O życiu, które jest gdzie indziej

"Co w trawie piszczy" - reż. R. Kasiukiewicz - Wrocławski Teatr Lalek

Próbując wyrazić za pomocą plastycznej metafory siłę ekspresji z jaką Wrocławski Teatr Lalek zainaugurował nowy sezon artystyczny 2009/ 2010 należałoby ją przyrównać do dotknięcia czarodziejską różczką. Zaprezentowany 12 września premierowy spektakl "Co w trawie piszczy?" w reżyserii Radosława Kasiukiewicza olśniewa, zarówno dziecięcą jak i dorosłą publiczność - nie tylko mądrością opowiadanej historii, lecz przede wszystkim wyobraźnią inscenizacyjną i pietystyczną dbałością o każdy, nawet najdrobniejszy element znakomitej scenografii autorstwa Michała Dracza

Fascynująca, barwna, pełna humoru i życiowej mądrości historia „Co w trawie piszczy?” rozgrywa się w świecie podziemnym, w świecie soczyście zielonych traw i kwiatów. Pierwsza scena spektaklu zostaje jak gdyby „przywabiona” błyskami świateł, wytwarzanych przez wynurzające się powoli z ciemności robaczki świętojańskie. Gdy mrok stopniowo rozrzedza się i jasność zaczyna obejmować już całą przestrzeń gry, na przodzie sceny ukazują się dwie gąsienice człowieczych rozmiarów i masywny wehikuł symbolizujący łąkę. Historia rozpoczyna się jednak dopiero w momencie, gdy przed głównymi bohaterami pojawia się Chrząszcz Szczebrzeszyn herbu Oskórek, on to bowiem wyjawia nieznaną im do tej pory istotę całego zdarzenia. Otóż, zamieszkiwaną przez owady łączkę czeka niebawem zagłada, ponieważ ma na niej powstać jedno z pasm autostrady.

Pierwsze spotkanie z Sir Chrząszczem jest zapowiedzią kolejnych spotkań z owadzimi bohaterami, a zatem z  Patyczaczką Małgosią, Skolopendrą, Panem Karaczanem i Czarną Wdową, którzy chcą podjąć walkę z dewastującym ich królestwo traktorem. Oparta na wątku sensacyjnym historia jest w istocie skomponowana z samodzielnych, bardzo teatralnych wystąpień mieszkańców łąki, udzielających rad dwóm zagubionym gąsienicom – Strzępotkowi (Patrycja Łacina-Miarka) i Papiliowi (Konrad Kujawski). Jak na prawdziwe larwy przystało, aktorzy wcielający się w ich role mają kostiumy przypominające miękki, elastyczny, podzielony na kilka segmentów oskórek. Na początku gąsieniczki wiją się na scenie dość bezradnie; choć to im wyznaczono pierwszoplanowe role w opowieści nie są one obdarzone przez autora świadomością większą od świadomości pozostałych bohaterów. Z czasem jednak gąsienice stają się jednak coraz bardziej śmiałe i bezpośrednie, zaczynają zadawać swoim owadzim kompanom pytania (ciekawi je chociażby to, czy Sir Chrząszcz zakłada swoją piżamkę na zbroję i czy w zbroi się kąpie), a nawet tańczą, prezentując przy tym swoje wokalne umiejętności.   

Autorami „uszytej” ma podobieństwo Orwellowskiego „Folwarku zwierzęcego” historii „Co w trawie piszczy?” są wrocławska pisarka Lidia Amejko i psycholog Marcin Czub (twórcy dobrze nam już znanych sztuk o wrocławskich krasnoludkach pokazywanych w Bajkobusie) oraz Mateusz Pakuła, który podjął się opracowania dramaturgicznego. Stworzony przez nich tekst sztuki stanowi połączenie toku narracyjnego z komentarzami o charakterze edukacyjnym i jest napisany z wielką dbałością o słowo. Owadzia kompania zaprezentowana w sztuce jest wyjątkowo niepospolita – Sir Chrząszcz zachwala urok swojego chitynowego pancerza, Czarna Wdowa szczyci się wynalezioną przez siebie siecią (internetową), nucąc przy tym pieśń o mężu, którego zjadła pod koniec miesiąca miodowego.

W silnie zindywidualizowanym i nasyconym żartem języku, którym posługują się robale (wystarczy zacytować błyskotliwego Chrząszcza – „Nie bój żaby, jak to mówią Francuzi”), odbija się za każdym razem ich owadzia natura i charakter. Autorzy sztuki wykorzystują częściej dialog niż sytuacje monologowe, przemycają wielokrotnie aluzje odnoszące się do naszej codziennej rzeczywistości (głodne robale chcą „skoczyć” po jedzenie do „Żabki” lub „Biedronki”). Z tą samą wrażliwością językową zostały skomponowane teksty krótkich piosenek wykonywanych przez owady, dzięki czemu ich partie śpiewane przemieniają się w recitale nagradzane każdorazowo przez publiczność oklaskami.

Przestrzeń muzyczną spektaklu wypełniają elementy rapu przeplatane ze słynnymi szlagierami (takimi jak „Jestem szalona” w wykonaniu Małgorzaty Patyczaczki) czy fragmentami popularnych piosenek Republiki i zespołu Feel. Mimo pogodnej i pełnej werwy atmosfery, pojawiające się kolejno owady zdają sobie sprawę, że zmierzenie się z traktorem może okazać się dla nich nieszczęśliwe. Zbliżająca się katastrofa jest zapowiadana natarczywie narastającym wciąż hałasem warkoczącego silnika, który zagłusza przestrzeń sceniczną. Nie przeszkadza to jednak owadom w tym, by choć przez moment zaprezentować jeden utwór muzyczny, bądź rozbawić publiczność kilkoma żartami. Niewątpliwie w tej owadziej paradzie prym wiedzie Karakan z Manhattanu, chełpiący się znajomością języka angielskiego – to on zwraca się do gąsienic z zawołaniem „Common guys!(…) wyglądacie na bardzo strong” i zjawiskowo szarmanckim głosem przekonuje ich, że najlepszym miejscem dla wszelkich robaków nie jest łąka, ale teatr, filharmonia i opera. 

Walkę owadów z traktorem reżyser ukazuje w spektaklu za pomocą wizualizacji z tyłu sceny, które stanowią tło dla przestrzeni wszystkich działań scenicznych. Wyświetlane obrazy są wyjątkowo urzekające w swej prostocie, a tym samym klarowne i zrozumiałe dla najmłodszych widzów. Pozostałe elementy scenografii zostały stworzone przez Michała Dracza w równie prosty, lecz nie mniej ekspresyjny sposób. Konstrukcja wehikułu i sposób operowania nim przywodzą na myśl mansjon wykorzystywany na scenie symultanicznej teatru średniowiecznego - ustawiony  frontem do otwartej przestrzeni „domek” symbolizujący łąkę stanowi od pierwszej sceny spektaklu główne pole gry. Ten obrotowy wehikuł jest jednak w każdej kolejnej scenie wprawiany w ruch, pozostawiając na przodzie wolną przestrzeń dla aktorów-gąsienic.

Dyrektor WTL Robert Skolmowski postawił przed aktorami „Co w trawie piszczy?” o wiele większe wymagania niż we wcześniejszych spektaklach pokazując tym samym, że teatr lalkowy nie może polegać jedynie na mechanicznym opanowaniu techniki animowania lalką. Po zakończeniu przedstawienia trudno bowiem nie kryć zdumienia, że w spektaklu bierze udział zaledwie czteroosobowa grupa aktorów (lalkami animują Agata Kucińska i Grzegorz Mazoń) - ilość postaci, kombinacja ruchów i wariantowość sytuacji sprawia, że w trakcie gry widz ulega wrażeniu, jakby zespół animatorów był co najmniej dwukrotnie większy. 

Animacja lalkami stworzonymi dla spektaklu "Co w trawie piszczy?" nie sprowadza się jedynie do mechanicznego wprawienia ich w ruch. Sprawiając wrażenie całkowicie od aktorów niezależnych, demonstrują one bowiem na scenie całkowitą swobodę i nieograniczenie w wykonywaniu ruchów. Imponująco giętkie i precyzyjne są dziesiątki kroków stawianych przez Małgosię Patyczaczkę czy spontaniczne akrobacje ruchowe w wykonaniu Sir Chrząszcza. Wędrujące podziemnymi korytarzami owady ani przez chwilę nie ustają w ruchu, nawet w chwilach wypowiadania dłuższych kwestii wymagających od aktorów większego wytężenia sił i koncentracji. Właśnie owa technika poruszania lalkami jest jednym z najważniejszych aspektów przedstawienia - doprowadzona do perfekcji sprawia, że relacja między aktorem a lalką w "Co w trawie piszczy?" ma charakter organiczny. Co więcej, zaskakująco umiejętny i spontaniczny jest także sposób modulowania głosu przez aktorów oraz łatwość z jaką przechodzą oni w trakcie gry od partii mówionych do śpiewanych albo rapo-recytowanych.

Warto także podkreślić, że rezultat ten osiągnął Radosław Kasiukiewicz wykorzystując tradycyjną, kultywowaną w teatrze europejskim, metodę manipulowania lalką przy całkowitej „nieobecności” animatora. Aktorzy operujący owadami ukryci są od samego początku we wnętrzu wehikułu i dla animacji lalek wykorzystują jedynie wąskie, poplątane ścieżki i korytarze, będą jednocześnie otworami scenicznymi. Udział aktorów w spektaklu jest więc przez cały czas jego trwania nieujawniony, a ich działania wewnątrz pozostają dla widzów tajemnicą do samego końca. Być może dlatego momenty wynurzania się z wnętrza ziemi kolejnych owadów publiczność przyjmuje żywą reakcją. Zdumiewająca jest także dynamika interakcji z jaką aktorzy opanowali umiejętność manipulowania lalkami pomimo ograniczonej przestrzeni dla ich gestów wewnątrz wehikułu. Maestrii lalkowo-aktorskich ruchów dopełnia wykorzystany w drugiej części spektaklu mechaniczny sześcionożny robot nazwany w sztuce „Roborobalem”, który porusza się po scenie samodzielnie, bez pomocy animatora. To właśnie ten „żelazny obrońca łąki” przyobleczony w bajkowy, ciemnofioletowy pancerz oznajmia swoim owadzim przyjaciołom pomyślny koniec historii i tym samym finał spektaklu.

Kreatywność twórców  „Co w trawie piszczy?” nie ograniczyła się jednak wyłącznie do zrealizowania prezentowanego spektaklu. Widzowie zostają po raz pierwszy wprowadzeni do owadziego świata jeszcze przed rozpoczęciem przedstawienia. Zmierzając do sali teatralnej mijają wielkie ekrany, na których prezentowana jest gra komputerowa, będąca swoistym pośrednikiem między rzeczywistością sceniczną spektaklu, a światem dziecięcej wyobraźni. Innowacyjny pomysł WTL został zrealizowany we współpracy z artystą video, grafikiem i multimedialistą Jackiem Szleszyńskim, który dał najmłodszym widzom szansę do przeżycia przygody z bohaterami spektaklu. Tym samym gra komputerowa dostępna na stronie WTL jest przedłużeniem gry teatralnej, zaproszeniem dzieci do ponownego spotkania ze światem natury, już poza deskami sceny. Na pierwszym z poziomów gry mogą się one spotkać jeszcze raz z zieloną gąsieniczką wijącą się po konarach drzew, a przy okazji wniknąć w jej owadzie życie. Kolejne etapy gry ukazywać się będą sukcesywnie na stronie WTL, gdyż zamierzeniem pomysłodawców było przede wszystkim stworzenie odrębnej przestrzeni spektaklu o charakterze edukacyjnym, a nie powielenie, czy przedłużenie jego fabuły. 

Kierowani tą właśnie intencją realizatorzy podjęli jeszcze inną inicjatywę dopełniającą barwności wydarzenia. Chcąc zaakcentować ekologiczny aspekt przedstawienia zaproponowali dyrektorowi ogrodu zoologicznego we Wrocławiu Radosławowi Ratajszczakowi podjęcie opieki merytorycznej nad spektaklem. W trosce o stworzenie jak najwierniejszej scenicznej kopii świata owadów twórcy „Co w trawie piszczy?” odbyli  szereg naukowych konsultacji z entomologami zoo, zapraszając ich również do czynnego udziału w każdej prezentacji przedstawienia. Po spektaklu publiczność ma zatem wyjątkową możliwość wysłuchania prelekcji naukowców i dydaktyków na temat owadów.
 
Wpleciony w wydarzenie teatralne akcent edukacyjny nie pozbawia go jednak artystycznego piękna. Decydując się na prezentację żywych owadzich okazów po zakończeniu przedstawienia Radosław Kasiukiewicz poszerzył przestrzeni gry, a tym samym wzbogacił jej płaszczyznę interpretacyjną. Dzieciom obserwującym jednocześnie bajkowe i rzeczywiste „robale” reżyser stawia pytania – kim są tak naprawdę bohaterowie jego spektaklu? I czy są to na pewno gąsieniczki, patyczaki, świerszcze i pająki? A skoro tu pojawia się wątpliwość, rodzą się także inne pytania – gdzie się znajdujemy? Czy miejsce, które obserwujemy na scenie jest rzeczywiście łączką? W rzeczywistości scenicznej stworzonej przez reżysera ożywa na nowo z wielką mocą alegoria Wiktora Pielewina, który w jednym ze zbiorów opowiadań wyobraził sobie mieszkańców swojego kraju pod postacią różnorodnych owadów. Oparty na bardzo podobnym koncepcie spektakl „Co w trawie piszczy?” jest tak naprawdę teatralną parabolą. Niesamowity w swojej różnorodności świat owadzich istnień pokazany przez Radosława Kasiukiewicza jest znakomitą, choć jednocześnie niepokojącą metaforą dzisiejszej rzeczywistości, historią o kruchości istnienia, przemijalności, o metafizyce, miłości i nieustannym przeobrażaniu się świata. Dowodzi tego najbardziej czarująca scena spektaklu, w której małych „filozofów” Strzępotka i Papilia ogarnia sen i następuje ich przemiana w imago – piękne motyle, możliwa bez względu na dziejącą się wokół krzywdę.

Najtrafniejszą konkluzją spektaklu mogą być słowa dyrektora WTL Roberta Skolmowskiego, który w jednym z wywiadów powiedział - Dzieci widzą w trawie to, czego my nie widzimy . Chciałoby się tutaj dodać – dzieci widzą więcej, bo chcą widzieć więcej. A wtedy pojawia się jeszcze inna kwestia – dla kogo więc powstał spektakl "Co w trawie piszczy?" i czy jest to na pewno, jak twierdzą niektórzy, tylko spektakl dla najmłodszych? Może to właśnie dorosłym, a nie dzieciom trzeba pokazać świat, który na co dzień umyka im pod stopami, może to im należy uświadomić, że życie – jak pisał Milan Kundera - jest (jeszcze) gdzie indziej…

Gra komputerowa jest dostępna na stronie Wrocławskiego Teatru Lalek na stronie www.teatrlalek.wroclaw.pl

Joanna Gdowska
Dziennik Teatralny Wrocław
21 września 2009

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia

Napój miłosny
Jitka Stokalska
Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza ...