Oburzeni spektaklami

Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu

Wałbrzyski teatr szokuje nas świadomie. Nie wszyscy widzowie czekają na finał spektaklu

W Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu po raz pierwszy w historii miasta zorganizowano spotkanie osób i instytucji, które wyróżniono honorowym obywatelstwem Wałbrzycha lub tytułem zasłużonego dla miasta. Uczestnicy uroczystości mieli okazję obejrzeć spektakl pt. "Aleksandra. Rzecz o Piłsudskim". Spektakl poświęcony drugiej żonie marszałka Józefa Piłsudskiego wywołał jednak wśród zaproszonych gości wiele kontrowersji.

Ksiądz infułat Julian Źrałko, wyróżniony tytułem Zasłużonego dla Wałbrzycha, opuścił teatr w czasie przedstawienia, zbulwersowany tym, co zobaczył i usłyszał ze sceny. - W spektaklu nie podobało mi się wiele rzeczy, ale wyszedłem, gdy aktorzy zaczęli przeplatać wulgaryzmami modlitwę "Zdrowaś Maryjo" - mówi ks. Julian Źrałko. Duchowny dodaje, że pracownicy teatru próbowali go potem przekonywać, że to tylko wizja artystyczna autorów spektaklu. Jego takie tłumaczenia nie przekonały.

Spektakl o drugiej żonie marszałka Piłsudskiego nie jest jedynym w repertuarze wałbrzyskiego teatru, który wzbudza nie tylko kontrowersje, ale również zgorszenie. Wcześniej widownię opuściła mieszkanka Świdnicy, która przyjechała ze swoim mężem i 16-letnią bratanicą na spektakl pt. "W pustyni i w puszczy. Z Sienkiewicza i z innych".

- Spodziewaliśmy się spektaklu o przygodach Stasia i Nel. Tymczasem mieliśmy do czynienia z luźną interpretacją powieści Sienkiewicza - wyjaśnia pani Paulina. - Na scenie pojawiał się m.in. całkowicie goły aktor, który odgrywał rolę... słonia. To było żenujące, dlatego wyszliśmy z przedstawienia.

Przypadki opuszczania widowni zdarzają się również podczas najnowszego spektaklu pt. "Kamasutra. Studium przyjemności". Jest on dozwolony od 16 lat. Na scenie również jest wielu aktorów występujących "w stroju Adama".

Marek Dolat, który przewodniczył w przeszłości komisji kultury i sportu w Radzie Miejskiej Wałbrzycha wyjaśnia, że kiedyś toczyły się w środowiskach kulturalnych miasta dyskusje o repertuarze teatru. W efekcie był on zróżnicowany i trafiał w różne gusta. - Jestem tolerancyjny, nie jestem pruderyjny, ale epatowanie w większości spektakli golizną i wulgaryzmami to przesada - mówi Marek Dolat. - Przez to wałbrzyski teatr dramatyczny, staje się miejscem, które kieruje swoją ofertę tylko do wąskiego grona widzów.

Sebastian Majewski, dyrektor artystyczny Teatru Dramatycznego w Wałbrzych uważa, że dyskusja o wulgaryzmach i nagości na scenie jest tematem zastępczym. - Teatr nie może stać obok prawdziwych problemów, a widzowie są przecież bez przerwy bombardowani erotyzmem podkorowo w przestrzeni publicznej - tłumaczy. -My przynajmniej jesteśmy uczciwi, bo nie ukrywamy przekazu. Wulgaryzacja i erotyzacja to ogólny trend - dodaje.

Pierwszy skandal wokół repertuaru wałbrzyskiego teatru dramatycznego, wybuchł na początku 2008 roku. Tomasz Pluta, wówczas wałbrzyski radny miejski, opublikował w tygodniku Niedziela artykuł pt. "Quo vadis, Teatrze?". Pluta zarzucał teatrowi obrazę uczuć religijnych, podglądactwo, brutalizację i szokowanie widzów. Protest radnego poparły środowiska katolickie z diecezji świdnickiej, które skierowały do ówczesnego marszałka województwa dolnośląskiego (wałbrzyski teatr mu podlega) list z prośbą o zajęcie stanowiska w tej sprawie. Chodziło o treści zawarte w spektaklach pt. "Ja jestem zmartwychwstaniem " oraz "Balkon". Odpowiadając na postawione zarzuty, dyrekcja teatru przygotowała między innymi zestawienie wyróżnień i nagród, które otrzymała w ostatnim czasie za swoją działalność na prestiżowych festiwalach teatralnych. Z biegiem czasu emocje wokół teatru opadły.

Artur Szałkowski
Gazeta Wrocławska
1 lutego 2012

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...