O władcy i ludziach, którym brakuje nauczyciela

"Caligula" - reż. Robert Czechowski - Die Theater Chemnitz

Spektakl „Kaligula" będący owocem współpracy polskiego reżysera Roberta Czechowskiego i teatru w niemieckim Chemnitz zagościł w ubiegłą sobotę w Teatrze Lubuskim podczas Winobraniowych Spotkań Teatralnych, będących częścią corocznego zielonogórskiego Winobrania.

Dla polskiego audytorium była to premiera inscenizacji opartej na dramacie Alberta Camusa. Reinterpretacja historii rzymskiego cesarza Gajusza Juliusza Kaliguli - władcy miotającego się między logiką, a swoiście rozumianą utopią wolności, popadającego w coraz większe okrucieństwo, kończące się dla niego nie upragnioną wolnością, a narastającym cierpieniem - stała się kanwą do stworzenia dwugodzinnego, plastycznego widowiska.

Scenografia złożona ze szklanych witryn oprawionych surowymi, stalowymi ramami i podświetlona białym, świetlówkowym światłem delikatnie odbija wszystko co dzieje się na scenie. Jest to często wykorzystywane, zwłaszcza podczas monologów tytułowego Kaliguli, który wpatrując się w ściany otaczającego go świata obserwuje własne odbicie.

Bezbarwną i stanowiącą jedynie zwierciadło scenografię dopełniają stroje, ilustrujące podział kast w scenicznej społeczności. Niektóre skąpe, blade ubiory ukazują aż na zbyt wiele ludzkiej nagości, zwłaszcza, że nie są w stanie dostosować się do ogromu ruchów wykonywanych na scenie przez aktorów. Wprowadza to publiczność w lekkie zakłopotanie. Pojawia się pytanie, czy taka forma jest potrzebna i konieczna. Ogromne wrażenie robi intensywnie zielona, mieniąca się czernią i fioletem suknia Kaliguli, która w pewnym momencie sprawia wrażenie barwnego żyrandola górującego nad sceną.

„Kaligula" to spektakl wzbudzający wiele emocji. Napięcie budowane przede wszystkim poprzez grę aktorską zdecydowanie udziela się widzom. Dzieje się to szczególnie za sprawą Stefana Migge'a wcielającego się w tytułową postać. Jego pełne okrucieństwa słowa wypowiadane miękkim i delikatnym głosem wprawiają widza w spotęgowane, psychodeliczne przerażenie. Głosem równie imponującym posługuje się Phillip Otto, mówiąc nisko i tubalnie ukazuje Cherea jako osobę stanowczą i zrównoważoną. Pośród kreacji aktorskich moją szczególną uwagę zwróciła Ulrike Euen, odtwórczyni najważniejszej roli żeńskiej- Caesonii. Jej trudna, wymagająca fizycznie rola zdaje się decydować o wiarygodności całego spektaklu.

„Kaligula" to przede wszystkim widowisko. Ukazana w nim uniwersalna prawda mówiąca o tym, co dzieje się kiedy człowiek dysponujący władzą uzurpuje sobie prawo do pełnienia roli nauczyciela wartości tak immanentnej jak ludzka wolność, to temat wielokrotnie już ilustrowany na wachlarzu przykładów. Przepełnienie środkami plastycznego wyrazu w spektaklu zmusza widza do wyławiania sensu spośród ogromu formy.

Widz obserwując Kaligulę z jednej strony boi się go, a z drugiej patrząc na to jak się miota, na targające nim wątpliwości, czuje dla niego pewne zrozumienie. Jego okrucieństwa nie są podpierane ideologią. On nie jest szaleńcem, a jedynie z determinacją wprowadza w życie plan zniweczenia starych wartości, aby zrobić miejsce dla nowych. Nie ma w tym szaleństwa, bo nie ma bezgranicznej wiary w słuszność wyznawanej idei. Zamiast tego są ogromne wątpliwości. Wszystko to co robi Kaligula wydaje się być tragiczną próbą wyzbycia się ludzkiej słabości. Tragiczną, bo to właśnie słabość- emocje i uczucia- decydują o naszym człowieczeństwie.

Kaligula Alberta Camusa to dzieło uniwersalne, aktualne zwłaszcza w obecnym czasie. Robert Czechowski ukazał je w sposób angażujący i przejmujący. Tutaj tak jak w antycznej tragedii - widz ma ochotę odseparować się od tego co dzieje się na scenie. Nie jest to bowiem spektakl przyjemny, ale wywołuje żywą reakcję wśród audytorium i na długo pozostaje w pamięci.

Iga Januchta
Dziennik Teatralny
6 września 2016

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia