O tym, jak reżyser użytkowy spotkał się z Szekspirem

"Jak wam się podoba" - reż. Krystyna Janda - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Było „po bożemu", po kolei i gatunkowo. Ta komedia idylliczna opowiada z początku smutne historie o wygnaniu i przemocy, potem mamy zawirowania sytuacyjne, o których wiemy, że doprowadzą do obowiązkowego happy endu – w tym przypadku będą to 4 śluby, oczywiście bez pogrzebu.

Scenografia Magdaleny Gajewskiej składa się z dwóch wielkich płyt z plexi, na których pojawiają się wizualizacje, a konkretnie dwa wzory w trzech kolorach, co ma podkreślać wrażenie, że wydarzenia mają miejsce w trzech światach. Jedna płyta ustawiona jest na wprost widowni, druga jest podłogą sceny nachyloną pod kątem ca 15 stopni. Daje to pewne możliwości do ogrywania, co czasami jest zabawne (wtaczanie korpulentnej Anielki), częściej niestety nużące (zejścia zespołu Fryderyka). Scenografia jest prosta i funkcjonalna, ale wolałem scenę elżbietańską. Spektakl już jest hitem, będzie grany na scenie Szekspirowskiego także poza latem.

Liczną ekipę realizatorów tworzyli ponadto m.in.: często widziany w Gdańsku choreograf Emil Wesołowski (odpowiedzialny za ruch i taniec), Dorota Roqueplo (kostiumy, chętnie zakupię wdzianko Lakmusa, bo lubię Slasha i lubię dowcipkować), Mateusz Dębski (muzyka i opracowanie muzyczne – niezaplanowanie niekonsekwentne chyba) i Katarzyna Łuszczyk, która wg kredytów była odpowiedzialna za światło, które jest najsłabszym elementem technicznym całości i nie pełni żadnej funkcji oprócz oświetlającej. Rozczarowuje plakat, co najmniej skądś znajomy, a Wybrzeże przecież słynie z plakatów! Także sam program, tym razem zawierający po prostu przedruk tekstów Jana Kotta i Ralpha Sargena, rozczarowuje nie tylko brakiem związku z wydarzeniami na placu boju, wręcz obnaża słabość pokazu, ale jest świadectwem wrażenia, jakie odniosłem po analizie składników: „Jak wam się podoba" w reżyserii Krystyny Jandy nie jest realizowane wg standardów, jakie są regułą we współczesnym teatrze repertuarowym w wielkim mieście (proces, współpraca, wizja, kreacja, synergia itd.). Ale to drobiazgi, ciekawsze jest co innego.

Reżyser użytkowy, czyli być jak Cwynar

W wersji Krystyny Jandy „Jak wam się podoba" to historia na poziomie naiwności operowego libretta, śmiało podskakująca na pograniczu kiczu i często tę granicę przekraczająca. Najczęściej, niestety, nieświadomie. Pierwszy z brzegu przykład to wykorzystanie muzyki w scenach lirycznych. Dajmy pianino i klarnet a la „Polskie drogi" – na pewno chwyci. Co tam, że las szekspirowski, że klasyczne gitary, że ogólnie jest „folkowo" – wiadomo, że piano chwyci, bo sprawdzone wielokrotnie. Okrucieństwo nie jest okrutne, tajemniczość Lasu Ardeńskiego nie jest tajemnicza, znikają w ciągłej pogoni za ciągiem dalszym nieliczne, ale cenne fragmenty, jak choćby ten o czasie. Właściwie przez cały przebieg płyniemy na tej samej fali, brakuje zróżnicowania, męczy dosłowność i brak teatralności. Jest za to ciągła szarża, a przecież szarża powinna być krótka i krwista jak pod Kircholmem czy Somosierrą. Rozrywka nie musi być pusta i głupia, by bawić i relaksować.

Krystyna Janda nie ukrywa, że nie jest osobowością reżyserską:

Janda definiuje się jako reżyser użytkowy. W naszym zakątku ten rodzaj reżyserii, ale z mniejszym wdziękiem i wyczuciem, uprawia choćby Krzysztof Babicki. Korzystając z komediowego charakteru spektaklu można znaleźć podobieństwa między Jandą a dzielnym junakiem Cwynarem:

Już na poważnie, reżyser użytkowy, działający na rzecz własnego teatru czy fundacji, jak w przypadku Krystyny Jandy, to w najszlachetniejszej formie twórca odpowiedzialny. Czasami nikt po prostu danego tytułu nie wyreżyseruje, nie zatrudni aktorów, którzy czekają na role wciąż pomijani w wyborach przez progresywnych reżyserów. Czasami trzeba zrobić farsę, czasami wychodzi najtaniej. Jednak w przypadku Jandy znaczący jest dodatkowy element, najkrócej: czas. Z oglądu wieloletniego wychodzi mi, że rocznie reżyser może zrobić maksymalnie dwie duże realizacje, każda następna nie ma oczekiwanej jakości. Sprawdza się to właściwie przy każdym aktywnym reżyserze, nawet przy takich tuzach jak Kościelniak czy Strzępka. Więcej niż dwa dobre spektakle na sezon, przygotowane w procesie i z pogłębionym researchem oraz odpowiednim mentalem, po prostu nie wyda. A Janda nie ma czasu: na proces, na research, na synergię. Dużo żyje, jest tytanem pracy, prowadzi fundację, reżyseruje, występuje na scenie, ze zrozumiałych względów w tym szaleństwie często sypie się jej tekst. Czy może inaczej? Mniej a lepiej? Pewnie w tym przypadku nie i szkoda w tym wielka.

Dzięki wieloletniemu doświadczeniu reżyserki i klasie aktorów Wybrzeża „Jak wam się podoba" przebiega wartko, płynnie i bezboleśnie. Oczekujących czegoś więcej może rozczarować brak autorskiej wizji reżyserskiej, bo nawet w tej najłatwiejszej tekstowo sztuce Szekspira jest kilka miejsc, w których można poszukać czegoś więcej, przystanąć, się zadumać (uśmiech). Jako reżyser użytkowy Janda podąża za tekstem, nie udziwnia, stara się znajdować sensy w poszczególnych scenach, wyciska z aktorów, ile może, na ile czas pozwala, a czasu ma zawsze za mało.

Najmocniejszym elementem całości jest obsada, według niektórych uważana za największą słabość gdańskiej propozycji. Według oponentów, jak już para Rozalinda-Orlando, to najlepiej Dałek-Miodek. Nie wiem, na ile Janda zna gdańskich aktorów, ile widziała spektakli z ich udziałem, ale obsadzenie Magdaleny Gorzelańczyk w roli Rozalindy jest szarżą, jeśli weźmiemy pod uwagę stereotypy i nasze zapamiętania oraz generalnie obowiązującą zasadą obsadzania „po warunkach". Nie ma żadnej p..., romantycznej miłości, żadnej słodyczy, tylko spuszczona ze smyczy konwenansów i poprawności Sinead O'Connor z okresu „The Lion and the Cobra"! Prezentują się w komplecie: dzikość, atawizm, charakter, osobowość. Drugorzędne jest pytanie, czy było to zamierzone przez reżysera.

A do tego, co najpiękniejsze: jest śmiesznie, kiedy ma być śmiesznie, Gorzelańczyk ma vis comica! Swoisty, niebanalny, rzekłbym endemiczny, ale Rozalinda naprawdę śmieszy w scenach z Orlando (w tej roli pyszny Piotr Biedroń). Aktorka eksploduje energią, ma mnóstwo pomysłów na mimikę, gestykulację, intonację, ruch. To najlepszy komizm w całym przebiegu, a z komizmem było różnie: ukazywał się w przerysowanych postaciach: Febe (Katarzyna Dałek), Ambrożego (Jarosław Tyrański), Anielki (Małgorzata Oracz), pasterza Sylwiusza w wykonaniu Jakuba Nosiadka, który dodał jeszcze niewyszukany może, ale śmieszący publiczność komizm językowy; zdecydowanie zainspirował Jerzy Gorzko (sługa Adam) w nowej fryzurze – mam nadzieję, że zacznie się tak nosić na co dzień! (uśmiech życzliwy). Po komizmie Rozalindowym zdecydowanie najbliższy był mi purenonsensowo-filozofujący humor błazna Lakmosa. Michał Jaros smacznie bawi się rolą, to duża przyjemność obserwować rozwój tego wciąż przecież młodego aktora. Warto zauważyć brak mikroportów u aktorów, co staje się powoli rzadkością, test głosowy aktorzy Wybrzeża przeszli bez zarzutu.

Znowu sukces

„Jak..." to najmniej udane szekspirowskie przedstawienie Teatru Wybrzeże w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, który tytułowany jest tym razem jako „Współorganizator", bo nie uczestniczył ani merytorycznie, ani finansowo w produkcji. To niby drobiazg, ale dla wnikliwych obserwatorów, których jest zbyt mało, znaczący. W oprawie medialnej poprzednich realizacji (kapitalne „Kumoszki" i dobry „Zakochany Szekspir") można było odnieść mylące wrażenie, że spektakle są koprodukcją i wkład wspólników jest równy, choć wiadomo, że niekoniecznie. Tak to często bywa z podziałem splendorów, wszak sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą. Ale spokojnie, spektakl znajdzie z pewnością widza. Magnesem będzie nazwisko reżyserki, której obecność podczas prezentacji elektryzowała premierową publiczność jeszcze bardziej niż otwarcie dachu podczas ukłonów! Bilety wyprzedane już do 7 lipca, a pewnie cały letni set pójdzie na kompletach. Gdańsk kocha Jandę. Bezkrytycznie.

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świętojańska
1 lipca 2019
Portrety
Krystyna Janda

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia