnionym tempie: jakby czas nagle się zatrzymał, możemy przez chwilę przestudiować rysy ich twarzy zmienione w morderczym wysiłku. Aktorzy zagrali tu tak autentycznie, że przez chwilę możemy poczuć, jakbyśmy obserwowali samych siebie. Uśmiech nie stanowi tu już niewygodnej fasady, zasłaniającej prawdę - na jego miejscu dostrzegamy prawdziwych ludzi w dynamicznym pędzie, ludzi, którzy są na granicy fizycznej i psychicznej wytrzymałości, a mimo to nie zatrzymują się w walce o życie i marzenia. Emocje zdają się wyrażać prawdę o każdej osobie, o jej niepowtarzalności, jednostkowości, prawdę, która chroni przed uprzedmiotowieniem, bezrefleksyjnym automatyzmem. Wszak każdy odczuwa i reaguje inaczej, inaczej przeżywa rzeczywistość, nadaje jej inne znaczenia, inne sensy.

Podejmując temat barier, ludzkiej autentyczności, walki o przetrwanie, sztuka stawia pytanie o to, czym tak naprawdę jest wolność, kiedy człowiek zmuszony jest walczyć o każdy kęs, aby przeżyć, kiedy uwikłany jest w machinę zależności, z której nie może się wydostać. Czy w takiej sytuacji nie stajemy się marionetkami, gotowymi zrobić wszystko, by wygrać życie? Historia jednej z bohaterek - Glorii Beatty pokazuje, że i tu także jest miejsce na wolność - można ją zdobyć za cenę życia: tylko tak młoda kobieta ma szansę wyrazić swój sprzeciw. Decydując się na śmierć, pokazuje, że dla niej wartością wyższą niż życie w ciągłym zniewoleniu jest samobójstwo, że jest w stanie dokonać - w tym kontekście - heroicznego wyboru. Sytuacja jest tym bardziej paradoksalna, że obawiając się porażki, bohaterka prosi o pomoc swojego partnera - Roberta (w tej roli Jakub Pewiński), który pomaga jej w realizacji celu. Czy można go jednak uznać za odważnego wyzwoliciela, czy za mordercę? Wszystko zależy od optyki, jaką przyjmiemy.

W wieloznaczności tego symbolu dostrzegamy złożoność etycznej problematyki, która staje się głównym tematem, a także jedną z wartości tej sztuki. W rolę młodej, zbuntowanej kobiety doskonale wcieliła się Agnieszka Dziewa, tworząc bardzo wyrazistą, przekonującą, charyzmatyczną postać. Jej zdecydowane, pełne ironii i cichej rozpaczy, a nade wszystko szczerości kwestie dotykają widza i na długo zostają w pamięci. Stworzona przez nią bohaterka staje się symbolem wolności i sprzeciwu, demaskowania sztucznych konwencji i barier, które odbierają ludzką podmiotowość. Tak, jakby całą swoją postawą mówiła światu, który ją otacza: "nie, nie zgadzam się".

Przedstawienie w reżyserii Radosława Rychcika w sposób poruszający, momentami wstrząsający, podejmuje fundamentalne dla każdego człowieka problemy, stawia pytania o wolność, godność, o marzenia i ich cenę. Spektakl ma też głęboki wymiar krytyczny, jest swego rodzaju ostrzeżeniem, bowiem bardzo trafnie odzwierciedla społeczeństwo i komercyjną kulturę, w jakiej obecnie żyjemy, ukazuje niebezpieczeństwa otaczające nas z każdej strony.

Wymownym, powtarzanym w sztuce symbolem są sceny posiłków: uczestnicy konkursu nagradzani są nimi co pewien czas. Możemy zauważyć, jak ogromną są one wartością: wygłodniali i przemęczeni bohaterowie jedzą łapczywie, szybko, tak, jakby na ten moment cały świat przestawał dla nich istnieć, jakby wiedzieli, że za chwilę stracą tę możliwość i był to właśnie ostatni posiłek ich życia, jakby istota ich egzystencji skupiała się właśnie w tym akcie jedzenia, jak w spełnianiu marzenia, na które długo się czeka. Możemy podziwiać tu świetną, pełną dramatyzmu, sugestywną grę aktorską, w której każdy gest, wyraz twarzy obciążony jest symboliką, jakby intensywność rzeczywistości została podniesiona tu na najwyższy poziom. Sceny te stają się metaforą współczesnej, komercyjnej kultury, w której jesteśmy zanurzeni, gdzie wartość człowieka mierzy się poprzez jego możliwości konsumpcji. W tym kontekście sztuka ukazuje precyzyjnie mechanizm zniewolenia, jaki niesie ze sobą nasza kultura, system manipulacji, w który, chcąc nie chcąc, jesteśmy uwikłani.

Nasuwa sie pytanie: czy to nie media fabrykują nasze marzenia i pragnienia, a my nie idziemy coraz dalej, by te konsumpcyjne pragnienia spełnić; czy nie zatracamy się w dążeniu do ich realizacji, stając się marionetkami tańczącymi pod dyktat wielkich koncernów? Spośród wielu postawionych w spektaklu kwestii powracają takie jak: problem istoty człowieczeństwa i wolności w świecie zdominowanym przez manipulację, gdzie aby przetrwać, trzeba brać udział w tym czy innym wyścigu. Można zapytać, czy walcząc o realizację marzeń, przypadkiem, nieświadomie, nie zatracamy własnej podmiotowości, i w końcu, czy pewne "marzenia" nie są nam narzucane? Czy nie żyjemy w szklanej kuli fabrykowanych złudzeń, systemie wartości stworzonym przez media i reklamy? Czy nie ulegając narzucanym wzorcom, nie tracimy zmysłu krytycznego? Co to znaczy być naprawdę sobą, co znaczy bycie autentycznym? Czym jest prawda o nas samych?

Wielką wartością spektaklu jest gra aktorów, poruszająca autentyzmem i szczerością, niebywałą energią. Każdy z nich tworzy wyrazistą, charyzmatyczną postać. Szczególną sympatię wzbudziły Anna Nabiałkowska w roli Ruby Bates, doskonale odgrywając rolę kobiety w zaawansowanej ciąży, Agnieszka Charkot, zwłaszcza w początkowych scenach sztuki, czy Jakub Pewiński, grając nieśmiałego partnera zbuntowanej Glorii Beatty. Z zaciekawieniem możemy śledzić całą gamę emocji wyrażaną przez zespół bohaterów: zachwyt, obawy, nadzieje, ale także niepokój, panikę, złość. Widzimy ludzi, którzy zamknięci za sztuczną szybą konwencji z jednej strony robią wszystko, aby się do niej dopasować, a z drugiej strony w akcie desperacji ukazują prawdę o sobie właśnie poprzez emocje. Chwilami widz mógł odnieść wrażenie, że obserwuje swoiste laboratorium afektów, studium ludzkiej psychiki, kształtującej się na granicy między konwencjami i tym, co autentyczne, niepowtarzalne. Dzięki bardzo dobrej, dynamicznej grze aktorskiej zespół stworzył publiczności szansę na zbudowanie szczególnej interakcji, na wczucie się w sytuacje bohaterów, identyfikację z nimi.

Kolejnym mocnym atutem spektaklu jest ciekawa choreografia (autorstwa Jakuba Lewandowskiego). Publiczność miała szansę obejrzenia świetnie dopracowanego spektaklu tanecznego. Sam taniec wyrażał tu sytuację bohaterów, ich uczucia: najpierw niezwykle energetyczny, lekki zarazem; w początkowej części spektaklu uczestnicy maratonu byli jeszcze pełni wiary w realizację marzeń i z wdziękiem, pełnym oddaniem utożsamiali się z narzuconym wizerunkiem medialnych gwiazd. Z czasem jednak ich sytuacja się zmienia: taniec wyraża zmęczenie, ukazuje się jako sztuczny element konwencji, który więzi zamiast uwalniać, a nawet staje się torturą, symbolem zniewolenia, tresury. Im lepiej aktorzy tańczą, tym bardziej przypominają nieludzkie marionetki.

Szczególna atmosfera sztuki została zbudowana przez muzykę (skomponowaną przez Michała Lisa). Zdaje się ona odzwierciedlać paradoksalną, dwuznaczną sytuację pułapki: z jednej strony kuszącą radość i euforię, z drugiej, podkreślającą iluzoryczny charakter sztuczność, zwłaszcza w zestawieniu z sytuacją bohaterów.

Wszystkie te elementy sztuki: gra aktorska, taniec, muzyka, teksty współgrają ze sobą, uwydatniają się wzajemnie i sprawiają, że najnowsza sztuka Teatru Pantomimy jest niepowtarzalnym, bardzo wartościowym wydarzeniem. Każdy z nich wzmacnia intensywność przesłania. Przedstawienie, ze swym mocnym, krytycznym przekazem zmusza do przeżywania - przemyślenia kwestii, które są fundamentalne dla każdego człowieka, do rozważenia niebezpieczeństw, jakie niesie ze sobą współczesny świat i zadania sobie pytania: jaki taniec aktualnie wykonujemy?

W rytm jakiej muzyki tańczymy i czy jesteśmy jeszcze w stanie ocalić swoją tożsamość i autentyczność?

Dorota Seńków
Dziennik Teatralny Dolny Śląsk
6 grudnia 2023

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia